Z tego ziejącego pustką i nudą pałacu próbują wyrwać się kolejne faworyty Ludwika XV. Gorset Wersalu stara się też zrzucić żona Ludwika XVI Maria Antonina, przez Stefana Zweiga nazwana królową rokoka. Rokoko daje jej nadzieję na życie nieskrępowane, radosne i lekkie jak lot pozłacanych amorków.
Maria Antonina bawi się więc w pastereczkę w swojej sztucznej wioseczce, gdzie dachy chatek kryte są strzechą, a wnętrza wyłożone jedwabiem, gdzie śnieżnobiałe mleko od szczęśliwych krów spływa do wiaderek z sewrskiej porcelany. Wszystkie europejskie dwory zaczynają przypominać komplety porcelanowych figurek obracających się w serwantce przy dźwiękach menueta. Czy te pastelowe figurynki w szkliwionych koronkach naprawdę mogą mieć coś wspólnego z nami?
Na głowie królowej i głowach jej dam mistrz Léonard wyczarowuje cuda. Wśród burzy włosów płyną ku niebu okręty, po pnączach loków wspinają się żywe kwiaty, na metrowych stelażach piętrzą się ogrody i miasta. Ilekroć wydarzy się coś ważnego: głośna opera Glucka, szczepienie króla przeciw ospie, a nawet zamieszki głodowe w Paryżu, mistrz Léonard przekłada to na swój fryzjerski język. Po wybuchu amerykańskiej wojny o niepodległość krzykiem mody staje się "fryzura wolności".
Nasze koafiury są dużo mniej kunsztowne, ale za to jeszcze bardziej krzykliwe: niebieskie, różowe, fioletowe, czerwone… Dziwiąc się niepraktycznym, niemieszczącym się w karocach konstrukcjom, nie myślimy, jakie zdziwienie wywołałyby u ludzi rokoka nasze ciała pokryte coraz gęstszym deseniem tatuażów. Choć nieraz pewnie w tym gąszczu odnaleźliby znajome sobie rokaje, kolibry i amorki.
Cesarzowa Maria Teresa przestrzegała swoją córkę przed szaleństwem rokoka. "Ale ja się tak boję nudów" – wzdychała Maria Antonina. Rokoko było też rozpaczliwą ucieczką przed nudą. Ucieczką w zabawę, dworski teatr, wykwintną konwersację…
Czy podstawowym wyznacznikiem naszej dzisiejszej kultury nie jest równie obsesyjna ucieczka przed nudą, czyli pustką, która czai się w nas samych? Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci w królową swym smartfonem.
Wystawę w Pawilonie Czterech Kopuł zamyka współczesna instalacja przedstawiająca wielki stóg siana. Jego szczyt potargał wiatr, a uniesione pod sufit źdźbła przybrały kształt niechlujnego rocaille’u. Czy stóg to symbol powrotu do natury, ulotności chwili, czy może rozwianych złudzeń epoki? Osiemnastowieczne idee ujęte w dwudziestopierwszowieczną formę? Cóż, czy ta pierwotna nie była aby piękniejsza? Ale przecież dawno zakwestionowaliśmy kanony piękna, które stworzyło rokoko. Więcej – zakwestionowaliśmy pojęcie piękna samo w sobie. I wciąż beznadziejnie za nim tęsknimy. Niech szmirowate amorki w witrynach meblościanek będą mi świadkiem.