[Ryszard Kapuściński, Prawa natury. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2006, ss. 68]
1.
Jako poeta zadebiutował w roku 1949 wierszami Pisane szybkością oraz Uzdrowienie, opublikowanymi na łamach tygodnika "Dziś i jutro" (co ciekawe, rok później na tych samych łamach wierszami: Napis, Pożegnanie września i Złoty środek zadebiutował Zbigniew Herbert), ale pierwszy zbiór wierszy zatytułowany, niezbyt zresztą efektownie, Notes ogłosił jednak dopiero w roku 1986. Był już wtedy światowej sławy reporterem, autorem wydawanych w masowych nakładach i tłumaczonych na języki obce książek (Kirgiz schodzi z konia i Gdyby cała Afryka..., Chrystus z karabinem na ramieniu i Wojna futbolowa, Cesarz i Szachinszach), a więc kimś z nazwiskiem, z dorobkiem i z autorytetem, kogo uwielbiali czytelnicy, kim zachwycała się krytyka literacka. Ano właśnie, żywiołowe, aczkolwiek systematyczne zainteresowanie krytyki literackiej najlepiej świadczy o tym, że autor tych książek przekroczył, jak rzadko kto, jak nikt, granicę pomiędzy literaturą faktu a literaturą piękną.
Czytam dzisiaj Prawa natury tak, jak dwadzieścia lat temu czytałem Notes, nie tylko wiersz po wierszu, ale także tak, jak zachęca do czytania poezji Tadeusz Różewicz, słowo po słowie, i zupełnie nie odczuwam pokusy, aby w twórczości poetyckiej Ryszarda Kapuścińskiego doszukiwać się komentarza do jego twórczości prozatorskiej, której artystyczne apogeum to utwory z ostatnich lat: Imperium, Heban i Podróże z Herodotem. Owszem, proza to egzystencja, poezja - esencja i jedno dopełnia drugie. Oczywiście, między tekstem prozatorskim a poetyckim Kapuścińskiego istnieją mniej lub bardziej tajemnicze związki, wszak w reportażu wypowiada on to, czego nie mógłby wypowiedzieć w wierszu, w wierszu zaś zamyka coś, czego nie mógłby zamknąć w reportażu. Ale co najważniejsze, Kapuścińskiego poetę czytam dzisiaj nie dla Kapuścińskiego reportera, tak jak wczoraj Kapuścińskiego reportera czytałem nie dla Kapuścińskiego poety.
Czytam zatem Prawa natury wiersz po wierszu, słowo po słowie, nie ukrywam - czytam z pasją i zaczynam rozumieć, dlaczego dwadzieścia lat temu czytałem Notes z równie wielką pasją. Otóż i Notes, i Prawa natury to teksty wyjątkowe, a takie właśnie czytamy z pasją, z niepohamowaną pasją i z radością, że oto znajdujemy i odkrywamy coś dla siebie, coś, co zostało napisane wyłącznie dla nas. Jakby nie dość tego, uświadomiłem sobie w pewnym momencie, że w trakcie tej lektury do niczego nie jest mi potrzebna wiedza o pokoleniu "Współczesności" i Orientacji Hybrydy, Nowej Fali i Nowej Prywatności, o "Odrodzeniu" i "Kuźnicy", o linii Przybosia i linii Miłosza, o klasycystach i barbarzyńcach, a ponadto o Październiku, Marcu, Grudniu, Czerwcu, Sierpniu. Mam nawet przeczucie, graniczące z pewnością, że im dalej w las, a więc kartka za kartką, tym bardziej przestaje mnie obchodzić to, co o historii polskiej poezji najnowszej wiem, czego się dowiedziałem i czego jeszcze mógłbym się dowiedzieć, gdybym trochę później wychodził z biblioteki.
Liryka Ryszarda Kapuścińskiego jest zjawiskiem samym w sobie, żeby ją ogarnąć i pojąć, wreszcie - uznać za swoją, nie trzeba niczego wiedzieć o życiu literatury, nie mówiąc już o życiu literackim, o kontekstach, w jakich znalazła się, o uwarunkowaniach, w jakich funkcjonuje. Żeby tę lirykę ogarnąć i pojąć, wystarczy umieć czytać, nic ponadto.
2.
Autor Cesarza i Imperium oraz autor Notesu i Praw natury to rzecz jasna jeden i ten sam twórca, a jednak nie sposób oprzeć się wrażeniu, że o ile autor Cesarza i Imperium kryje się za opisywaną rzeczywistością, o tyle autor Notesu i Praw natury wychodzi przed rzeczywistość. O ile ten pierwszy nie mówi o sobie wprost, a jeśli już, to jak najmniej, o tyle ten drugi mówi o sobie wprost jak najbardziej, jak najwięcej, chociaż z pozoru mówi niewiele, to znaczy - niewiele wypowiada słów; niewiele, ale jak się okazuje tyle, ile trzeba. O ile ten pierwszy wypowiada się pośrednio, o tyle ten drugi bezpośrednio. Ale zarówno jeden, jak i drugi traktują słowo z niepewnością z jednej strony, z drugiej - z nieufnością. "Może to największe / wypowiada się milczeniem?" - pyta retorycznie poeta już w pierwszym zdaniu pierwszego wiersza Praw natury, w którym koniec końców nakazuje sobie "podejrzliwość wobec słów". I ma rację. Nie sposób nie być podejrzliwym wobec słów, w czasie, gdy telewizja, radio, prasa nieustannie atakują nas słowami, gdy środki masowego przekazu topią nas w morzu słów, gdy gubimy się w informacyjnym szumie, a w efekcie tracimy wrażliwość elementarną - głuchniemy, ślepniemy, niemiejemy.
Kapuściński reporter pisze o dyktaturze, totalitaryzmie i rewolucji, o rozpadzie Związku Radzieckiego i biedzie w Afryce, natomiast Kapuściński poeta pisze o ciszy, głosie i ulotnej chwili, o opadającym na ziemię liściu i nocy z soboty na niedzielę. Akcja jego reportaży rozgrywa się w niemal każdym zakątku kuli ziemskiej, w Azji i w Ameryce, akcja jego wierszy zaś dzieje się we śnie, na łące, w polu, na drodze, nad rzeką. Reporter pisze o tym, co widzi i słyszy, poeta też, ale również o tym, że widzi i że słyszy; dając tym samym dowód na to, że myśli i czuje, że czuje i myśli. W wierszu +++(to tam), mówi do siebie, napomina się raz i drugi: "wsłuchaj się w głos który jest w tobie / nie zagłuszaj go / własną mową", jakby radził: zanim cokolwiek powiesz, usłysz siebie samego. Tymczasem jestem, jesteśmy "zamknięci w sobie" - jak czytamy w wierszu +++(To błądzenie), razem i pojedynczo: "każdy z nas / zamknięty w swoim losie" - jak czytamy w British Railways do Walii, każdy z nas jest osobny - jak czytamy we +++(Wszystko jest osobno); ja, ty, on, a także my, wy, oni:
"pod wiatr
skulony pojedynczy
nieruchomi i milczący
coraz bardziej zamykamy się w sobie
osobno
Kim jest człowiek Ryszarda Kapuścińskiego, kim jest bohater jego wierszy? Kimś, kto żegna odchodzących jednego po drugim, umierających przyjaciół jak zagadkowy B.J., Linda Brendon z Londynu ("Roztargniony / nie zwróciłem uwagi / że mówi do mnie / już z tego świata") lub poeta R. Czyżby Kazimierz Ratoń, którego biografię wewnętrzną i zewnętrzną da się streścić w paru zaledwie słowach: "gruźlica / alkohol / od czasu do czasu / wiersz"? Ten ktoś słucha Luisa Armstronga improwizującego brawurowo When the Saints go Marching in i Charliego Parkera grającego jak natchniony Now's the Time; w samolocie lecącym z Bengueli do Luandy siedzi blisko, niemal obok, śmiertelnie rannego żołnierza, pisze elegię poświęconą pamięci poety Tadeusza Nowaka, obserwuje idących ulicą Wiejską w Warszawie - przy której, co godne wspomnienia, mieści się nie tylko Sejm, ale również redakcja "Twórczości" i wydawnictwo "Czytelnik" - pisarzy Jarosława Iwaszkiewicza oraz Adama Ważyka. Widzę, jak w Dwóch poetach "pan Jarosław podpiera się laską / pan Adam wpół zgięty", i myślę, że ów "pan", jeden i drugi "pan", wiele mówi o Kapuścińskim jako człowieku i artyście, więcej, niż się wydaje, o jego stosunku do ludzi i świata, do sztuki.
To bezdyskusyjne: człowiek Kapuścińskiego żyje w zbiorowości, czuje się pełnoprawnym członkiem rodziny ludzkiej, częścią wspólnoty, częścią całości, ale jednocześnie wie, że granica między nim a innymi ciągle istnieje, choćby ją codziennie przekraczał. Cóż, każdy z nas "jest ukryty w swojej nierozróżnialności" - jak stwierdza nie bez smutku w wierszu +++(Człowiek), cóż, od urodzenia aż do śmierci "jesteśmy skazani na równość" - jak stwierdza nie bez zdumienia w utworze +++(Jak ona chodzi między nami). Tego, co pewne i najpewniejsze, nie ma zbyt wiele, ale starczy dla każdego. Po pierwsze: "to najtrudniejsze / jest przed nami / czeka nas kolec i cierń / żwir Golgoty" (W każdym razie), po drugie: "ścieżka Golgoty jest wąska / nie zmieści dwoje ludzi / każdy musi iść sam" (Cierpienie i wina). Każdy jest sam, osobny, zamknięty w swojej i tylko swojej odrębności, czyli samotności, a więc także obcy wobec drugiego, wobec innych. Znamy się dobrze, a nie znamy się wcale, mijamy się na chwilę, na okamgnienie, między życiem a śmiercią, w podróży znikąd donikąd.
3.
Jednym z charakterystycznych chwytów stylistycznych Ryszarda Kapuścińskiego jest personifikacja. Dobrym tego przykładem Amsterdam - z kamienicami siedzącymi w złoconych perukach nad kanałami czy +++(Mój ból) - ostrzący nieustannie nóż i zastanawiający się, gdzie go wbić, ale także +++(Jak ona chodzi między nami) czy Śmierć.
"Śmierć / (Kto widział od takiego słowa zaczynać wiersz / Nie lepiej od razu / Się powiesić)" - ironizował przed laty Rafał Wojaczek w Początku wiersza. Ale nie do autora Nie skończonej krucjaty i Którego nie było nawiązuje Kapuściński, prędzej do Wisławy Szymborskiej i Zbigniewa Herberta. Nienawiść, opisana przez Szymborską, dobrze się trzyma, nie męczy jej bezsenność, w każdej chwili gotowa podjąć nowe wyzwania. Jest tak samo ludzka, a nawet arcyludzka, jak - opisane przez Herberta - dusza i cnota Pana Cogito. Zatem śmierć opisana przez Kapuścińskiego to "okaz zdrowia", nie cierpi na depresję, nie męczy się tak łatwo, obca jej hipochondria, zawsze pewna siebie, "równie bliska jak życie / jak życie nieodłączna". Oto śmierć jako funkcja życia, jako życia paradoks; śmierć jako wiernie towarzyszący każdemu z osobna cień.
To odkrycie tyleż zaskakujące, co oczywiste, ale też autor Praw natury tropi to, co oczywiste, a mimo tego, zaskakujące. "Każda rzecz która jest / naszą siłą / jest zarazem naszą słabością" - dzieli się refleksją w wierszu +++(Każda rzecz), a w Odkryciach posuwa się dalej, dochodzi bowiem do wniosku: "odkrywasz siebie poprzez / zaprzeczenie siebie / istniejesz / poprzez negację istnienia". Poeta prawdy o sobie, czyli o człowieku tym a nie innym, a jednocześnie - jako takim, szuka w paradoksach, jak się rzekło, i zaprzeczeniach, w antynomiach i antytezach. W czym rzecz? W tym, że powinno się powiedzieć - nie, a powiedziało się - tak, co przekonująco ujął w jednym z zamieszczonych w finale tomu cyklu zapisów po części poetyckich, po części prozatorskich, przypominających nieco Błyski Julii Hartwig, że poezja, to jest "coś takiego", co "nie ma nic wspólnego z niczym".
Podmiot Kapuścińskiego sam dla siebie, sam wobec siebie jest i nie jest, jest sobą i nie jest sobą; bywa, że ma wrażenie, ma pewność, że jest kimś innym, że nie jest tym, kim był. O tym, że jest tak, a nie inaczej, pisarz opowiada w sposób najprostszy z prostych w wierszu zamykającym książkę:
"Odszedłem tak daleko od siebie
że już nie umiem nic powiedzieć
na swój temat
[...]
nie umiem odnaleźć
samego siebie
opisać tej postaci
nazwać jej
zapewnić
że istnieje
Kim jestem? Kim byłem? Kim będę? Skoro nie jestem tym, kim byłem, a tym, kim jestem, nie będę? Co wiem o sobie na pewno, jeśli wątpliwości, od których nie potrafię się uwolnić, rodzą następne wątpliwości, których nie potrafię rozwiać. Pytania wywołują następne pytania. Pytania bez odpowiedzi. Ale przecież poezja to sztuka zadawania pytań, a nie udzielania odpowiedzi na pytania, na które nie ma dobrych, bo jedynych, odpowiedzi. Antropocentryczna poezja Ryszarda Kapuścińskiego także. Przede wszystkim.
|
Janusz Drzewucki © by "Twórczość" 2006
|
|