Jamroszczak i Falkowska mają doświadczenie, chęci i mogą zacząć bez obciążeń i porównywania. Wiśniowski wytyczył im tor, ale obie wystartują w innym biegu. Własnym. To najlepsze rozwiązanie, bo mają inną wrażliwość i zapewne różne pomysły. Nie ma co ukrywać, że jest to też zmiana pokoleniowa – niekoniecznie stricte metrykalna. Jamroszczak zajmuje się organizowaniem imprez zawodowo, zaś Falkowska to zdecydowanie nowe pokolenie w polskim komiksie. Jako artystka debiutowała, kiedy Wiśniowski miał już status legendy niezależnej sceny komiksowej w Polsce.
To także zmiana symboliczna. Ze sceny powoli schodzi pokolenie, które wyrastało w głodzie komiksu na przełomie PRL-u i III RP, wypatrując historii obrazkowych w kioskach ruchu, czytając wszystko, co wychodziło. Ustępuje miejsca generacji wyrosłej w globalnej kulturze komiksu, która będzie musiała stoczyć swoją walkę: o uwagę czytelnika coraz częściej odczuwającego przesyt.
Nowa formuła przy Koziej
Erich von Daniken z lewej oraz Bogusław Polch po prawej. Fotografia z wystawy "Planeta Polch" od 21 marca do 29 czerwca 2025 roku, Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego w Warszawie, fot. Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego
Rok 2025 okazał się kolejnym, w którym Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego w Warszawie mocno postawiło na komiks. Obok kontynuacji cyklu Dobre kreski prezentującego dorobek niezalowych artystów, pojawiły się mniejsze wystawy łączące komiks z innymi dziedzinami sztuki (jak Warszawa w roku 2025. Jak sto lat temu wyobrażano sobie przyszłość stolicy czy Czy nikt ci nie mówił, że to nieelegancko się tak zachowywać? Marianny Stręk) i megawystawa Planeta Polch, na której pokazano plansze komiksowe i różnego typu ilustracje Bogusława Polcha. Jej kurator Michał Rzecznik zaprezentował nie tylko największe dokonania twórcy Kapitana Żbika, Funky’ego Kovala (oryginały w formacie a3 zachwycają warsztatem graficznym i dbałością o detale), Ekspedycji czy Wiedźmina (ciągle niedoceniona wolta stylistyczna i warsztatowa), ale także przedstawił artystę mniej znanego, czyli warsztat jego twórczości komiksowej (szkice postaci!) i ilustratorskiej na potrzeby branży reklamowej.
Wystawa zdominowała niewielką siedzibę muzeum przy Koziej w Warszawie. Prace wisiały nawet na ścianach klatki schodowej. Planeta Polch unaoczniła dwie kwestie. Po pierwsze, jeśli Muzeum Karykatury ma być żywą instytucją, to konieczna jest zmiana formuły. Dziś karykatura to w dużej mierze zjawisko historyczne, jej funkcje przejęły memy. Naturalnym kierunkiem zwrotnym jest oczywiście komiks, który dodatkowo jako medium potrzebuje swojej placówki. Patrząc na aktywność muzeum w ostatnich dwóch latach, ta zmiana już się dokonała. Teraz należy ją sformalizować.
Po drugie, miejsce to jest zbyt kameralne, żeby móc pokazać tak przekrojową wystawę czasową. A gdzie przestrzeń na ekspozycję stałą? Muzeum Komiksu zdecydowanie potrzebuje osobnej placówki.