Odnotowawszy istnienie tych, którzy głosu piękna już nie słyszą, porzućmy ich. Pomyślmy o czymś innym, o sile samego doznania piękna, które może przejmować do głębi, a nawet wywoływać rodzaj paraliżu, kiedy uświadomimy sobie, że nasze inklinacje są tak odmienne od tego, co stoi przed naszymi oczami. Mamy więc osobliwy zmysł wykrywający własną wewnętrzną niedoskonałość i swoistą obcość – w doświadczeniu piękna stajemy się obcy sobie samym, czasem w sposób podniosły, kiedy to uświadamiamy sobie ideał, czasem za bolesny. Platon przedstawił w dialogu "Uczta" pewną wizję usunięcia tej alienacji. W tej wizji Eros pociąga całą istotę danej jednostki ku coraz pełniejszemu zespoleniu z tym, co piękne, a dzieje się to przez odkrycie w sobie tej samej idei, która czyni ludzi i rzeczy pięknymi.
W pamiętnej scenie jednego z arcydzieł amerykańskiego kina "An Affair to Remember" z 1957 roku Terry McKay i Nickie Ferrante spotykają się wieczorem na pokładzie statku, po pamiętnym dniu, który ujawnił ich wzajemne uczucia. Terry ma w oczach łzy; na zatroskany protest Nickie’go odpowiada: "Beauty does it to me". Piękno porusza do głębi, lecz co to właściwie znaczy? W znakomitym komentarzu do dialogu zawartym w IX rozdziale III księgi "Paidei" Wernera Jaegera czytamy o największym odkryciu Platona w tej kwestii: pokazaniu przezeń dwoistości siły – zwanej tu Erosem – która sprawia, że jedni nabierają cech czyniących ich pożądanymi, kochanymi, upragnionymi przez innych, inni zaś nabierają zdolności i mocy kochania. Agaton w dialogu opisuję tę pierwszą stronę Erosa.: "W ujęciu Agatona Eros jest najszczęśliwszy, najpiękniejszy i najlepszy ze wszystkich bogów. Jest młody, uroczy i delikatny, przebywa tylko w miejscach, gdzie wszystko kwitnie i pachnie. … posiada wszelkie cnoty: sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo i mądrość". Sokrates natomiast, który stoi po stronie miłośnika piękna, zauważa przytomnie, że ten, kto miłował piękno i czuje się przez nie pociągany, najwyraźniej go nie posiada, lecz go pragnie. I właśnie tak pojęty Eros jest dla Platona decydującą siłą – przemienia człowieka, wpajając mu dążenie do pewnego ideału – nie przez nabycie piękna, bo to niemożliwe, skoro za punkt wyjścia Platona służy piękno ciała, fizycznego ruchu głosu czy gestu – lecz przez kontemplację idei piękna. W niej to widzi się realizację piękna najpierw w formach zmysłowych, w pięknych istotach, które się podziwia, potem zaś wspinając się po owej sławnej Platońskiej drabinie, widzi się w postaci coraz ogólniejszej, ogarniającej samego patrzącego. Kontemplacja ta jest paradoksalnym przyswojeniem tego, co leży na zewnątrz, podziwiane, lecz nie posiadane, jakby nie z tego świata. W ten właśnie sposób każdy może mieć i powinien mieć udział w Pięknu, co więcej tylko wtedy jest ono godne uwagi. W przeciwnym razie byłoby tylko przypadkową konfiguracją cech działających na innych jako przyczyna, bodziec, pobudka, nie zaś siła kształtująca ich własną istotę. Stosownie zabrzmi tu znana uwaga Pascala: "Gdyby nos Kleopatry był krótszy, inaczej wyglądałoby oblicze świata". Istotnie, uroda Kleopatry była kluczowym czynnikiem w trzech kluczowych zwrotach historii ówczesnego Rzymu i Egiptu, lecz nie o takim działaniu piękna myślał Platon i nie takie piękno leży u podstawy intuicji, że piękno łączy się w świecie idei z dobrem.
Czy jednak koniec końców nie jest to filozoficzna fantazja? A może nawet jest to zemsta tych, którzy nie mogąc być pięknymi Agatonami chcą się stać Sokratesami – pięknymi nie przez piękno, lecz przez jego pożądanie? Sceptyk powie tak: myślenie o uczestniczeniu w pięknu przez kontemplację jego idei i uznanie jego dobroci można wprawdzie cenić, lecz tylko umiarkowanie, jako uroczystą, podnoszącą na duchu metaforę – nie zaś jako prawdę o związkach pomiędzy pięknem i życiem. W popularnym filmie "Diabeł ubiera się u Prady" z 2006 roku główna bohaterka Andrea zatrudnia się nieco przypadkowo w magazynie modowym, a ponieważ marzy o innym dziennikarstwie, podkreśla swój dystans wobec kultu wyglądu i nawet pozwala sobie na "platońsko" brzmiącą uwagę o tym, że nie będzie zmieniała w sobie wszystkiego (tu akurat sposobu ubierania się, stylu) tylko dlatego, że akurat pracuje w piśmie poświęconym modzie, na co słyszy sarkastyczną odpowiedź nowego kolegi Nigela: "Faktycznie, o to właśnie chodzi w tym wielomiliardowym przemyśle, o piękno wewnętrzne!". Ta zabawna i trzeźwa uwaga brzmi przekonująco: oto zamiast grzeszącej hipokryzją młodej adeptki, głos zabiera realista, dla którego piękno jest tam, gdzie jest, nie w głowach filozofów.
Ale gdzie właściwie jest piękno? Na pierwszy rzut oka wydaje się leżeć na powierzchni, w domenie zmysłowych wrażeń. Ale przecież nawet przeciętnie wnikliwi ludzie nie zadawalają się taką konstatacją. Chcą rozmawiać o pięknie; kto podziwia i pożąda chce też mówić, a to już całkiem coś innego niż zmysłowa powierzchnia rzeczy. Zauważa to już Fajdros w Platońskiej "Uczcie", narzekając na to, że poeci i retorzy za mało przykładają się do wychwalania Erosa w swych wierszach i mowach. My wszyscy, mówiąc o pięknie szukamy racji, powołujemy się na własności przedmiotów pięknych, komentujemy kwestię proporcji i zastanawiamy się nad stosunkiem piękna do jego rozległej rodziny, do której należą wdzięk, czar, powab, blask i promienność, dostojeństwo i elegancja, szyk i inni pomniejsi słudzy Erosa. Zbyt wiele tych powiązań, by pojedynczy umysł uporał się z zadaniem i wyjaśnił, dlaczego coś uważa za piękne. Wartość piękna leży na przecięciu wielu indywidualnych preferencji i stylów. Różnimy się doświadczeniami i uzasadnieniami piękna. Dlatego już Platon podejrzewał, że tego rodzaju krańcowo skomplikowane wartości nie mogą się ostać bez pewnej regulacji przez społeczność. Dobrze rządzona i urządzona wspólnota (polis) będzie najlepszym arbitrem tego, co piękne.
W poszukiwaniu źródła piękna