Zdarzały ci się takie momenty?
Kryzysów było kilka. Był taki moment w okolicach 2005–2010 roku, że drastycznie spadła sprzedaż płyt i wiele wytwórni albo zaliczyło plajtę, albo bardzo ograniczyło swoją działalność.
Jak tobie udało się przetrwać?
Siłą rozpędu i uporem, bo nie wyobrażałem sobie, że mógłbym wrócić do pracy na etacie, że w ogóle mógłbym robić w życiu cokolwiek innego. Na szczęście moja żona zawsze mnie bardzo wspierała, nigdy nie zasugerowała, żebym poszedł do „normalnej” roboty. Zresztą ktoś u niej w pracy powiedział jej kiedyś, że mamy dobrze, bo przynajmniej jedna osoba w małżeństwie robi to, co kocha. To mi zawsze dodawało sił w gorszych chwilach.
Obok Gusstaff Records prowadzisz też wytwórnię Don’t Sit On My Vinyl, z nagraniami wycinanymi na winylu w czasie rzeczywistym. Ile w sumie wydałeś kaset i płyt do dziś?
Nie jestem w stanie policzyć. Nigdy nie prowadziłem łatwych do uporządkowania numerów katalogowych. Wydawnictwa ukazywały się z adnotacją roczną, gdzie obok daty widniał numer wydawnictwa. Co więcej, CD i winyl tej samej płyty miały inne numery. Orientacja w wydawnictwach Don’t Sit On My Vinyl jest jeszcze trudniejsza, bo każdej płycie przypisuję losowo wybrany numer. Odpowiadając na pytanie – wszystkich wydawnictw jest pewnie niecałe 500, ale tak jak mówiłem, nigdy nie zależało mi na liczeniu płyt, które wydaję.