"Obawiał się, że ludzie zniszczą się nawzajem, że pokój to tylko coś tymczasowego"
Nie pamiętam jak długo wahałem się, zanim otworzyłem te drzwi. Kantor był znany z wybuchowego charakteru, więc czekałem bardzo długo. Myślę nawet, że najpierw poszedłem do kawiarni na Grodzkiej, żeby wypić kawę. Wreszcie je otworzyłem, przeszedłem przez bramę i otworzyłem drugie drzwi, drzwi po prawej stronie, drzwi do Cricoteki. Tam on siedział za małym stolikiem, w czarnym garniturze, w białej koszuli, z kapeluszem na głowie. Pił kawę ze szklanki, a nad jego głową wisiał portret Witkiewicza.
Powiedział: Dzień dobry, jak się Pan ma, proszę usiąść.
Rozmawiałem z nim po francusku. Potem studiowałem jego prace, tłumaczyłem teksty, oglądałem spektakle, spędziłem długie, wspaniałe godziny w Cricotece, oglądając spektakle wcześniejsze. Opublikowałem o nim książkę (do dzisiaj jest to jedyna książka o Kantorze w moim języku, w języku niderlandzkim). Napisałem swój doktorat o teatrze śmierci i zostałem pisarzem. Kantor był i jest stale we mnie. Jego świat, jego wykłady, jego światopogląd. Tadeusz Kantor miał przyjemne momenty i mniej przyjemne momenty: wiemy to wszyscy. Pamiętam go, kiedy spacerował po ośnieżonej ulicy, mówiąc: nienawidzę śniegu. Pamiętam go, kiedy siedział w piwnicy Cricoteki podczas pierwszej próby spektaklu "Nigdy tu już nie powrócę!". Krzyczał, że potrzebuje większego stołu. Razem z jednym z aktorów postanowiłem mu pomóc - poszliśmy po nowy stół do drugiego pokoju, ale kiedy wróciliśmy do piwnicy z tym stołem, Kantor chwycił go i rzucił nim przez całą piwnicę. (Do dzisiaj nie wiem, dlaczego.)
Pamiętam go w Mediolanie, kiedy prosił, abym pokazał mu nagranie wideo, które zrobiłem podczas prób. Była niedziela rano. Próbowałem podłączyć swoją kamerę do jego telewizora, ale bez skutku. Pełzaliśmy na kolanach koło telewizora, szukając rozwiązania tego problemu.
Pamiętam go na konferencji w Antwerpii, kiedy odczytał swój nowy manifest. To był piękny moment. Stał przed publicznością, patrzył na nią z pasją, z ironią, z dumą. I także z wciekłością. Doczytał swój manifest do końca, a potem ja przetłumaczyłem go na niderlandzki. Czytając go dzisiaj wiem, że ciągle jest aktualny, może nawet bardziej, niż wtedy. Krytykował w nim komunikację masową, masową konsumpcję, masowe media, wszechwładną technologię, wszechwładną władzę. Obawiał się, że ludzie zniszczą się nawzajem, że pokój to tylko coś tymczasowego. No właśnie! Sam żył w czasach komunistycznej dyktatury (a lubił przeciwstawiać się tej wszechwładnej władzy) i wiedział, co oznacza brak wolności. Jednocześnie widział, jak społeczeństwo kapitalistyczne (które miało zawładnąć jego krajem w roku śmierci Kantora) mogło stać się nowym rodzajem dyktatury, mimo, że zupełnie innym, to jednak bardzo niebezpiecznym. Wszyscy dzisiaj wiemy, co to znaczy: żyjemy w społeczeństwie, w którym wszystko jest skomercjalizowane i do kupienia, w którym technologia stała się nowym bogiem, i w którym mentalność Wielkiego Brata (o którym George Orwell pisał już w roku 1948) została zrealizowana kompletnie. Wojny jeszcze trwają (nawet niedaleko stąd). Jednostka wciąż jest marionetką w rękach rządu. Pieniądze rządzą wszystkim. Katastrofa nigdy jest daleko.
Kantor wiedział o tym. On ostrzegał nas w swoich manifestach i w swoich spektaklach: na przykład w ostatniej scenie spektaklu "Nigdy tu już nie powrócę", kiedy cały świat pokrył się czernią.