Czytając ''Pod mocnym aniołem'' miałem wrażenie, że czytam powieść, która chce być klasyczną powieścią. I nie o alkoholu, tylko o innych klasycznych powieściach o alkoholu. A kiedy czytałem twoją książkę, nie czułem, że czytam powieść. W niektórych momentach bardzo się męczyłem, strasznie nie podobał mi się twój styl. Kiedy indziej zmieniałaś styl i się w nim zatapiałem. Może dlatego twoja powieść stała się bestsellerem i dociera do ludzi, byłaś po prostu swobodna.
Powieść jest strasznie dziewietnastowieczna. Ja naprawdę nie czytam książek, które mają przedstawionych bohaterów, punkt kulminacyjny i drugoplanowe postaci symboliczne. Robię oczywiście od tego wyjątki, ale mnie interesuje to, czego się nie da zakwalifikować, strumienie świadomości, dzienniki, listy. No dlatego ten Białoszewski na przykład, przecież tam też możesz powiedzieć, że nie ma literatury, zresztą w latach 70-tych kiedy więcej pisał prozy niż wierszy taka debata się właśnie toczyła. A ja wolę czytać jego, z tymi niedookreślonymi postaciami, których musisz się domyślać, ta urywki o trawniku, wizycie na poczcie, o ciotce z Garwolina, miniaturki, żadne tam powieści. Mnie najbardziej interesuje język, dlatego lubię właśnie Pilcha, u niego te zdania są smaczne, ale wolę dziennik niż powieści. Nie będę Dostojewskim, Flaubertem ani Virginią Woolf. Byłam swobodna, bo wiedziałam jak chcę pisać, jak Andre Breton twierdził, że dla niego literatura nowoczesna powinna być czymś pomiędzy dziennikiem a dziennikarstwem, to ja się w stu procetach zgadzam.
Przyświecała mi idea, żeby to doświadczenie nałogowca wyposażyć właśnie w jak najbardziej zwyczajny język, taki który nie jest terapeutyczny i nie jest też tą literackością, niepotrzebnie uwzniaślającą totalny upadek. Żeby to było surowe, gadane, żywe. Z drugiej strony pojawiają się tam jakieś opisy przyrody i tam z kolei na tej literackości bardzo mi zależało, ale nie wiem czy udało mi się to osiągnąć. Magda Umer twierdzi, że tak.
Teraz chcę napisać książkę o kobiecie, która jest zafascynowana Hildegardą z Bingen i w 2015 roku, w świecie Facebooka i KFC, chce się dowiedzieć, co to jest dobro, co to jest zło. Studiować siedem sztuk wyzwolonych i przypasować średniowieczny kanon do współczesności. Fajnie, że komuś chce się tworzyć formy, które są bardzo klasyczne, ale to nie dla mnie.
Powtórzenie jest niepopularne, jeśli – to w formie refrenu. A ty przez całą książkę piszesz to samo, nieważne czy rozdział ma 30 stron czy dwie. Dla mnie to trochę opowieść o małych i dużych gestach, które kształtują świadomość i tożsamość.
Wyszłam z punktu: ''jestem alkoholiczką i narkomanką'', chciałam dojść do pytania, o czym ludzie mogą w ogóle ze sobą rozmawiać.Opisać proces. Proces jest pełen powtórzeń. Dostaję dużo wiadomości od ludzi, którzy piszą: ''nigdy nie byłem uzależniony od alkoholu, nawet od papierosów, ale to jest książka o mnie'', to mnie krzepi.
Mam świadomość, że ta książka mogłaby być lepiej zredagowana, powtórzeń mogłoby być mniej, nawet mnie denerwują. Z drugiej strony to trochę jak z muzyką improwizowaną – chciałam stworzyć materię, która jest autentycznym przeżyciem, a nie tylko historią od A do Z. Pisałam w specyficzny sposób, bo za każdym razem otwierałam plik w komputerze, czytałam od początku i zastanawiałam się, co napisać, żeby pasowało. Myślałam, że zwariuję. Jak otworzyłam wydrukowaną książkę, to nie miałam siły czytać pierwszych rozdziałów, bo przeczytałam je już setki razy w swoim życiu. Dalsze z chęcią – już ich nie pamiętałam.
Redakcja tej książki może wydawać się kontrowersyjna, nawet dla mnie. Redaktor stwierdził, że to rodzaj strumienia świadomości; ja też to wytłumaczenie przyjmuje, ale przyjmuje również konstruktywną krytykę i zgadzam się z tym, że niektóre rzeczy mogłyby być obcięte. Nie chcę narzekać na redakcję, wręcz przeciwnie. Byłam wstrząśnięta tym, że komuś chce się czytać, to co napisałam i czyścić to ze wszystkich błędów.
Trzeba było dużo wyczyścić?
Było kilka punktów spornych z redaktorką, o jednym muszę opowiedzieć. Moja książka składa się w wielu miejscach z tekstów źródłowych, materiałów, które napisałam w trakcie terapii i kserówek od pań terapeutek. Dla mnie w tej niezborności języka tkwi właśnie cała wartość. Moja redaktorka zaczęła je poprawiać, poprawiła nawet tekst 12 kroków, żeby był napisany zgodnie z regułami języka polskiego.
Największym zaskoczeniem było to, że okrzemki są rodzaju żeńskiego. Przez całe życie byłam przekonana, że są mężczyznami. Pani Karolina powiedziała, że też tak myślała, ale sprawdziła, bo miała wątpliwości.
''Nie spotkałabym nigdy tych osób. One miały tak samo jak ja. One też wyłamywały sobie palce''.
Można też wyjść poza kontekst psychologiczny, jednostkowy i czytać twoją książkę pod kątem społecznym. Nałogi kojarzymy z marginesem. Z jednej strony burzysz ten stereotyp, ale...
Ulegam mu.
W końcu nie da się pozbyć stereotypów, które są zakotwiczone głęboko w naszym myśleniu. Krystyna jest w niezwykle uprzywilejowanej sytuacji, ale na kartkach książki pojawiają się postaci, których na ulicy nazywa się menelami. Opisując ludzi z niższych warstw społecznych kilkakrotnie użyłaś przymiotnika ''praski'', bardzo mnie to uderzyło, bo wiele lat mieszkałem na Pradze. Rzeczywiście, tam wszędzie spotkasz alkoholików, ale ty napisałaś, że Krystyna nie miała do nich dostępu, gdyby nie terapia to nigdy by ich nie poznała – a to przecież są nasi sąsiedzi, mieszkają drzwi w drzwi, spotykamy ich w parku i na zakupach. Mówimy sobie ''dzień dobry'', rozmawiamy, zapalimy papierosa albo wypijemy piwo na podwórku – czasami o tym pamiętają, czasami nie, ale mamy ze sobą kontakt. Może Praga to dość unikalne miejsce we wszechświecie, ale czy wyobcowanie społeczne naprawdę jest tak wielkie?
Nie mam pojęcia, jak jest w innych miastach. Ja na Ochocie mogę widzieć swoich sąsiadów-dresiarzy, którzy biesiadują od wczesnych momentów wiosennych. Z piwem w plastikowych butelkach i 0,7, ale ja nie rozmawiam z nimi, nie wymieniam informacji. Sytuacja, w której byłam w jednej sali z facetem, który miał szramę na całą twarz i był wrażliwy, czuły, inteligentny, fajny – to był dla mnie szok, ale bardzo pozytywny. Jak ja miałabym z nim porozmawiać w inny sposób? Nie umiem zagadywać. Pamiętam, jak kiedyś mój kumpel zagadał dwóch staruszków na ławce i rozmawialiśmy. Jak to oni chodzą razem do opery i właściwie to oni są chłopak i dziewczyna, bo poznali się, jak on już był wdowcem. Ja nie mam tej wspaniałej cechy.
Różnicowanie klasowe w obliczu nałogu, cierpienia nie ma sensu. Może szukamy innych rozwiązań: ja częściej chodzę do kina, on częściej siedzi na murku. Ale przecież ja też lubię siedzieć na murku, wolę siedzieć na murku niż w modnej kawiarni. Pewnie mam więcej wspólnego z tym panem niż z panią, która prenumeruje kobiecy magazyn w lakierowanej okładce i jeździ na wakacje z jogą.
''Należę do pokolenia trzydziestolatków, które non stop się boi, że nie jest dorosłe. Bo nie ma stałej pracy, mimo że to przecież błogosławieństwo. Bo nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, mimo że system ubezpieczeń jest nieprzejrzysty tak bardzo, że baba w NFZ-ecie nie wie, po co mam wysyłać do ZUS-u potwierdzenie przelewu, i rozbrajająco wzrusza ramionami, kiedy ją o to pytam. Nie jest dorosłe, bo nie musi brać ślubu i może mieć dziecko wtedy, kiedy chce, więc odwleka to w nieskończoność. Gdyby nie wpadki, pewnie w ogóle byśmy się nie rozmnażali''.
Krystyna żyje w świecie wyobrażonym. Chyba zapominamy o tym, że można posługiwać się wyobraźnią w życiu codziennym, a nawet społecznym. Przecież to największy mechanizm obronny, którym dysponuje ludzkość.
Wymyśleni przyjaciele, którzy pojawiają się w pewnym momencie książki są jej prawdziwymi wybawicielami. Ona mówi, że nie wie skąd oni się biorą, ale dzięki temu może sama się sobą zaopiekować. Te osoby, które są w jej głowie, tak naprawdę są nią samą. List samobójczy Kurta Cobaina był napisany do wymyślonego przyjaciela. To, że nastolatki ten list pasjami przepisywały, pokazuje według mnie, jak to zjawisko jest gigantyczne. Dla mnie zjawisko wymyślonych przyjaciół jest strasznie frapujące, to chyba największe tabu, jakie można sobie wyobrazić w naszej kulturze. O wielu rzeczach można mówić, ale o tym, że masz wymyślonego przyjaciela?
Wyobraźnia kształtuje rzeczywistość, nie tylko wewnętrzne światy egzaltowanych nastolatek. Andrzej Duda coś sobie wyobraża w przerwach pomiędzy odwiedzaniem kolejnych miast, Donald Tusk w Brukseli i Małgorzata Halber na Ochocie.
To jest strasznie ciekawa część rzeczywistości, o której nikt nie mówi. Zwróć uwagę na to, jak rzadko używa się słów takich, jak ''fantazja''. Używa się przymiotnika ''kreatywny'', tak jakby to była umiejętność praktyczna, najlepiej, żeby zarabiać nią pieniądze. Cechą immanentną wyobraźni jest to, że jest bezinteresowna.
Wyobraźnia jest bardzo praktyczna. Posługujemy się nią cały czas, nawet idąc do sklepu potrafimy marzyć o danym makaronie. I dzięki niej możemy żyć we względnym zdrowiu psychicznym, to dość cenne.
Nawet najcenniejsze. Czasem nam się wydaję, że nie jest, że zdrowie fizyczne jest ważniejsze. A psychicznie to jakoś damy radę, pociągniemy. To się kończy depresjami i nałogami.