Maciej Markowski: Uruchomić wewnętrzną wyobraźnię dźwiękową [WYWIAD]
Instalacja Macieja Markowskiego będąca częścią polskiej wystawy na Gwangju Biennale 2024 to rzeźba dźwiękowa, której nie słychać. Ten paradoks pozwala odejść od utartych schematów, stawiając pytania o rolę i sens doświadczania dźwięku.
Praca Macieja Markowskiego "340.3" to utwór odgrywany przez głośniki zawieszone w komorze próżniowej. Tytuł odwołuje się do wyrażonej w metrach na sekundę prędkości rozchodzenia się dźwięku w powietrzu, które jednak jest nieobecne w instalacji. Ze względu na brak nośnika akustycznego fala dźwiękowa nie rozchodzi się, a zatem kompozycja nie jest słyszalna. Doświadczanie dźwięku ma w tej sytuacji jedynie charakter wizualny i możliwe jest wyłącznie poprzez obserwację ruchów membran głośników oraz wychyłów decybelomierzy. Definicja kompozycji jako tworu fonicznego zostaje zanegowana, podobnie jak tożsamość dzieła muzycznego, które stało się niemą rzeźbą dźwiękową.
Aleksandra Bogucka: Zasadniczą cechą Pańskiej instalacji jest to, że jej nie słychać. Sam tytuł odnosi się do prędkości dźwięku, jednak utwór odtwarzany jest w środowisku uniemożliwiającym jego usłyszenie. Skąd inspiracja do stworzenia tej pracy?
Maciej Markowski: Będąc zanurzonym w sztuce Johna Cage’a podczas prowadzonego przeze mnie festiwalu "Grzybobranie im. Johna Cage’a" w Czerwonym Dworku 8, zauważyłem, że cyfry oznaczające prędkość dźwięku ułożone jako 04.33 tworzą tytuł utworu "4′33″" artysty. Jednocześnie jako osoba zakorzeniona zarówno w dziedzinach ścisłych, jak i artystycznych, pomyślałem o zabiegu, który – podobnie jak praca Cage’a kierująca uwagę na salę – może zwrócić uwagę w stronę fizyczności dźwięku oraz tworzyć sytuację, w której odbiorca, na podstawie widocznych drgań głośników, jest w stanie jedynie wyobrazić sobie dźwięk czy kompozycję, a nie bezpośrednio je doświadczać. Jeśli Cage przekierował uwagę ucha poza instrument, ja staram się oderwać ją od samego zmysłu słuchu i poszerzyć postrzeganie o fizyczność dźwięku, jak i jego wizualność, a także staram się uruchomić wewnętrzną wyobraźnię dźwiękową odbiorcy.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kurator Paweł Janicki (pierwszy z lewej) oraz Yong Ho-seong, Wiceminister Kultury, Sportu i Turystyki Republiki Korei (drugi z prawej) z wizytą w Polskim Pawilonie podczas Gwangju Biennale 2024. Fot. Przemysław Krompiec
Czy w kontekście Pańskiej pracy i polskiej wystawy "Przyjemności katastematyczne" na Gwangju Biennale rzeczywiście możemy mówić o "przyjemności", czy może raczej frustracji, poczuciu ograniczenia? Jakie były Pańskie intencje?
Paradoksalny koan w buddyzmie zen stanowi źródło radości po jego rozwiązaniu – można powiedzieć nawet przyjemności katastematycznej, dającej ostatecznie doświadczenie homeostazy, pojawiającej się po odstąpieniu od analizy i chęci zrozumienia zjawiska w sposób schematyczny czy jedynie intelektualny. "340.3" jest swoistym pytaniem o dźwięk klaśnięcia jednej dłoni i daje właśnie tę organiczną przyjemność po doświadczeniu szerszego wglądu w naturę obserwowanego zjawiska.
Jakie emocje dostrzega Pan u odbiorców?
Obserwując widzów w kontakcie z pracą, widzę dużo doświadczanej przez nich radości – myślę, że poszerzenie koncepcji dźwięku jest dość szybko przez odbiorcę odczytywane i bezpośrednio wychwytywane, co powoduje natychmiastowy zachwyt wynikający z chwilowego wybicia z utartego wzorca.
Co było dla Pana największym wyzwaniem w czasie przygotowywania wystawy w Gwangju? Czy coś Pana zaskoczyło?
Podczas tworzenia pracy w wizualnym wyborze modelu głośnika najbardziej przemawiała do mnie estetyka lat 70., lecz nie znałem wtedy prawa celnego Korei, które przewiduje wwóz urządzeń jedynie o zdefiniowanym poziomie emisji elektromagnetycznej. Ze względu na wiek sprzętu nie było możliwości pozyskania dokumentów i tym samym formalnego określenia ich magnetycznych właściwości. Aby móc pokazać pracę, konieczny był zakup nowocześniejszych, lecz równie estetycznie wykonanych głośników już na miejscu, w Korei. Była to rzecz, która zarówno mocno mnie zaskoczyła, jak i ucieszyła, gdyż w najmniejszym stopniu nie byłem w stanie jej przewidzieć.
Czy brzmienie "340.3" pozostanie zagadką i będzie znane nam jedynie jako utwór odtwarzany w próżni?
Utwór "340.3" stanowi osobistą interpretację każdego widza, ale może to pytanie będzie inspiracją dla pracy opartej na dźwiękowej prezentacji tego utworu? Można jednak powiedzieć, że decyzja w tej kwestii jest na dziś zawieszona w próżni.
Czy jest coś jeszcze, co chciałby Pan powiedzieć o projekcie, pracy nad nim lub o własnych doświadczeniach związanych z Gwangju Biennale?
Bardzo się cieszę, że praca została pokazana na Gwangju Biennale i że była tak dobrze odebrana. Cieszę się, że mogłem pojawić się także w tak interesującym i ciekawym gronie artystów oraz że prezentacja powstała z ramienia Centrum Sztuki WRO, które zawsze stanowiło dla mnie osobiście niezwykle istotny punkt podróży przez sztukę.