Miażdżąca tragedia, którą trzeba przetrwać. To dzieje się dziś w Ukrainie. Co, w Twoim mniemaniu, jest dla człowieka źródłem siły?
Myślę, że nie ma jednego źródła. Ale w Japonii odpowiedzią, którą widywałam najczęściej, była wspólnota, drugi człowiek. Zrobienie czegoś razem bez wielkich gestów. Bycie ze sobą w drobiazgach, chociażby wspólne zrobienie zupy w milczeniu. I powtarzalność tych wspólnych gestów. Bez nacisku, bez presji. Spotykamy się raz w miesiącu, może po dwóch latach zaczniemy rozmawiać o tym, co przeszliśmy. A może słowa w ogóle nie będą potrzebne.
W Japonii były grupy ludzi, którzy jeździli po osiedlach tymczasowych i masowali nogi. Czasem za dziesiątym czy dwudziestym razem ktoś z ocaleńców poczuł, że chce się z nimi podzielić historią. Innemu wystarczał fizyczny kontakt z drugim człowiekiem. Chodziło o to, żeby ludzie poczuli, że jest ktoś, kto może ich przytulić, kto w razie czego wysłucha, kto jest obok.
Żeby pomagać w ten sposób nie trzeba mieć niesamowitych certyfikatów, lat studiów i lat praktyki, bo każdy z nas ma praktykę w byciu człowiekiem.
Czy bohaterowi tej książki mają coś wspólnego z Tobą?
Pewnie jak większość ludzi mam jakieś mniejsze i większe traumy na koncie, ale takiej katastrofy nigdy nie przeżyłam.
Za to moja mama zajmuje się zawodowo Holokaustem. I myślę, że tak jak ją, mnie też zastanawiało, jak to jest możliwe, że po czymś takim człowiek żyje dalej. Może ta odległa Japonia była jakąś próbą odpowiedzi na to pytanie.
Na końcu Twojego reportażu są warsztaty umierania. Najpierw myślałam, że to metafora, a to są prawdziwe ćwiczenia.
Tak, to prawdziwe ćwiczenia z umierania. Ale chodzi w nich o to, żeby doświadczyć straty w bezpiecznych warunkach i nauczyć się budować siebie od nowa.
Prowadzisz je także sama.
Trochę z przypadku. Zaczęło się od prośby znajomych, żebym poprowadziła warsztaty dla nich. Byli ciekawi, jak to wyglądało, wiedzieli, że uczestniczyłam w nich podczas pobytu w Japonii i że zrobiły na mnie duże wrażenie. Poszłam na nie jako reporterka. Weszłam, myśląc, że może z kimś porozmawiam przed i potem umówimy się na wywiad – miałabym materiał „przed” i „po”. Ale mnich Tetsuya Urakami zaprosił mnie, żebym wzięła udział w warsztatach i sama zobaczyła, co się wydarzy. Wyszłam zapłakana. To bardzo proste narzędzie, które ma olbrzymią siłę.
Nie spodziewałam się, że będę je prowadzić w Polsce. Ale robię to od ośmiu lat. Również w wersji online. Wzięło w nich udział już ponad tysiąc osób.