W książce pisze pan, że muzeum ma stosunkowo krótką historię, ale zarazem posiada bardzo długą genealogię. Czy można powiedzieć, że muzeum takie, jakie dzisiaj znamy, to dopiero dziecko oświecenia i rewolucji francuskiej?
Historia muzeum jest krótka, ale jest wpisana w historię bardzo długą. Nie można mówić o muzeum, nie mówiąc o kolekcjach. Dla mnie muzeum jest przede wszystkim pewnym typem kolekcji – kolekcją publiczną, świecką, zorientowaną na dowolnie odległą przyszłość. Publiczną w dwóch sensach tego słowa. Po pierwsze, będącą własnością instytucji społecznej, a nie jednostki fizycznej i w związku z tym mającą perspektywę długiego życia. Nie umierającą razem ze swoim właścicielem jak kolekcja prywatna. Po drugie, publiczną, bo otwartą dla publiczności. Tu się jednak zaczynają problemy. Bo kim jest właściwie publiczność? Bardzo długo było to pojęcie bardzo wąsko określone w kategoriach społecznych. W społeczeństwie stanowym muzeum miało wszelkie jego ograniczenia. Przeważnie przynajmniej raz do roku, co jest skądinąd interesujące, otwierano je szerzej, ale nie bardzo wiemy, czy wszystkim pozwalano do niego wejść, bo były kryteria ubraniowe na przykład. Odźwierni pilnowali, żeby osoby źle ubrane czy na przykład bose nie weszły. Zatem pewne otwarcie było, ale było to otwarcie bardzo wąskie. Momentem przełomowym w tym zakresie jest oświecenie, bo to w oświeceniu kształtuje się powoli myśl, która niekoniecznie musi być wypowiedziana w formie prawnej, ale która zaczyna być obecna w różnego rodzaju tekstach. Chodzi o przekonanie, że każda istota ludzka ma prawo do obcowania z arcydziełami sztuki i tworami natury. Długo potrwa, zanim zostanie to przełożone na język przepisów prawnych. Rewolucja francuska sformułuje mniej więcej explicite ten postulat, ale to wcale nie znaczy, że go zrealizuje. Luwr został otwarty w 1793 roku przy akompaniamencie tej demokratycznej retoryki, ale był dostępny dla publiczności, to znaczy dla mieszkańców Paryża, raz w tygodniu. Natomiast zasadniczo intencją jego twórców było to, żeby Luwr służył przyszłym artystom w doskonaleniu się oraz żeby mógł być pokazywany przejezdnym cudzoziemcom, na dowód tego, jak Francja dba o rozwój sztuki. Trzeba było wielu zmian społecznych i gospodarczych, rewolucji przemysłowej, która przyszła mniej więcej równolegle do rewolucji francuskiej, żeby ta demokratyczna idea została zrealizowana w postaci muzeum, które jest otwarte dla szerokiej publiczności, przez większość dni w tygodniu, bo oczywiście jeden dzień co najmniej potrzebny jest na to, żeby przywrócić porządek, który jest zawsze zakłócony przez zwiedzających, na to nie ma żadnej rady. Tak że demokratyzacja muzeum jest procesem długotrwałym, który zaczyna się wyraźnie od oświecenia w postaci postulatów retorycznych, a który właściwie dopełnia się dopiero teraz, kiedy uznaliśmy, że muzeum ma nie tylko być otwarte dla dorosłych i pełnosprawnych, ale że mamy starać się stworzyć warunki do zwiedzania muzeum przez wszystkich. To pociąga za sobą bardzo daleko idące konsekwencje, bo trzeba uwzględnić specjalne windy, odpowiednio przebudować klatki schodowe, drzwi, dostosować meble i oświetlenie. Wydzielamy dzisiaj w wielu muzeach obszary dla osób niewidomych, żeby mogły w nich na przykład dotykać obiektów, co normalnie jest ściśle zabronione. Podobnie otworzyliśmy muzeum dla dzieci. Krótko mówiąc, demokratyzacja, otwarcie muzeum dla wszystkich to proces, który zajął kilka wieków i który dopiero na naszych oczach dobiega kresu.
Częściowo już pan o tym powiedział, ale chciałam jeszcze dopytać o muzeum i kolekcję prywatną. Jakie są najważniejsze między nimi różnice?
Kolekcja prywatna różni się od muzeum kilkoma zasadniczymi cechami. Po pierwsze jest ona produktem dążeń jednostki. Muzeum nim nie jest, ponieważ w muzeum zmieniają się kolejne pokolenia kustoszy. W związku z tym zmienia się zawartość, zmieniają się ekspozycje, muzea żyją. One nie są uwiecznione raz na zawsze. Po drugie, kolekcja prywatna, pomijając rzadkie przypadki, kiedy udaje się kolekcjonerowi ją uwiecznić i przekształcić w muzeum, umiera wraz z kolekcjonerem. Przeważnie dzieje się to w ten sposób, że obiekty trafiają na aukcje lub są sprzedawane w taki czy inny sposób, bo czasami po prostu cała kolekcja jest kupiona przez kogoś i włączona w inną kolekcję. Natomiast muzeum jest pomyślane jako mające istnieć dowolnie długo. Najstarsze muzea, nie ma takich co prawda bardzo wiele, liczą sobie dobrych paręset lat. Muzeum Kapitolińskie, jeżeli chcemy liczyć jego historię od XV wieku, ma ponad pięć wieków, ale nawet jeśli chcemy liczyć tylko od XVIII wieku, to już też jest porządny kawał czasu. Podobnie jest z Galerią Uffizi we Florencji czy z Ashmolean Museum w Oksfordzie. Tych najstarszych muzeów nie ma znowu tak wiele, dlatego że przytłaczająca większość muzeów, jakie istnieją dzisiaj na świecie, powstała w XX wieku. Oczywiście istnieją kolekcje prywatne niekiedy przechowywane w rodzinach, przeważnie arystokratycznych czy zamożnych, które mają długie istnienie, ale na dobrą sprawę one też już podlegają, trochę tak jak muzea, różnego rodzaju zmianom, bo kolejne pokolenia coś tam wnoszą. Krótko mówiąc, muzeum jest nastawione na dowolnie odległą przyszłość, a kolekcja prywatna jest tak czy inaczej naznaczona skończonością, śmiertelnością swojego twórcy.