Wiadomo, że książki są zbójeckie i mają zabójczy wpływ na osobowość. Doprowadziły do obłędu Gustawa. Wpędziły w szaleństwo Don Kichota. Przewróciły w głowie Anieli i Klarze ze "Ślubów panieńskich". Unieszczęśliwiły Panią Bovary. A co dopiero dzieci!
Najstarszą tradycję cenzorską mają baśnie braci Grimm. Zabiegi ich zamazywania rozpoczęły się już w XIX wieku.
Złagodzono "Czerwonego kapturka", "Kopciuszka", "Tomcia Palucha", "Jednooczkę, Dwuoczkę, Trzyoczkę". Znamy właściwie ich wersje soft. Podlukrowane. Rzeczy okrutne i nieprzyjemne przeniesione zostały w sferę cudowności, w oddalenie czasowe (dawno, dawno temu…) albo geograficzne (za siedmioma rzekami, za siedmioma górami…).
Współcześni poprawiacze nie ustają w wysiłkach cenzorskich. Przoduje Wielka Brytania.
"Brzydkie kaczątko" jest na czarnej liście, bo podnosi kwestie body shamingu (zawstydzania z powodu wyglądu), mobbingu i dyskryminacji z powodu inności.
"Czerwony kapturek" podejrzany jest o zoofilię.
Królewna Śnieżka jest przedstawiana jako ofiara patriarchalnych szowinistycznych męskich krasnoludków, bo musi u nich sprzątać i gotować.
Śpiąca królewna sieje u neopurytanów zaniepokojenie ukrytymi seksualnymi podtekstami. Ocenzurowano pocałunek księcia, bo jak trener Luis Rubiales nie poprosił jej o zgodę na seks (sexual consent).
Pinokio zachęca podobno dzieci do kłamstwa…
Ogromne kontrowersje wzbudziła w Anglii nowa edycja bardzo popularnych książek dla dzieci autorstwa Roalda Dahla. "Charlie i fabryka czekolady", "Państwo Głuptakowie"). Dokonano setek zmian. Usunięto z nich prawie wszystkie odniesienia do wyglądu fizycznego. Wykasowano słowa: gruby, głupi, fleja, szalony, zwariowany. Pozmieniano płeć bohaterów albo przerobiono ich na neutralnych płciowo. Przecież to wypacza sens tych powieści!
Przebudzeni w Ameryce twierdzą, że "Przygody Tomka Sawyera", a zwłaszcza "Hucka Fina" zioną rasizmem i ksenofobią i patriarchalizmem. Może miłośników tych lektur wytarzać w smole i pierzu?
Niemcy wzięli się za "Winnetou". Ravensburger Verlag wycofał ze sprzedaży książki Karola Maya za "powielanie szkodliwych stereotypów", "romantyzację dzikiego Zachodu" i "zawłaszczanie kulturowe w przedstawianiu cech rdzennych mieszkańców".
Już często nie sama zawartość książki budzi niepokój, lecz światopogląd, i wypowiedzi pisarzy. Oberwała nawet najbardziej poczytna na świecie żyjąca, brytyjska autorka powieści dla dzieci. Oburzenie wzbudziło jej poparcie dla kobiety, która została zwolniona z pracy za wyrażenie opinii o tym, że płeć człowieka powinna być determinowana przez płeć biologiczną.
Lista oskarżeń wobec autorki "Harrego Pottera" Joanne Kathleen Rowling jest długa: "transfobiczne poglądy, wspieranie antysemickich twórców, stosowanie stereotypów rasowych w białym świecie czarodziejów, krytyka otyłości, brak reprezentacji LGBTQIA+…".
Oczyszczacze chcą spalić książki za rzekome lub prawdziwe winy ich autorów. Ale fakt, że genialny rosyjski pisarz był polakożercą i szubrawcem (Dostojewski), rosyjski Żyd, autor "Armii konnej" i wielkich "Opowiadań odeskich" (Izaak Babel) bolszewikiem i zapiekłym czekistą albo wybitny norweski noblista (Knut Hamsun) posępnym nazistą, nie umniejsza wcale wartości ich literatury. "Przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością".
Węszyciele niebezpieczeństw są wszędzie. Widmo dociera do Polski.
Wzięli się za Sienkiewicza. "W pustyni i w puszczy" zdaniem pewnej nauczycielki "uczy pogardy, braku szacunku i poczucia wyższości nad każdym, kto nie jest białym chrześcijaninem", przedstawia mieszkańców Afryki jako "głupich i bojaźliwych" oraz przemilcza "ważną rolę, jaką powstanie Mahdiego spełniło w ruchu wyzwoleńczym". Napisała petycję w tej sprawie.
Murzynek Bambo? Precz z rasistowskim Tuwimem!
Przecież ten miły wiersz napisany został po to, by dzieci chciały zaprzyjaźnić się z miłym Afrykańczykiem, który wówczas był z pewnością "egzotycznym gościem" dla polskich dzieci. A przecież ciągle tak jest. Niedawno bardzo progresywna pani prezydentka wielkiego miasta w Polsce powitała pochodzącego z Pakistanu burmistrza Londynu jako "egzotycznygo gościa!" I z pewnością był to wyraz sympatii i gościnności. Tak też z uśmiechem zareagował gość, Sadiq Khan, który, jak powiedział, nigdy nie został nazwany "egzotycznym" człowiekiem.
Czy trzeba wykluczyć i ocenzurować Pana Hilarego i potraktować wierszyk jako naigrywanie się z chorych na demencję?
Za co by tu dopaść Zosię Samosię? Zawsze znajdzie się dobry powód.
Jeśli być tu konsekwentnym, to trzeba by dziś wszystko ocenzurować. Ale co wówczas stanie się z takimi arcydziełami jak "Opowieści z Narni", "Rudy Orm", "Pippi Langstrumpf", "Mio, mój Mio", "Akademia Pana Kleksa", "O dwóch takich, co ukradli księżyc"?
Z im większym impetem szaleje cenzura dawnych książek, z tym z większym zapałem trwa wprowadzanie nowej dziecięcej literatury politpoprawnej. Ma często jednoznaczny, pozbawiony tajemnicy przekaz. Uderz w stół, nożyce się odezwą. Miecz jest obosieczny. Im bardziej działa cenzura, tym bardziej histeryczna staje się reakcja zwolenników tradycji wobec nowych książeczek. Dochodzi do absurdów tropienia we współczesnej literaturze odchyleń lewicowo-satanistycznych. Podejrzane mogą być gęsi, misie, białe kotki, księżniczki i słonie.
"Wszystkie książki są historyczne z wyjątkiem książek historycznych" – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz. I w takim kontekście trzeba patrzeć na literaturę. Tylko to ma sens. Nawet księgi objawione są czytane w kontekście czasów, w których powstawały. Współczesna wrażliwość powoduje, że czytelnik bywa zakłopotany zawartością dawnych dzieł. Mogą budzić zmieszanie, a nawet sprzeciw. Warto wtedy odcedzić kontekst i okoliczności od istoty rzeczy. Sztafaż niewiele mówi o przekazie dzieła. Sens jest gdzie indziej. Na tym polega cała piękna trudność czytania. A dziecko nie powinno zostawać samo ze swymi lekturami. Od czego są rodzice, szkoła, przyjaciele?
Baśń ma moc oswajania dziecka ze światem dorosłych, z całą jego grozą i pięknem. Baśń, zdaniem Bettelheima, jest podstawowym i pierwszym narzędziem na drodze do samopoznania.
Warto walczyć o uwolnienie książek. Działania cenzorskie są szkodliwe. Przeczą sensowi literatury. Bo tam gdzie pojawia się prawdziwa konfrontacja ze światem, zaczyna się to, co najważniejsze w czytaniu. Przygoda duchowa i wolność wyboru.
Jakub Karpiński pisał w "Książkach zbójeckich" o znaczeniu "literatury dla wolności, wolności zarówno poszczególnych ludzi, jak i całego społeczeństwa".
Dla dzieci zetkniecie to stanowi pierwszy krok w kształtowaniu własnego głosu. W drodze do samopoznania. Do poszukiwania wolności.