Mówiłaś w jednym wywiadzie o tej poezji jako o śpiewie.
Wydaje mi się, że nazwałam to trochę inaczej. Chyba powiedziałam, że poezja Wisławy Szymborskiej ma wpisaną w siebie muzykę, muzyczność. Nie mam tu na myśli melodii, a raczej rytm, frazowanie, melodyjność. W ogóle uważam, że poezja jest bardzo muzyczna. Głośne czytanie poezji bardzo pomaga to zrozumieć i poczuć. Zatem warto czytać poezję głośno.
A Szymborska i teatr? Ile teatru w jej poezji?
Są co najmniej dwa aspekty, które chciałabym poruszyć, odpowiadając na to pytanie. Pierwszy to wiersze Wisławy Szymborskiej, traktujące dosłownie o teatrze i jej szczególny do teatru stosunek. W wierszu "Wrażenia z teatru" autorka opisuje to wszystko, co na pierwszy rzut oka jest w teatrze nieistotne, bo stanowi kulisy teatru. Jakaż tu celność obserwacji i odnajdywanie powodu do skomentowania rzeczy drugoplanowej! Jakże precyzyjnie i konkretnie wyliczane są w tym wierszu refleksje widza podczas ukłonów. Ile w tym bystrego spojrzenie na scenę teatralną, z detektywistyczną precyzją demaskatora fikcji, sztuczności, konwencji. I to wszystko z nadzwyczajną błyskotliwością, poczuciem humoru. W innym wierszu, zatytułowanym "Ścięcie", zachwyca mnie ogromna świadomość teatralności opisywanej sytuacji. Niby zwyczajny opis przemyśleń dwóch kobiet patrzących na jedno wydarzenie z dwóch różnych perspektyw, a jakże nadzwyczajna teatralna, niema scena dialogowa. Pojedynek na myśli, na refleksje, na cierpienie, na wyrzuty sumienia. Milcząca rywalizacja Elżbiety Tudor i Marii Stuart. Walka tytanów, bez słów. Genialnie napisana, teatralna scena.
Drugi aspekt to publiczne czytanie poezji Szymborskiej czy poezji w ogóle. To samo w sobie jest już bardzo teatralne zjawisko. Przy czym, należy podkreślić, że nie wszystkie utwory idealnie się do tego nadają. Relacja aktor-widz, mówi sama za siebie: jest ktoś, kto głośno interpretuje i ktoś, kto z reguły cicho tego słucha. To jest teatr.