Freedom is not free
Dziesięciolecia mijały, a ja znowu miałem okazję wystąpić przed kamerami państwowej telewizji. W 2014 roku kandydowałem do rady miasta z ramienia Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej. Redaktor Adam Feder, specjalizujący się w materiałach lekkich i zabawnych, umówił się ze mną, aby zrobić materiał o kandydatach pochodzenia cudzoziemskiego w wyborach samorządowych. Szybko znaleźliśmy wspólny język, pozorowałem do zdjęć zgodnie z instrukcją i oczekiwaniem. W tym samym dniu, pod koniec telewizyjnego programu informacyjnego (przemianowanego po 1989 roku z "Dziennika Telewizyjnego" na "Wiadomości") ukazał się spory reportaż telewizyjny z moim udziałem.
Pomimo życzliwego nastawienia mediów publicznych nie wygrałem wyborów. Warszawska Wspólnota Samorządowa była zbyt małą organizacją, zbitką różnych środowisk, z przewagą zwolenników prawicowej sceny politycznej, co jest mi obce. Nie zdobyłem mandatu radnego miasta stołecznego Warszawy, jednak liczba oddanych głosów uplasowała mnie na drugim miejscu, ciut tylko niżej od przewodniczącego Wspólnoty. Wskutek kalkulacji koalicjantów został on wiceburmistrzem Ochoty – jednej z dzielnic Warszawy, też dzięki głosom oddanym na mnie, czułem się zasłużony i dumny.
Raptem dwa lata później, po wyborach parlamentarnych jesienią 2015 roku wygranych przez PiS, wystąpienie przed kamerami telewizji publicznej stało się obciachem, tym bardziej w głównym wydaniu "Wiadomości", albowiem rządzący krajem uczynili z państwowej telewizji rządową i partyjną tubę propagandową, zupełnie jak przed rokiem 1989. "Wiadomości" stały się z powrotem "Dziennikiem Telewizyjnym". Polska znajdowała się na odległym miejscu, jeśli chodzi o listę krajów pod względem wolności słowa.
11 stycznia 2016 roku, będąc w podróży po Wietnamie, zatroskany zadawałem w mediach społecznościowych pytanie: "Powiedzcie mi kto prowadzi «Wiadomości»"?
Z odpowiedzi dowiedziałem się, że redaktor Adam Feder, specjalizującym się w lekkich, przyjemnych, zabawnych, humorystycznych tematach, emitowanych pod koniec głównego wydania programu informacyjnego, wyleciał z hukiem z telewizji państwowej. "Dzięki za info. Strach wrócić do ojczyzny" – odpisałem w komentarzu.
Polska jako państwo została zaminowana. Przykładem tego był choćby zakup do inwigilacji przeciwników politycznych programu szpiegowskiego Pegasus. Jako imigrant, któremu mania prześladowcza nie jest obca, czułem także gorący oddech Pegasusa na sobie. Adam Bodnar – nominowany przez koalicjantów po wygranych wyborach parlamentarnych 15 października 2023 roku na ministra sprawiedliwości ma ciężki orzech do zgryzienia: przywrócenie ładu w systemie prawnym, począwszy od szeregowego neo-sędziego, skończywszy na Sądzie Najwyższym i Trybunale Konstytucyjnym. Dziś jego zmartwieniem jest także to, kto orzeknie o ważności majowych wyborów prezydenckich. My, Wietnamczycy, trzymamy mocno kciuki i życzymy wytrwałości w tej trudnej misji.