W szczytowym okresie rozwoju, czyli w latach 50. XX wieku, w Detroit mieszkało 1,85 mln ludzi. Dziś jest ich 700 tysięcy. W drugiej połowie XX wieku, w latach 70. i 80. Łódź była drugim co do wielkości miastem w Polsce z ponad 850 tysiącami mieszkańców. Dziś ich liczba spadła o 135 tysięcy – to tak, jakby z mapy zniknęło miasto wielkości Rybnika czy Elbląga. Łódź i Detroit poza tysiącami kilometrów dzieli sporo, jednak oba są przykładami rozpadu XIX-wiecznej idei miasta przemysłowego.

Panorama Łodzi, lata 30. XX wieku, fot. NAC
Zarówno amerykańska stolica przemysłu motoryzacyjnego, jak i polska – włókienniczego były w swoim czasie stawiane za przykład i wzór ośrodków dynamicznie się rozwijających i majętnych. Dziś zmagają się ze zjawiskami odpływu ludności, problemów społecznych, niszczejącej architektury. By ochronić się przed wierzycielami w lipcu 2013 roku miasto Detroit ogłosiło bankructwo; Łódź znajduje się w lepszej sytuacji finansowej, zresztą w Polsce miasto nie może zbankrutować, bo zawsze wspomagać je będą dotacje rządowe (dziś w Łodzi stanowią one 27 proc. budżetu miasta).

Produkcja samochodów w Detroit, lata 70., fot. Joe Clark
W drugiej połowie XIX wieku Łódź stała się jednym z największych centrów przemysłu włókienniczego w Europie. Od 1820 roku, kiedy to miasto przeznaczono na ośrodek przemysłowy, zaczęły w nim powstawać kolejne osiedla fabryczne i mieszkaniowe. W zaledwie sto lat liczba mieszkańców Łodzi wzrosła z czterech tysięcy do pół miliona! Poza największymi fabrykami Poznańskiego, Scheiblera, Grohmana czy Biedermanna w mieście działało wiele mniejszych zakładów, współpracujących z wielkimi przędzalniami, farbiarniami, tkalniami. Według danych ówczesnej Inspekcji Pracy w 1921 roku w Łodzi działało 677 fabryk, związanych z przemysłem włókienniczym oraz ponad 200 innych, m.in. chemicznych, spożywczych, metalurgicznych.

Zdjęcie satelitarne Detroit, grudzień 2001, fot. NASA
Jeszcze pół wieku temu Detroit było drugim najbogatszym miastem w USA. Założone w pierwszych latach XX wieku ogromne fabryki motoryzacyjne tzw. Wielkiej Trójki, firm Chrysler, Ford i General Motors, wraz z rozwijającymi się u ich boku mniejszymi zakładami dawały pracę większości mieszkańców. Powojenny boom gospodarczy oraz polityka państwa, mająca na celu wzrost konsumpcji były kołem zamachowym dla amerykańskiej branży samochodowej. W latach 50. czy 60. fabryki rozrastały się, a producenci samochodów nie mieli problemów ze sprzedażą swoich produktów. Mieszkańcy bogacili się, a miasto rozwijało. Przykładem na to może być fakt, że lokalne muzeum sztuki stać było na zakup do swojej kolekcji prac Michała Anioła, Tycjana, Rembrandta czy francuskich impresjonistów.

Fabryka Ramischa w Łodzi, fot. wolne zasoby
Kryzys w Łodzi rozpoczął się w latach 90. XX wieku. Jeszcze w okresie PRL upaństwowione zakłady normalnie pracowały, eksportując tkaniny do ZSRR; problemy zaczęły się wraz z upadkiem komunizmu oraz zdominowaniem europejskiego rynku przez tanie produkty włókiennicze z Azji. Wielkie fabryki nie były w stanie wytrzymać rynkowej konkurencji i zaczęły upadać. Dziś w Łodzi bezrobocie sięga 13 proc, podczas gdy w innych dużych miastach odsetek ten waha się w okolicach 4 proc. Wielkim problemem jest wyludnianie się centrum – bardziej majętni mieszkańcy wyprowadzają się ze zrujnowanych kamienic do nowych osiedli na peryferiach, przez co sklepy czy punkty usługowe w śródmieściu tracą rację bytu, a dzielnica zmaga się z coraz większymi problemami społecznymi.

Detroit, fot. Bob Jagendorf
W Detroit wszystko zmieniło się, gdy rynek amerykański zaczęły zalewać tańsze samochody z Azji. Rozbudowane związki zawodowe utrudniały przekształcenia zakładów (czyli np. zmniejszenie liczby pracowników), a kurczył się rynek zbytu na auta Chryslera, Forda i General Motors. Gwoździem do trumny okazał się krach na rynku bankowym, który tylko "dobił" zmagających się z długami mieszkańców i władze (miasto Detroit – tak samo jak jego mieszkańcy - w czasie dynamicznego rozwoju brało kredyty na rozbudowę, których później nie było w stanie spłacić). Zanim ogłoszone zostało bankructwo lokalne władze nie miały pieniędzy na... oświetlenie uliczne czy utrzymanie miejskich parków.

Centrum Manufaktura w Łodzi, fot. Maciej Lulko
Łódź chce walczyć z kryzysem za pomocą nowych inwestycji. W ostatnich latach lokalne władze, przy wsparciu dotacji rządowych oraz funduszy unijnych rozpoczęły duży program rewitalizacji. W miejscu starego dworca Łódź Fabryczna ma powstać nowoczesna stacja z peronami ukrytymi pod ziemią; pobliską, nieczynną od lat elektrociepłownię zamieniono właśnie na kompleks kulturalno - naukowy z galeriami, salami warsztatowymi, studiami nagrań, centrum nauki i techniki, laboratoriami. Rozwija się Muzeum Sztuki oraz Art.-Inkubator, ośrodek artystyczny na terenie fabryki Karola Scheiblera.

Ulica Piotrkowska w Łodzi, 2012, fot. Ministerstwo Spraw Zagranicznych
W ciągu najbliższych siedmiu lat do Łodzi ma trafić nawet siedem miliardów złotych przeznaczonych na rewitalizację miasta. Jednym z ważniejszych realizowanych w ten sposób projektów jest "Mia100kamienic", program remontu i modernizacji śródmiejskich, najczęściej zabytkowych, ale zrujnowanych kamienic. Poprzez przywrócenie świetności budynkom mieszkalnym władze chcą poradzić sobie również z problemami społecznymi. Jak można się dowiedzieć z opisu projektu, przygotowanego przez Urząd Miasta:
"Rewitalizacja (dosłownie: ożywienie) to szeroki proces przemian społecznych, przestrzennych i ekonomicznych na obszarze, który – jak centrum Łodzi – znajduje się w kryzysie. Jej celem jest ponowne przywrócenie do życia zdegradowanej części miasta i uzupełnienie jej o nowe funkcje. Mówiąc prościej – chodzi o to, żeby w takim miejscu dobrze się przebywało, mieszkało i pracowało. Remonty kamienic czy modernizacja ulic i chodników to tylko część działań składających się na rewitalizację. Poprawa przestrzeni musi iść w parze z polepszeniem warunków życia, co zapewniają szerokie działania społeczne, kulturalne, edukacyjne czy ekonomiczne podejmowane w tym procesie".
DETROPIA Trailer from Loki Films on Vimeo.
W Detroit sytuacja jest o wiele trudniejsza. Wiosną 2014 roku władze miasta uznały, że spośród ponad 80 tysięcy opuszczonych budynków, domów czy sklepów do wyburzenia nadaje się już połowa. Choć proces likwidacji pustostanów ma zatrzymać rosnącą w mieście przestępczość, koszty tej operacji będą gigantyczne. Niestety są konieczne – już dziś Detroit jest w trójce najbardziej niebezpiecznych miast w USA z największą w kraju liczbą zabójstw i rosnącym podziemiem narkotykowym. W wyniku kryzysu nasiliły się w mieście problemy rasowe – bogatsi biali wyprowadzili się na przedmieścia, kompletnie izolując się od częściej bezrobotnych i uboższych, za to stanowiących większość innych grup etnicznych.

Detroit, 2013, fot. wolne zasoby
Zjawisko wyludniania się centrów miast i niekontrolowanego rozlewania się przedmieść jest problemem wielu amerykańskich miast, jednak w Detroit widać go szczególnie wyraźnie. Bogatsi mieszkańcy przemieszczają się samochodami pomiędzy szklanymi biurowcami a domami na peryferiach, zaś opustoszałe, pełne pustostanów śródmieście przejmują grupy przestępcze i gangi.
After the Factory Film Trailer from DETROIT LIVES! on Vimeo.
W styczniu 2011 roku mieszkający w Łodzi Michał Gruda skontaktował się z amerykańskim reżyserem Philipem Laurim, który miał już na koncie film o mieszkańcach upadającego Detroit. Gruda uznał, że problemy jego miasta przypominają te, z którymi zmaga się amerykańska metropolia i zaproponował reżyserowi wizytę w Łodzi. W ten sposób powstał film dokumentalny "After the Factory" , w którym na przykładzie dwóch pozornie zupełnie do siebie niepodobnych miast pokazano wielki współczesny problem upadku idei miasta przemysłowego. "W obu przypadkach upadek spowodowały monokultura przemysłowa i globalizacja. To także przykład na to, jak podupadają obszary miejskie, na których przemysł nie jest poddany działaniu wolnego rynku" – mówił niedawno "Gazecie Wyborczej" ekonomista Bogusław Grabowski, autor programu restrukturyzacji regionu łódzkiego, były członek Rady Polityki Pieniężnej. Wygląda na to, że oba miasta, mimo dzielących się różnic, muszą pogodzić się z utratą mieszkańców i starać się raczej zatrzymać tych, którzy zostali i im zapewnić pracę i bezpieczeństwo.