… i na przykład nie kupować butów wyprodukowanych przez potężną korporację tylko dlatego, że reklamowane są jako zrobione w pełni z wyłowionych z oceanu butelek.
Dokładnie.
Nie ma radykalnej zmiany paradygmatu bez podjęcia trudu pracy z najmłodszymi. Jako wykładowczyni Uniwersytetu Dzieci (projektu edukacyjnego prowadzonego od 2007 roku przez Fundację Uniwersytet Dzieci; pierwszego takiego przedsięwzięcia w Polsce) promujesz kulturę naprawiania, która jest częścią maker movement. Czym jest ten nurt i jak odnajdują się w nim dzieci?
Makerzy to osoby, które nie zgadzają się na zastaną rzeczywistość i próbują ją zhackować. Tutaj przydałaby się też redefinicja słowa "hacker", które kulturowo połączone zostało z obrazem osoby w kapturze, niemal przestępcy. A hacker po prostu przyswaja rzeczywistość do potrzeb swoich i środowiska. Maker movement pokazuje, że mamy wszystkie narzędzia i infrastrukturę, by samodzielnie dokonywać zmian, ale stawką jest wzbudzenie w ludziach ciekawości technologicznej. Jeśli chodzi o dzieci, to sam fakt otrzymania dostępu do narzędzi – m.in. do pistoletu z klejem na gorąco lub wiertarki, do których w szkole mają dostęp jedynie za pośrednictwem nauczyciela – był dla nich czymś niecodziennym i fascynującym. W dzieciach zauważyłam ogromną chęć naprawiania i wprowadzania zmian. Dzieci zresztą bardzo zarażają swoim zaangażowaniem. Kultura naprawiania została niestety wyparta przez konsumpcjonizm, bo oczywiście o wiele łatwiej jest coś wymienić i kupić niż naprawić. A to problem systemowy – wynika z tego, że część urządzeń jest dziś projektowana w taki sposób, by nie dało się ich otworzyć. Rozwijają się dziś nowe strategie, w tym projektowanie urządzeń w kontekście cyrkularnym [ekonomia cyrkularna to system zamkniętego obiegu rzeczy dążący do zmniejszenia eksploatacji planety – przyp. red.]. Presja społeczna i działania oddolne mają poważną siłę, w pewnym momencie producenci będą musieli na nie odpowiedzieć. Ludzie są już mocno wkurzeni, że po trzech latach coś się psuje i staje się elektrośmieciem. To jest właśnie ten słynny spisek żarówkowy, czyli planowanie nietrwałości produktów.
Zajęcia makerskie z dziećmi. Zdjęcia przygotowane zostały w założeniach mniej emisyjnych.
Co może zrobić osoba, która chciałaby zaangażować się w takie działania, wprowadzić kulturę naprawiania w swoją codzienność?
Kapitalizm ma to do siebie, że eksploatuje nas do granic możliwości, przez co nie mamy często czasu ani siły na budowanie relacji. A może się okazać, że kiedy mamy zepsutą pralkę, to piętro niżej mieszka pan, który zajmuje się naprawianiem. Tylko że my o tym nie wiemy, bo się nie komunikujemy. Otwarcie się na wynikającą z życia w społeczności wymianę wiedzy i zasobów przynosi świetne rezultaty. Te rozwiązania są często bardzo proste: sąsiedzi mogą sobie przykleić na swoją skrzynkę pocztową naklejkę, na której jest napisane, jakie mają narzędzia i o co można ich poprosić. Nagle okazuje się, że nie potrzeba do tego aplikacji i jest to bardzo dostępne.
Wracając do tematu dzieci, chciałabym zapytać też o "Podręcznik do empatyzacji", który napisałaś z myślą o nich. Co ma wspólnego empatia z nowymi technologiami?
Empatia to kluczowa umiejętność, którą zatraciliśmy. Powiedziałabym zresztą raczej o współbyciu i wzajemnej trosce – ze słowem "empatia" mam mały problem ze względu na to, że jest zapożyczeniem. W kontekście technologii empatyzacja jest istotna, bo oznacza otwarcie się na potrzeby innych osób. Wtedy technologie dobierane są jako narzędzie do rozwiązywania konkretnych problemów i wzmacniania relacji (między ludźmi oraz między ludźmi i środowiskiem). W "Podręczniku do empatyzacji" dzieci mogły znaleźć m.in. rodzaj etnograficznego notatniczka, w którym zapisywały obserwacje dotyczące potrzeb swoich i innych. To było nawet zabawne, kiedy okazywało się, że największym problemem siedmiolatka jest za ciężki tornister i trzeba było zaprojektować wspólnie dron do przenoszenia plecaków. Najważniejszą nauką było przede wszystkim to, że to nasze potrzeby powinny determinować kierunek rozwoju technologicznego – nigdy odwrotnie. Moim role model jest Adam Słodowy, który mówił, że człowiek rozsądny dopasowuje się do świata, a człowiek nierozsądny dopasowuje świat do siebie i to właśnie nierozsądnym ludziom zawdzięczamy wszelki rozwój.