Spory o wartość "Trylogii" Henryka Sienkiewicza toczą się od ponad 120 lat - książkę krytykowali Świętochowski, Prus, Brzozowski - krytykował i zachwycał się jednocześnie Witold Gombrowicz - a czytelnicy... po prostu czytali.
"Kordiał zdrowia dla społeczeństwa"

Gabinet Henryka Sienkiewicza w Warszawie, fot. NAC
Pierwsze reakcje na publikowane w latach 1884-1888 w odcinkach na łamach warszawskiego "Słowa" i krakowskiego "Czasu" powieści były entuzjastyczne. Gazety, w których powieść się ukazywała, odnotowały lawinowy wzrost liczby prenumeratorów, Żeromski zapamiętał, że kolejne odcinki czytywano na głos w urzędach pocztowych, dla tych, którzy nie mogli sobie pozwolić na zakup pisma.
Prof. Stanisław Tarnowski, autorytet krytyki literackiej swoich czasów, nazwał powieść "wydarzeniem najwyższej miary":
"Kiedyś pamiętniki, może i historia literatury, wspominać będą, że kiedy wychodziło 'Ogniem i mieczem' nie było rozmowy, która by się od tego nie zaczynała i na tym kończyła, że o bohaterach powieści mówiło się i myślało jak o żywych ludziach, że małe dzieci w listach do rodziców po zdrowiu swoim i rodzeństwa donosiły o tym, co zrobił Skrzetuski albo co Zagłoba powiedział. (...) Jak legenda wyglądać będą opowiadania o tej pani, co zapytana przy powitaniu, czy jej się stało co złego, że taka smutna, odpowiedziała 'Bar wzięty!', o tym pacierzu, który ktoś mówił za duszę Podbipięty i aż w połowie spostrzegł się sam, że to wymyślona śmierć i wymyślona postać".
Większość czytelników zgadzała się z oceną prof. Tarnowskiego, który pisał o "Trylogii": "każdy ojciec szczęśliwy będzie, jeśli syn czytać ją będzie z zapałem, bo znajdzie w tym dowód, że chłopcu do wyobraźni i do serca przemawia to co szlachetne: honor, poświęcenie, obowiązek, waleczność, miłość ojczyzny, wiara - taka powieść nie tylko jest ozdobą i chlubą dla literatury, to nie tylko arcydzieło sztuki, nie tylko nauka historii każdemu przystępna i nie sfałszowana, ale kordiał zdrowia dla społeczeństwa, a przez to dobry i - powiedzmy otwarcie - wielki czyn".
Postaci jak chińskie cienie
Ale już w latach, gdy powieść się ukazywała, znaleźli się jej krytycy. Do opamiętania się w zachwytach wzywał m.in. Aleksander Świętochowski na łamach "Prawdy" ale też Ignacy Kraszewski w "Kłosach". Obaj usiłowali sprowadzić dyskusję o dziele Sienkiewicza na poziom merytoryczny, ostrzegali, że nadużywanie słowa "arcydzieło" zaszkodzi i autorowi i książce, która, choć ciekawa, arcydziełem jednak nie jest, a zrównywanie Sienkiewicza z Mickiewiczem jest jednak pewnym nadużyciem.
Bolesław Prus zauważał, że jak na autora powieści historycznej Sienkiewicz w "Ogniem i mieczem" zadziwiająco zlekceważył procesy historyczne: nie interesowało go wcale, co Kozaków doprowadziło do buntu, nie zadawał sobie pytania, dlaczego niezwyciężona sto lat wcześniej polska armia okazała się bezradna w starciu z buntownikami. "Bez odpowiedzi na te pytania nie ma powieści historycznej, jest tylko historia zajścia Skrzetuskiego z Bohunem, wymalowana na tle zanadto obszernym" - konkludował autor "Faraona". Prus wyśmiewał postaci pozbawione głębi, na podobieństwo "chińskich cieni". O Skrzetuskim napisał "Chrystus w roli oficera jazdy", Podbipiętę nazwał "ludzką gilotyną", pastwił się też nad opisami batalistycznymi Sienkiewicza udowadniając na przykładach, że autor o przebiegu bitew miał bardzo blade pojęcie.
Czytelnicy ujmowali się za powieścią i odsądzali krytyków od czci i wiary. Aleksander Świętochowski w "Prawdzie" w listopadzie 1884 listopad pisał: "Na moim nagrobku będzie wyryty napis: "Tu leży bluźnierca, który nie wierzył, że 'Ogniem i mieczem' jest najpiękniejszą, najwyższą i najlepszą powieścią".

Pogrzeb Sienkiewicza, rok 1924. Kondukt żałobny wyrusza sprzed Dworca Głównego w Warszawie; źródło: NAC
Sienkiewicz jako "klasyk polskiej ciemnoty, szlacheckiego nieuctwa"
Głosy krytyczne wobec Sienkiewicza zostały ostatecznie zagłuszone peanami na jego cześć około roku 1900, kiedy obchodzono 25-lecia pracy pisarskiej mistrza oraz sukces świeżo wydanych "Krzyżaków". Już jednak ostrzył pióro najzajadlejszy przeciwnik autora "Trylogii".
W 1903 r. ukazała się rozprawa "Henryk Sienkiewicz i jego stanowisko w literaturze współczesnej" autorstwa Stanisława Brzozowskiego. Twórca filozofii czynu powracał do krytyki Sienkiewicza wielokrotnie, aż do swej fundamentalnej "Legendy Młodej Polski" włącznie. W pracach Brzozowskiego Sienkiewicz to: "klasyk warstwy znajdującej się w upadku, skończony przez swą ograniczoność", "artysta przez bezwiedny egoizm", "klasyk polskiej ciemnoty i szlacheckiego nieuctwa". "Jeśli jest coś, czego nienawidzę całą siłą duszy mojej, to ciebie polska ospałości, polski optymizmie niedołęgów, leniów, tchórzy. Od XVII wieku jesteśmy już w Europie gapiami. (...) To, co ludzkości życie stanowiło, jej krwawa praca, jest dla nas rozrywką. Sienkiewicz skodyfikował, nadał kształt estetyczny temu naszemu stanowisku, jest on klasykiem polskiej ciemnoty, szlacheckiego nieuctwa" - pisał Brzozowski.

Wagon-kaplica wysłany przez Warszawską Dyrekcję Kolejową po zwłoki Henryka Sienkiewicza; źródło: NAC
Olgierd Górka i krytyka historyczna
Prawdziwą burzę rozpętał jednak polski historyk doby międzywojennej - Olgierd Górka. 18 września 1933 r. wygłosił odczyt, w którym zaatakował realia historyczne "Trylogii". Tezy te powtórzył w pracy "Dziejowa rzeczywistość a racja stanu Polski na południowym wschodzie". Celem Górki było przede wszystkim odmitologizowanie postaci Jeremiego Wiśniowieckiego, któremu zarzucił zdradę, zmowę z Chmielnickim i tchórzostwo.
Mimo tych krytycznych ocen "Trylogia" stała się najbardziej popularnym polskim cyklem powieściowym w historii. Kolejne nakłady rozchodziły się błyskawicznie, powieść doczekała się przekładów na blisko 20 języków.
Pierwszorzędny pisarz drugorzędny
Niewielu polskich pisarzy pozostało wobec Sienkiewicza obojętnych. Witold Gombrowicz napisał w "Dziennikach": "Czytam Sienkiewicza. Dręcząca lektura. Mówimy: to dosyć kiepskie, i czytamy dalej. Powiadamy: ależ to taniocha - i nie możemy się oderwać. Wykrzykujemy: nieznośna opera! i czytamy w dalszym ciągu, urzeczeni. Potężny geniusz! - i nigdy chyba nie było tak pierwszorzędnego pisarza drugorzędnego. To Homer drugiej kategorii, to Dumas Ojciec pierwszej klasy".