Ewolucja podwórek
Doświadczenie tej odtworzonej wolności nie może trwać zbyt długo, pozostaje na prawach fantazmatu. W przeciwnym razie stałoby się męczącą, bezproduktywną nostalgią, próżnym żalem, albo samozakłamaniem. Przywołałem fantazmat własnego podwórka z lat sześćdziesiątych na Woli przy ulicy Lumumby, która dziś jest ulicą Płocką. Podkreśliłem, że jego struktura była w dużej mierze ubocznym produktem otwartej, niedokończonej urbanistyki mojej ówczesnej dzielnicy. Dziś tamte przestrzenie są podomykane, mur cmentarny odnowiony, nie da się już wejść pod kolejowe tory, a hałdę śmieci porosły drzewa i kwitnące krzewy, po żwirowych alejkach spacerują rodzice z wózkami, zniknęła szkoła tysiąclatka, a betonowe sześciokąty na ulicach zastąpił asfalt. Spotyka się narzekanie, że zniknęły podwórka stanowiące niepowtarzalną szkołę życia dla dzieci i młodzieży. Sądzę jednak, że w swojej istotnej strukturze fantazmatu, wewnętrznej enklawy zaufania i przeżywania losu, podwórka wcale nie zniknęły. Przemiany cywilizacyjne odcisnęły się na strukturze miast, ale dawna młodzież z blokowisk ożywia dziś w sobie podobne uczucia, jakie przywołałem w związku z własnym podwórkiem z lat sześćdziesiątych.
Ciekawy przykład odtworzenia podwórka w całkowicie odmiennej urbanistyce zobaczyłem w Niemczech. W Darmstadt, w sąsiedztwie wielkiego terenu zajmowanego przez European Space Agency znajduje się sieć uliczek, przy których stoją jednorodzinne segmenty i małe bloki. Tego terenu nie oddziela od miasta żaden płot, granicą jest tylko różnica wyglądu. Uliczki te są właśnie nowym podwórkiem: dzieciaki biegają, wywołując się wzajemnie z domów, rodzice wołają je przez okna na obiad i do odrabiania lekcji, a znaki drogowe przypominają, że tu jeździ się 6 km na godzinę, ponieważ na ulicy bawią się dzieci. Ich rozbawione grupki rozstępują się, przepuszczają wolno jadące pojazdy i wracają do swoich zajęć.
Zamknięcie i otwarcie miejskiego podwórka
W tej czy innej formie podwórko zakłada delikatną równowagę dwóch cech: zamkniętości i otwartości. Jeśli będzie nazbyt zamknięte, stanie się placem zabaw, instytucją, przestrzenią, która choćby najwspanialsza, nie będzie w pełni własna. Nie da się zbudować podwórka według planu – ono musi powstać samo. Jeśli jednak nie zadziałają krystalizujące je siły i przeważy otwartość, podwórko również nie powstanie, lub rozpadnie się, jeśli istniało. Podwórko musi mieć zamknięte enklawy, kąty, obiekty przyciągające – swoiste atraktory. Gdyby podwórka miały oczy, patrzyłyby do wewnątrz, inaczej niż wielkie miejskie place patrzące na zewnątrz, na okalające je budowle czy parki.
Jednak nawet najbardziej zrównoważona przestrzeń urbanistyczna nie stworzy podwórka bez woli i ruchu o charakterze transgresyjnym. W jakiś mierze podwórko musi być anarchiczne, choć jest to anarchia ironiczna, trzymana w ryzach. Musi być do jakiegoś stopnia zaniedbane, nieurządzone, obiekty, które się na nim znajdują, nie mogą być z góry zdefiniowane. Wydaje się, że niewiele warunków trzeba spełnić, by powstała taka przestrzeń społeczna poza domem, szkołą, instytucjami – przestrzeń anarchiczna, jak powiedziałem, lecz zarazem oparta na regułach. Problem w tym, że przestrzenie okalające budynki miejskie popadają często w jedną z tych skrajności: są albo zbyt chaotyczne, albo zbyt zorganizowane. Czasem pozostają całkowicie nieuformowane za sprawa niedbalstwa, wstrzymanych inwestycji, chaosu, jak było to przez całe dekady udziałem Warszawskiego Ursynowa czy osiedla Stara Miłosna, dziś w granicach Warszawy. Wspinanie się na pobudowlane hałdy i brodzenie w błocie może być świetną zabawą, lecz moim zdaniem nie tworzy struktury podwórka. Czasem podlegają ścisłemu planowaniu. Źródła tego zjawiska mogą być rozmaite: estetyczne, ideologiczne czy związane z obronnością. Te ostatnie podkreślają w swych wspomnieniach zasłużeni polscy architekci Maria i Kazimierz Piechotkowie ("Maria i Kazimierz Piechotkowie. Wspomnienia architektów", Dom Spotkań z Historią, Warszawa 2021). Piszą oni o układzie urbanistycznym Bielan: "Socjalistyczną treść zapewniały założenia programowe inwestora (...) wraz z przepisami budowlanymi i przeciwpożarowymi oraz wymaganiami obrony terytorialnej (należało zaprojektować usytuowanie i przebieg ewentualnych rowów przeciwlotniczych, wieżyczek strażniczych, prześwitów w zwartej zabudowie umożliwiających szybką ewakuację oraz przewiew w przypadku ataku gazowego i fali powietrznej przy bombardowaniu), w dużym stopniu zawężały projektantom pole manewru" (s. 215). Otóż te właśnie obiekty i przestrzenie, kiedy czas ich sensowności minął (a nawet wcześniej) zamieniały się we własciwe "transgresyjne" podwórka. Zbyteczne już przejścia, bunkry itd. były natychmiast zawłaszczane i włączone do wielkiej fantazji, jaką reprezentuje każde podwórko. Zawłaszczenie tego, co obce jest jego istotą. Dotyczy nawet tych obiektów, które zostały wprowadzone dokładnie w tym celu, by stworzyć podwórko. Kiedy państwo Piechotkowie projektowali osiedle Skalbmierska stworzyli też place zabaw pełne przeciekawych modernistycznych form. Ale nawet najlepsze formy muszą być zawłaszczone i anarchistycznie przekształcone – w przeciwnym razie pozostaną placami zabaw, czyli instytucjami.