Powieść z kapelusza
Okładka książki „Tobiasz i wielki liść”, autorka: Inga Iwasiów, fot. wydawnictwo Filtry
Gdyby Alicję z Krainy Czarów przenieść do współczesności i inaczej rozłożyć fabularne akcenty, mogłaby powstać interesująca i pełna humoru diagnoza naszych czasów, opowieść o niedopasowaniu, potrzebie miłości i odpowiedzialności za istoty pozaludzkie. Właśnie taka jak Tobiasz i wielki liść Ingi Iwasiów.
Bohaterka tej historii nie jest już małą dziewczynką, lecz profesorką przed emeryturą. Do jej domu trafia karzełek baranek mini lop, czyli królik z charakterem, w dodatku potrafiący mówić. Czy te dwa gatunki, ludzki i nie-ludzki, znajdą wspólny język? A może Tobi, Tobianito, Tobinczello – jak czule, niczym o kochanku, mówi o uszatym opiekunka – wcale nie jest bardziej dziki niż człowiek?
Pod tą błyskotliwą, momentami surrealistyczną, na wskroś zabawną i bezpretensjonalną opowieścią kryje się satyra na akademię, społeczne role przypisywane kobiecie dojrzałej i dostęp do informacji w dobie AI. Iwasiów znalazła sposób na pogodzenie tradycyjnej literatury z technologią: jeśli nie da się czegoś zignorować, należy to oswoić i wykorzystać do wyższych celów (i wcale tego nie ukrywać).
Trochę tu autofikcji, więcej uniwersalnej refleksji o zmieniającym się świecie i starzejącym się człowieku. „Starzy powinni – mówi jedna z bohaterek Tobiasza i wielkiego liścia – czytać, żeby się nie dać”. Iwasiów powinna pisać, by dać czytelnikowi kolejną lekcję niezależności względem sztywnych reguł i oczekiwań oraz pokory wobec istot nie-ludzkich.