Dzienniki - pisane od dziewiątego roku życia aż do śmierci Poetki – to jak przekonuje wydawca, najintymniejszy z wszystkich tekstów Agnieszki Osieckiej. Choć w wielu swoich wierszach przemycała prywatny ton, dopiero tutaj wolna jest od jakiejkolwiek cenzury wobec samej siebie. Do bólu szczera, prawdziwa, a tym samym dla wielu Czytelników kontrowersyjna.- Cieszymy się, że Mama wreszcie przemówi własnym językiem. Zamiast mówić o niej bez jej wiedzy, wreszcie posłuchamy, co sama ma do powiedzenia o sobie i o innych.- mówi córka poetki Agata Passent. Przygotowania do druku trwały kilka lat.
Pierwszy tom "Dzienników" Agnieszki Osieckiej obejmuje lata 1945–1950 i otwiera wielotomową edycję, która, jak spodziewa się rodzina i wydawca, może wywołać sporą burzę. -Dzienniki wiele mówią o jej charakterze i usposobieniu,widać, jak wcześnie objawił się nie tylko jej wielki talent literacki, ale też kronikarski. Lektura "Dzienników" pozwoli zrozumieć jej decyzje związane z twórczością, filozofię życiową i relacje rodzinne - zachęca Agata Passent. Córka pisarki przyznała też, że matka nie zostawiła żadnych wytycznych dotyczących ich publikacji czy też nieupubliczniania zapisków. -Wiemy jednak, że porządkowała swoje archiwum i wiele rzeczy z niego usunęła m.in. część listów, niektóre utwory. Wiemy, że dbała też o to, aby dzienniki nie zaginęły - mówi.
Agnieszka Osiecka, fot. Włodzimierz Wasyluk / Reporter / East News
To arcyciekawy materiał diarystyczny - pisze we wstępie do książki prof. Andrzej Zieniewicz.- Choć na początku autorka zapisków ma zaledwie dziewięć lat,uderza dojrzałość jej przemyśleń i obserwacji, poziom samoświadomości i autorefleksji. Pierwszy tom dzienników to zarazem zapiski dojrzewającej dziewczynki, opisy pierwszych miłości, ale też genialne obserwacje okresu, który w polskiej diarystyce jest słabo opisany - stalinowskich lat 50. To charakterystyka PRL-u pisana przez dziecko PRL-u".
"Mam na imię Agnieszka, na nazwisko Osiecka"
Pierwszy zapis "Dzienników" pochodzi z 27 grudnia 1945 roku.
9-letnia Agnieszka streszcza w nim swoje dotychczasowe życie - wczesne dzieciństwo w Zakopanem, gdzie jej rodzice prowadzili restaurację, wybuch wojny, powrót do Warszawy, naukę u prywatnych nauczycielek.
"Teraz będę pisać nieco obrazowiej, bo właśnie dzisiaj zaczęłam pisać mój pamiętnik i musiałam streścić szereg lat, a teraz będę pisała codziennie wieczorem przeżycia z całego dnia. Mam na imię Agnieszka, a na nazwisko Osiecka" - pisze dziewczynka.
Jest to jednak jedyny przypadek, gdy w pamiętniku używa swego prawdziwego imienia i nazwiska. Pozostałe zapiski prowadzi jako Bożena Ostoja. -Ostoja to od rodzinnego herbu, ale dlaczego Bożena - nie wiemy. Można się też tylko domyślać, dlaczego używała pseudonimu, może spodziewała się, że zniechęci on do lektury osoby niepowołane. Może też prowadziła sama z sobą i swoimi zapiskami grę pomiędzy szczerym odsłonięciem się, a pewnego rodzaju autokreacją- zastanawia się córka poetki.
"Bałagan w sercu, jak w cygańskim kuferku"
Pierwszy tom zapisków obejmuje lata szkolne Osieckiej, do ukończenia szkoły średniej. Wyłania się z nich obraz dziewczyny bardzo czynnej i towarzyskiej, z ogromnym apetytem na życie, ale też świadomej swojej wyjątkowości. Już jako 9-latka Osiecka wie, że chciałaby zostać pisarką i świadomie podejmuje trud codziennego pisania także po to, aby szlifować warsztat. Ojciec miał wobec niej wielkie ambicje - dopilnował, aby Agnieszka uczyła się czterech języków obcych, uprawiała sport, uczestniczyła w życiu kulturalnym. Osiecka opisuje drugą stronę tej troskliwości - ciągłe awantury, jakie tatuś jej robił właściwie o wszystko. Był typem ojca-tyrana, nie tylko w sprawach nauki i powrotów do domu o umówionej porze. Wybierał córce ubrania, w których, jego zdaniem, najlepiej wyglądała, zrobił awanturę z krzykami i zarządził ścisłą dietę, kiedy jako 15-latka przytyła kilka kilo.
Prof. Zieniewicz zauważa, że system wychowawczy ojca Osieckiej bardzo mocno kontrastował z rzeczywistością polskiej szkoły lat 50. okresu stalinizmu. Osiecka ogląda świat PRL-u z dystansu, jaki daje jej dom kultywujący przedwojenne wzorce dobrych manier, elegancji, ambicji intelektualnych. Z kolegami ze szkoły uczestniczy tymczasem w odgruzowywaniu Warszawy, należy do Służby Polsce, a potem Związku Młodzieży Polskiej i razem z innymi jeździ pomagać rolnikom w pracach polowych. "Spostrzeżenia Agnieszki, zawarte pomiędzy plotkami o koleżankach i opisach zakochania w kolejnych chłopakach, są bardzo dojrzałe. Spomiędzy migawek z życia dorastającej dziewczynki wyłania się panorama całej epoki - zauważa prof. Zieniewicz.
Pierwszy tom "Dzienników" Osieckiej liczy ponad 500 stron. Do 2017 roku ukażą się kolejne cztery tomy, obejmujące lata 1952-1958. Potem wydawnictwo Prószyński planuje przerwę ze względu naczas potrzebny do ich opracowania. Czy dożyjemy publikacji zapisków w pełni dojrzałej pisarki - pyta Agnieszka Kowalska w Gazecie Wyborczej. Agata Passent odpowiada: - Polecam zdrową dietę i dużo ćwiczeń, bo będzie trzeba bardzo długo żyć... Pośpiech nie jest tu wskazany.
"Dzienniki" trafią do księgarń już 9 października.
Agnieszka Osiecka, pisarka, dziennikarka, reżyser filmowy, dramaturg przede wszystkim była autorką tekstów ponad 2 tysięcy piosenek. Wiele z nich, jak "Okularnicy" czy "Małgośka", przeszło do klasyki polskiej piosenki. W roku 1954 związała się ze Studenckim Teatrem Satyryków (STS), dla którego napisała ponad 160 tekstów, m.in. "Piosenkę o okularnikach", "Widzisz mała", "Kochanków z ulicy Kamiennej".
Urodziła się w 1936 roku, pierwsze lata dzieciństwa spędziła w Zakopanem. Po wojnie rodzina Osieckich zamieszkała na warszawskiej Saskiej Kępie. Niewielkie mieszkanie przy ul. Dąbrowieckiej stało się dla poetki ulubionym miejscem pracy na całe życie. Studiowała na Uniwersytecie Warszawskim na Wydziale Dziennikarskim oraz w Wyższej Szkole Teatralnej i Filmowej w Łodzi. Reżyserem nie została, bo - jak wspominała w jednym z wywiadów - nie przepadała za wydawaniem innym ludziom poleceń. W roku 1954 związała się z legendarnym Studenckim Teatrem Satyryków (STS), dla którego napisała ponad 160 tekstów.
źródła: PAP, Gazeta Wyborcza, materiały nadesłane, oprac. AL. 26.09.2013r.