Dla Stephanie Zacharek z tygodnika "Village Voice" film ilustrował uniwersalną ideę nadziei hermetycznej społeczności, żyjącej w desperacji, w warunkach bez wyjścia. Jej kolega Richard Porton z "Cineaste" mówił o zmaganiach podobnych do tych, których doświadczali bohaterowie filmów ekspresjonizmu niemieckiego, dążących do osiągnięcia iluzorycznych celów, np. "Metropolis" Fritza Langa.
Simon Abrams z "Village Voice" zwracał uwagę na oryginalne traktowanie symbolu ocalenia i ratunku jakim jest biblijna arka. Eliza Cushman Rose z Uniwersytetu Columbia mówiła o technologii, która niszczy człowieka, oraz mechanizmach władzy, manipulacji, cynizmu i obojętności.
Położenie Polaków prowokowało do portretowania filmu jako metafory stanu wojennego i batalii "Solidarności". Stuart Liebman z miejskiego uniwersytetu CUNY odnosił natomiast "O-bi, O-ba: Koniec cywilizacji" do tragedii holokaustu.
Uczestnicy panelu nie przeoczyli walorów artystycznych filmu, który został właśnie odrestaurowany cyfrowo. Komplementowali zdjęcia Witolda Sobocińskiego.
"Film jest fascynujący z wielu powodów. Dla mnie nawet bardziej ze względów na jego estetykę niż tematykę, chociaż jest oczywiście mocny i intrygujący ze względu na uniwersalne idee rozpaczy, desperacji i problematykę polityczną. Jest mniej efekciarski niż amerykańskie filmy science fiction, ale imponuje wyobraźnią i bogactwem idei. Byłam pod wrażeniem jak reżyser zdołał wiele osiągnąć mając skromny budżet" - oceniła Zacharek.
Porton powiedział natomiast, że uderzyła go zwłaszcza zdolność twórcy do łączenia zagadnień przeszłości, teraźniejszości i przyszłości z rozbudowaną imaginacją oraz, że film można interpretować na tak wiele sposobów.