Agnieszka Sural: Jakie jest pani pierwsze wspomnienie związane z Polską?
Maria Lind: Po raz pierwszy przyjechałam do Polski w grudniu 1985 roku. Przez trzy tygodnie razem z koleżanką podróżowałyśmy pociągiem. Miałyśmy dosyć rodzinnych wakacji i chciałyśmy odkrywać świat! Nie zaczęłam wtedy jeszcze studiować historii sztuki, ale pamiętam, że oglądałam obraz Leonarda da Vinci w Krakowie.
Poza tym pamiętam wizytę na grobie księdza Popiełuszki, gdzie paliło się wiele zniczy. I jak podczas spaceru po okolicy, gdzie wynajęłyśmy pokój, natknęłyśmy się nagle na wielką rezydencję otoczoną wysokim płotem i żołnierza, który zabronił nam podchodzić bliżej. Był to dom generała Jaruzelskiego. Odwiedziłyśmy też Auschwitz, gdzie bardzo trudno było dojechać, musiałyśmy przesiadać się kilka razy. W tej podróży nie było wcale sztuki współczesnej! Od tamtej pory wracałam do Polski chyba z dziesięć razy, przeważnie do Instytutu Sztuki Wyspa w Gdańsku.
Na początku tego roku była pani w Polsce na wizycie studyjnej. Udało się odkryć coś nowego?
Ciekawe i jednocześnie przerażające było poznanie aktualnych wydarzeń politycznych – zemsty wsi – i tego, jak to przekłada się na sztukę. "Sztuka prawicowa" jest czymś bardzo niecodziennym na współczesnej międzynarodowej scenie artystycznej. Byłam zaintrygowana tym, ilu artystów w ciekawy sposób zwraca się ku wsi, organizując tam projekty i wystawy. Fernando Garcia-Dory – artysta prezentujący swoje prace na GB11 i założyciel projektu Inland, który w swojej twórczości zajmuje się takimi tematami, jak produkcja żywności, prawa do ziemi itp. – mówi, że "wieś jest nowym queer".

Iza Tarasewicz, "Arena I", widok wystawy "Loop the Loop" w Bikini w Lyonie, fot. materiały prasowe Gwangju Biennale Foundation
Do Gwangju zaprosiła pani dwie polskie artystki.
Po wizycie studyjnej, w czasie której poznaliśmy wielu ciekawych artystów, odwiedziliśmy niesamowite Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie i odnowione Muzeum Sztuki w Łodzi, postanowiliśmy zaprosić Izę Tarasewicz. Nie spotkaliśmy jej osobiście, ale byliśmy ciekawi jej twórczości, o której słyszeliśmy. Szukając kolejnych artystów, których nie poznaliśmy w Polsce, postanowiłam podczas pobytu w Berlinie spotkać się z Agnieszką Polską. Obie mają duży dorobek, w którym są wyraźne odniesienia do dzisiejszej sztuki i społeczeństwa. Obie zaprezentują na Biennale swoje wcześniejsze prace: Iza – "Arena I", a Agnieszka – "Glass of Petrol".
Tytuł Biennale stawia pytanie: "co robi sztuka?". Jaka jest pani osobista odpowiedź?
Jest to poważne i złożone pytanie. Nasza propozycja jest taka, że sztuka jest dzisiaj potrzebna bardziej niż kiedykolwiek, i żebyśmy spróbowali wejść w relację z poszczególnymi pracami na 11. Gwangju Biennale, aby dowiedzieć się, co każda z nich robi. Nie to, "czym jest", ale właśnie "co robi".
Na przykład jaki oddźwięk wywołuje film grupy Metahaven "Information Skies" (który może być oglądany wyłącznie w trybie online: www.informationskies.com)? Jakie zawirowania tworzy? Pytanie "co robi sztuka" oznacza przyjęcie, że różni się to w zależności od dzieła sztuki, choć wszystkie one mają wspólny status przynależności do meta-kategorii sztuki, która jest formą rozumienia, podobnie jak filozofia, nauki ścisłe, polityka, religia i tym podobne. Jednak sztuka współczesna różni się od nich wszystkich, gdyż zawiera w sobie wszystkie inne formy rozumienia: sztuka jest radykalnie niejednorodna i działa na wiele sposobów. Pytanie z tytułu Biennale odzwierciedla pragnienie wejścia w ściślejszą relację z samą sztuką, bez rezygnowania z jej kontekstów i uwarunkowań.

Agnieszka Polska, "The Glass of Petrol", 2015, fot. materiały prasowe Gwangju Biennale Foundation
"The Eighth Climate (What Does Art Do?)" jest tytułem, nie tematem czy koncepcją, ale raczej wskazaniem zestawu parametrów na GB11. Chodzi o umieszczenie sztuki na środku sceny, o zdolność sztuki do ciągłego mówienia czegoś o przyszłości, łączenie punktów, które dzieli mniejsza lub większa odległość, zakorzenienie w konkretnych sytuacjach i mediację. Co się stanie, jeśli postaramy się wydobyć coś więcej z dzieł sztuki w trakcie tej eklektycznej, barwnej i zaskakującej przygody? Jeśli przyjmiemy ich zaproszenie do głębszego zaangażowania się i potraktujemy poważniej pytania, które nam stawiają? Jedną z rzeczy, które mogą się stać, jest to, że rozpoczniemy taniec przyszłości, gdzie przeszłość nie jest ani całkowicie zapomniana, ani nie jest gwiazdą przewodnią. W tym sensie GB11 jest swego rodzaju badaniem temperatury dzisiejszej sztuki.
W rzeczywistości "ósmy klimat" w tytule wystawy odnosi się do stanu albo świata, który można osiągnąć za pomocą zdolności twórczych. Pojęcie "ósmego klimatu" pochodzi od dwunastowiecznego perskiego mistyka i filozofa Sohravardiego i zostało rozwinięte przez dwudziestowiecznego francuskiego filozofa Henri Corbina. Jest to dodatek do siedmiu fizycznych klimatów ziemi, wyróżnianych przez starożytnych greckich geografów. W przeciwieństwie do siedmiu ziemskich klimatów, ósmy nie opiera się na rozdzieleniu materii i ducha, historii i mitu, ale jest ontologicznie realny i ma konkretne skutki. Charakteryzują go właściwości twórcze i potencjalność. Tym samym ósmy klimat wykazuje ciekawe analogie z funkcjonowaniem sztuki współczesnej.
Na co dzień jest pani dyrektorką Tensta konsthall w Sztokholmie – ma Pani jakieś plany na przyszłość związane z polskimi twórcami?
Nie myślę w kategoriach narodowości, a na GB11 artyści nie są w ten sposób opisywani. Podajemy raczej miasta ich pochodzenia niż kraje. W każdym razie tej jesieni Agnieszka pracuje nad projektem internetowym z Tensta konsthall i byłabym zdziwiona, gdyby to był mój ostatni projekt realizowany z artystą z Polski!
Warszawa – Gwangju, sierpień 2016, rozmawiała: Agnieszka Sural, tłumaczenie: AW 15.09.2016