Przestrzeń spotkania. Ewa Dziarnowska
Jednym z najbardziej wyczekiwanych projektów był spektakl Ewy Dziarnowskiej. To na Like It Is bilety wyprzedały się jako pierwsze. Skąd ten sukces? Rok temu Ewa Dziarnowska podbiła festiwalową publiczność pracą This resting, patience – po premierze dostała około 30 zaproszeń na gościnne pokazy.
Tamten spektakl współtworzyła Leah Marojević – tancerka z niesamowitą charyzmą, urodą i posągową wręcz figurą. Już od pierwszych chwil, w których usłyszeliśmy What The World Needs Now, mogliśmy poczuć kojący spokój (który wzmacniały skojarzenia ze świątecznym filmem).
Ubrana w niebieską, przezroczystą tkaninę Leah Marojević jak w zapętleniu powtarzała choreografię, która mogła być popisem, dialogiem z drugą tancerką – Dziarnowską i widzami, ale też wyznaniem.
Wydaje się, że Ewę Dziarnowską nie interesuje budowanie narracji, postaci, ale próba uchwycenia tego, co dzieje się między ludźmi – relacje, bliskość, zaufanie. Jak mówiła w wywiadzie dla Culture.pl, w świecie pełnym napięć szuka miejsc, w których można zwolnić, odetchnąć i „poczuć ulgę”. Jej prace takie właśnie są. Nie uciekają od rzeczywistości, ale proponują sposób bycia razem, oparty na uważności, trosce i wzajemnym słuchaniu. Do tej konwencji zaprasza już sama forma: spektakl trwa trzy godziny, krzesła dla publiczności są rozrzucone dookoła przestrzeni, a widz może wejść i wyjść w dowolnym momencie. Prace Dziarnowskiej bardziej się przeżywa, niż ogląda. Zamiast efektownych choreografii proponuje doświadczenie współobecności – subtelne, intymne i pozostające w widzu na długo po zakończeniu przedstawienia.
Ta metoda jest też widoczna w nowym przedstawieniu Like It Is pokazanym w Santarcangelo jako work in progress. To nietypowa decyzja, by rok po tak dużym sukcesie nie przedstawić rezultatu, a tylko etap swoich badań artystycznych. Zwłaszcza że work in progress często okazuje się eufemizmem dla spektaklu, któremu do premiery brakuje jedynie kilku scen. Widz otrzymuje dzieło niemal ukończone, ale pozbawione rytmu i precyzji – wystarczająco zamknięte, by nie odsłaniało procesu, i jednocześnie zbyt niedokończone, by działało jako całość.
Pokaz Ewy Dziarnowskiej był zupełnie inny. Oglądając Like It Is, miałam wrażenie, że jestem na próbie – długiej, spokojnej, gdzie wstępnie zebrano materiał ruchowy i teraz jest czas na analizę i zastanowienie, jak go ułożyć. Temu wrażeniu sprzyjało miejsce pokazu – sala gimnastyczna, gdzie główna część sceny znajdowała się pod koszem do koszykówki.