Oczywiście od 20 lat co najmniej, ale chyba nawet więcej, jestem – jak cały czytający świat – świadkiem wysypu wielu wspaniałych talentów literackich na Ukrainie. To się zaczęło dużo wcześniej przed wojną – nie wiem, czemu to przypisać. Po prostu chce się tłumaczyć Ukraińców, bo bardzo pięknie piszą wiersze przynajmniej te, które śledzę, bo prozę śledzę mniej.
Chciałabym zapytać o wiersze Serhija Żadana po wybuchu wojny. Czy zauważył pan w nim jakąś przemianę? Co może pan powiedzieć o pracy nad jego utworami?
To jest dla mnie trudne pytanie, bo chociaż zauważyłem tę przemianę, to nie bardzo potrafię złapać, na czym ona polega. Moim zdaniem – może to będzie niepopularna myśl – wojna bardzo się literackiemu talentowi Serhija, tak jak talentowi wielu innych pisarzy przysłużyła. Myślę, że gdyby nie było wojny, nie miałby szansy napisać tak genialnej książki – a w moim rozumieniu literatury są nią Arabeski, akurat proza, nie poezja. Na sto procent nie miałby na to szansy, bo nawet gdyby ją napisał, to nie miałaby w sobie tego ładunku autentyzmu, który dla chyba większości czytelników jest bardzo ważny.
Niedawno dowiedziałem się od Ryszarda Krynickiego, że spotkał się z Serhijem i umówili się, że pan Ryszard i wydawnictwo a5 wydadzą jego kolejny tom wierszy, nowy – i że Serhij zastrzegł, że chce, żebym ja go tłumaczył. Zawsze, kiedy autor docenia tłumacza, jest to bardzo miłe, ale w tym przypadku poczytuję to jako wielkie wyróżnienie, zaszczyt, może nawet przysługę, jaką Serhij mi wyświadcza – bo mam wrażenie, że tłumaczę wielkiego pisarza, nie tylko naszych czasów.