Miasto wydaje nawet kolorowe ulotki, w których przypomina, że w latach 30. XX wieku Maynard Owen Williams, reporter "National Geographic", w swojej relacji nazwał Łowicz "kolorową stolicą polskiej wsi". Dumne jest też Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
W 2007 roku minister, prof. Małgorzata Omilanowska, odpowiadając na starania Łowiczan, wpisała procesję na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. I słusznie.
Ja też jestem dumny i po raz kolejny pojechałem na Mszę Św. i procesję do Łowicza.
Jak jednak dziś wygląda procesja?
Księżackie stroje stanowią najwspanialszy element tego święta.
Są z pietyzmem konserwowane i noszone z dumą. Wrażenie jest imponujące: „[...] nic ino jakoby kto tęczę rozsypał i bił w nią wichurą, że grała kolorami, mieniła się i wiła”– jak pisał Stanisław Reymont w "Chłopach".
Procesja pozostaje żywym świadectwem wiary. Uczestniczą w niej rzesze ludzi. To wciąż nie tylko atrakcja turystyczna. Dla jednych Boże Ciało oznacza na pewno świadome uczestnictwo w liturgii. Dla innych, którzy towarzyszą procesji z boku, radość z kultywowania tradycji, których przecież tak mało przetrwało w Polsce.
O procesję w Łowiczu, która jest żywym dziedzictwem, trzeba jednak zadbać. Każdy element tego dziedzictwa powinien być dopracowany i piękny, jak te łowickie stroje.
Idę w procesji i patrzę na ołtarze…
Oto przed znakomitą, barokową fasadą kościoła Pijarów sklecony został naprędce podest, na którym brzydko powielono wizerunek tej samej fasady. Tylko że nieudatnie namalowanej… Nad ołtarzem krzywy napis z z liter przypiętych szpilkami jak na tablicy w biednej podstawówce po reorganizacji.
Główny ołtarz na rynku umieszczony został pod zadaszonym czarnym trawersem odpowiednim raczej dla heavymetalowego koncertu.
Poniżej pseudo ikona przedstawiająca… Ostatnią Wieczerzę, przysłonięta słupami z wycinankami i krzesłami z domu weselnego. Sprawę ratować miały dywany z wełniaków łowickich i młode brzózki przywiędłe w czerwcowym upale.
Smutno wyglądały też ulice miasta. Kilka rachitycznych, wyblakłych chorągiewek z napisem "Łowicz" na latarniach.
W oknach domów wychodzących na trasą procesji nie dostrzegłem ani dywanów z obrazami świętymi, ani flag, ani kwiatów.
Lepiej by było nic nie robić. Wystarczyło posprzątać miasto! I ustawić monstrancję na podwyższeniu przed fasadami kościołów. Wyglądałoby stokroć lepiej.
Jeszcze słowo o asyście procesji.
Obok ludu Łowicza w tradycyjnych strojach, wśród którego widziałem przedstawicielki Azji i Afryki, oraz grupy rekonstrukcyjnej Stowarzyszenia Historycznego im. 10 Pułku Piechoty w Łowiczu, składającej się ze wzruszającej kompanii starszych panów o wyglądzie weteranów, którzy paradowali ze sztandarem w pieczołowicie zrekonstruowanych mundurach z 1939 roku, pojawiła się drużyna Ochotniczej Straży Pożarnej.
Młodzi i barczyści druhowie i postawne druhny zamiast galowych mundurów z rogatywkami i białymi koszulami, które według regulaminu powinien posiadać każdy strażak ochotnik, zjawiają się na procesji w ponurych czarnych, polowych uniformach i bejsbolówkach. Przypominają jakichś ochroniarzy z podmiejskiego festynu. Przywodzą na myśl nie wartę honorową, nie strażników Eucharystii, ale podejrzanych, ponurych wykidajłów. Słyszałem, jak jeden z grupy "żołnierzy września" odpędzał ich z kadru zdjęcia: "Idź stąd, ty ochroniarzu!”.
(Policjanci kierujący ruchem w Łowiczu byli w galowych mundurach! Brawo!).
Osobny rozdział to oprawa muzyczna! Pożal się Boże!
Ksiądz śpiewał ładnie sekwencję św. Tomasza na Bożę Ciało.
Ale inne wykonania… Serce się kraje!
Dobór repertuaru był tu grzechem pierwszym.
Zamiast najwspanialszych tradycyjnych pieśni eucharystycznych, m.in. Bernarda z Clairvaux, Jana Kochanowskiego, Alojzego Felińskiego, słyszymy nowe teksty i nowe pieśni w wykonaniu oazowych chórków. Nie będę się pastwił nad organistą…. Ale śpiewał po prostu niedobrze!
Najsmutniejszy był obraz po procesji. Tradycja każe rwać gałązki młodej brzozy z ołtarzy i iść z nimi dalej, a potem zanieść do domu. Widok ludzi, którzy obskubują ołtarze, nie daje mi spokoju. Lud rwie gałązki, byle jak i byle skąd. Chorągwie się walą, a oni skubią, nie bacząc na spustoszenia. Może by tam wydelegować jakiegoś Księżaka z kozikiem, albo florystkę łowiczankę z nożycami, by ładnie cięli i rozdzielali gałązki…
Może to wszystko nieistotne? Tu chodzi przecież o coś ważniejszego. O autentyczny kult Eucharystii. O manifestację wiary.
Ale procesja to przecież swoiste theatrum sacrum, które wymaga oprawy.