W swojej poezji Lebda wychodzi poza perspektywę ludzkiego podmiotu, jednak całkiem jej nie porzuca. Anna Nasiłowska ujęła to następująco:
Odkąd wyjście poza antropocentryzm stało się warunkiem powstrzymania przynajmniej niektórych negatywnych skutków antropocenu, czyli działalności człowieka polegającej na dewastowaniu przyrody, humanistyka zrywająca z antropocentryzmem stała się właśnie głęboko humanistyczna.
Lebda zrywa więc z antropocentryzmem, z jego agresją wobec natury, by zwrócić się ku humanistyce przeprofilowanej, świadomej. Widać to wyraźnie w ostatnich tomach wierszy, a zwłaszcza w "Czytaniu wody: Wisła". Poetka – a także fotografka, ultramaratonka i taterniczka – traktuje przyrodę jako "słabszego". "Słabszym najczęściej nie oddaje się głosu" – mówiła Joannie Barańskiej, redaktorce "Onetu". "Pomyślałam, że na tyle, na ile potrafię być słyszalna, na tyle oddałam swój czas, ciało i wyobraźnię, żeby skierować ostrość na Wisłę i towarzyszące jej rzeki". Kryzys, który dosięgnął Lebdę tuż przed ujściem Wisły do Bałtyku, przezwyciężyła dzięki lekturze "Alfabetu" Inger Christensen. Siłę znalazła w kojącym rytmie wiersza duńskiej autorki:
idę w dół do cichego,
wieczornie lśniącego
błękitu Sundu, rzucam
do wody kamyk,
patrzę jak kręgi
rozchodzą się,
sięgają najdalszych brzegów.
Nurt