Historykiem „do pewnego stopnia” jest Gombrowicz też wówczas, gdy przygląda się najbardziej charakterystycznej sytuacji swojego pisarstwa. Jest pisarzem kryzysu, a więc sytuacji, w której dotychczasowe formy życia zawisły w próżni, nowe jeszcze nie okrzepły, wszyscy więc tkwią w konwulsjach epoki przejściowej.
Urodził się podczas fali strajków, które dały początek rewolucji robotniczej 1905 roku. Dziesiąte urodziny pisarza przypadną z kolei na początek I wojny światowej – staje się ona przedmiotem dziecięcej fascynacji przyszłego pisarza. Okres formacyjny Gombrowicza przypada więc na epokę gwałtownych przemian, które nie oszczędziły żadnej sfery życia, od form politycznych po obyczaje, stroje, a nawet rodzaje zarostu: „Przeskok między rokiem 1914 a na przykład 1920 był straszliwy – przemiany szły w galopie, jedna za drugą, na wszystkich polach”. Gombrowicz pisze o „wykańczaniu się stopniowym środowisk i stylów”, „dogorywaniu” form „do niedawna pełnych życia”: „były już na skonaniu sztywne kołnierzyki, getry, laski, spodnie prążkowe, żakiety, tużurki – i wiele innych rzeczy, których nie zliczę” – konsekwentnie posługując się słownikiem, który wskazuje na martwotę tego, co przed chwilą z pełnym wigorem porządkowało świat.
Wygasanie dotychczasowych form nie oznaczało jednak ich zaniku. Sytuacja kryzysowa jest u Gombrowicza paradoksalnie wzmożeniem przez osłabienie. Tym mocniej podtrzymuje się dawne formy przy życiu, im bardziej przeczuwa się, że całkowicie zatraciły już swoją zasadność. W ten oto sposób książki Gombrowicza – zapisujące ten proces – stają się teatrem zawieszonych w próżni gestów: „Kiedy pewne obyczaje są na wykończeniu, ulegają rodzajowi sklerozy – uchodzi z nich treść żywa, a pozostaje tylko sztywność »czystej formy«”. Jednocześnie to właśnie ich martwota wymusza arbitralność, z jaką domagają się one dalej rozporządzać jednostkami: „Przyszło mi wchodzić w życie w momencie, gdy umierające formy owej odchodzącej epoki miały jeszcze pewną żywotność i mogły ugryźć”.
Stetryczały uwiąd form wspólnotowego życia w żaden sposób nie luzuje więc ich władzy. Właśnie dopiero w sytuacji kryzysowej – kiedy z dotychczasowego prawa pozostała jedynie fasada sztywnego ceremoniału czy raczej słabowita zmora prawo osiąga maksymalną moc.
Ta wyrastająca z konkretnego historycznego doświadczenia obserwacja, a nie abstrakcyjne zamiłowanie do groteski, jest źródłem Gombrowiczowskich przedstawień anachronizmu: „Otóż mnie pasjonował ten formalizm, drażniło mnie to, ale i zachwycało artystycznie – w mojej twórczości pełno takich form umierających, kilka razy, na przykład, pojawia się scena pojedynku, nie mówiąc już o innym, dworskim i arystokratycznym, ceremoniale”.
Z czasem entuzjazm, z jakim Gombrowicz przyjmuje przemiany, nasycają też zupełnie inne tonacje. Niemal wszystkie jego powojenne książki (z przedwojennymi antecedencjami) organizowane są wokół osobliwej obsesji wojennej, która w Trans-Atlantyku, Ślubie, Operetce czy Pornografii obradza przedstawieniami rozchwiania porządku społecznego. W ten sposób Gombrowicz staje się wybitnym analitykiem stanu wyjątkowego, który zgodnie z formułą Waltera Benjamina stał się w jego książkowym świecie regułą.
Pamiętnik z okresu dojrzewania faszyzmu