Od dziecka liczy. Najpierw prowadzi księgi rachunkowe ojca handlującego naftą i jajami. Gdy kieruje własną firmą, namiętnie śledzi notowania na giełdzie. Z wielkiego kryzysu wychodzi bogatsza o blisko sześć milionów dolarów. W dokumentach odejmuje sobie kilka lat, a wzrostu dodaje wysokimi obcasami (mierzy 147 cm). Ma jedynie problemy z liczeniem kalorii, więc z wiekiem jej sylwetka zaokrągla się. Na fotografiach prawie tego nie widać – każe je retuszować.
Jak na milionerkę jest oszczędna. W zeznaniach podatkowych markowe ubrania przedstawia jako robocze i dostaje zwrot z urzędów w Nowym Jorku i Paryżu. Sekretarkę wysyła po przecenione pończochy. Pracownikom organizuje szkolenia z oszczędzania energii. W porze lunchu kupuje pieczonego kurczaka na wynos i spożywa w pracy, by oszczędzić czas.
Powtarza, że nie ma kobiet brzydkich, są tylko leniwe. Najszczęśliwsza jest, gdy pracuje i dziwi się, że może być coś ważniejszego. Zatrudnia rodzinę – według Arden to "polska mafia".
Otacza się luksusem. Kłótnie z mężem zawsze kończą się zakupem pereł, a ostatecznie rozwodem. W 26-pokojowym apartamencie gromadzi afrykańskie rzeźby, wiktoriańskie krzesła, chińskie stoliki i tureckie lampy. Na ścianach wiszą obrazy: Renoira, Picassa, Chagalla, Matisse’a.
Portret Heleny Rubinstein autorstwa © Salvadora Daliego, 1943, Salvador Dalifot. reprodukcja Dagmara Smolna
Ma 27 swoich portretów. Ten, na którym jest przykuta do skały sznurem szmaragdów, maluje Salvador Dalí. Tworzy także jej znak firmowy – HR – i projektuje puderniczkę. I odświeża pokój stołowy.
66-letnia królowa piękna wychodzi za księcia z Gruzji, młodszego o 23 lata. Po jego śmierci wpada w wir pracy. W wieku 95 lat dostaje wylewu w biurze. Umiera dzień później jako najbogatsza kobieta świata – jej imperium jest warte 100 milionów dolarów. Dziś należy do koncernu L’Oréal.