Zrozumieć kobietę
Była już żona, niewiasta, białogłowa… i wreszcie do polszczyzny trafiła "kobieta". A może tu się zrodziła? Skąd? Jak? Zdania na ten temat są podzielone. Jedno jest pewne – nieźle namieszała. W zakresie językoznawstwa jej charakter najlepiej opisują trzy cechy.
Kobieta zmienna. Jako "dorosły człowiek rodzaju żeńskiego" funkcjonuje w języku polskim mniej więcej od XVIII wieku. Co prawda pojawiła się w użyciu dwa stulecia wcześniej, jednak na próżno szukać jej śladów w słownikach z tamtego okresu. Wówczas kobieta uważana była wyłącznie za szpetną, nikczemną, plugawą i wszeteczną. Występowała więc głównie w literaturze sowizdrzalskiej, prześmiewczej, np. w satyrze Marcina Bielskiego "Sejm niewieści" z 1586 roku (wydanie wcześniejsze zachowało się jedynie we fragmentach). Utwór, będący według Brücknera wyrazem oburzenia na zniewieściałość męską, prezentuje wizję świata rządzonego przez kobiety. Podczas obrad żeńskiego parlamentu Kataryna głosi:
Chocia oni nas zowią białegłowy, prządki;
Ku więtszemu zelżeniu kobietami zową,
Każdy dzieńby chciał pojąć żonę sobie nową.
Po niej zabiera głos Beata:
Mogąć oni przezywać żony kobietami,
Aleć też nie do końca mają rozum sami.
Choć już Ignacy Krasicki w 1775 roku wnioskował w "Myszeidzie": "Mimo tak wielkie płci naszej zalety / My rządzim światem, a nami kobiety", to trzeba pamiętać, że w poemacie tym płeć żeńska przedstawiana jest jako "zdradna, okrutna i podła". Dopiero Mickiewiczowska Telimena wywalczyła pełną nobilitację tego słowa: "Dość już tego – przerwała – nie jestem planetą / Z łaski Bożej, dość, Hrabio: ja jestem kobietą".