Podobno Hamnet to nie był pierwszy plan, na jakim Pan gotował. Skąd pomysł, żeby zabrać ze sobą garnek żeliwny i gotować?
Pomysł na garnek narodził się w Irlandii, kilka lat temu, jeszcze podczas pandemii. Kręciliśmy film Wilk, zdjęcia robił Michał Dymek, reżyseria – Nathalie Biancheri, w rolach głównych wystąpili George MacKay i Lily-Rose Depp.
Jako że to były czasy pandemii, byliśmy zamknięci w bańce covidowej w hotelu, z wyznaczonymi przestrzeniami tylko dla nas. Było tam kilka osób z Polski, wspomniany Michał Dymek operator i focus puller Radek Kokot. W systemie irlandzkim pracuje się pięć dni w tygodniu, weekendy są wolne, trzeba było je jakoś zagospodarować. Przez pierwsze weekendy graliśmy w kalambury, ale potem już to zamknięcie zaczęło nam trochę doskwierać – a że mogliśmy wychodzić na plażę, to wpadłem na pomysł, żeby coś na niej ugotować. Sprowadziłem garnek z Niemiec, bo w Irlandii nie mogłem go znaleźć i zaczęło się gotowanie.
Najpierw powstał jakiś gulasz, potem był rosół, a potem inni robili też swoje potrawy i było takie wspólne biesiadowanie i spędzanie czasu na plaży.
Czy ma Pan jakieś ulubione potrawy, które lubi Pan gotować? Czy ta zupa to popisowy numer, czy ma Pan szerszy repertuar?
Uwielbiam zupy, więc najczęściej powstają zupy z tego, co jest akurat pod ręką. Ale na planie Hamneta były rosoły, była ta gulaszowa, był i gulasz, była golonka. Nawet bigos się udało zrobić.
Zaczęło się właściwie od golonki, która bardzo zasmakowała Chloé [Zhao, reżyserce – przyp. red.] i to ona nas zachęciła do dalszych kulinarnych eksperymentów. Kazała zrobić listę zakupów i kierowca po to jechał i przywoził, i tak się zaczęło gotowanie na planie.
Można więc powiedzieć, że dobrze najedzona ekipa to gwarancja Oscarów i Złotych Globów? Na to wygląda.
No, nie wiem, nie wiem… Ale z moją zupą jest szansa [śmiech].