Zarządzanie spojrzeniem
“Tens”, choreografia i kostiumy: Marta Wołowiec, fot. M. Zakrzewski / materiały festiwalu
Niejako po drugiej stronie tak rozumianej teatralności sytuowały się prezentowane w trakcie jednego pokazu solowe prace "Misspiece" Dominiki Wiak i "Tens" Marty Wołowiec. Łączyła je prostota wyrazu, oszczędność środków, świadoma "niespektakularność". W "Misspiece" na pierwszy plan wysunęła się kwestia relacji ciała performerki z obecnym na scenie obiektem. Z lewej strony blisko widowni ustawiona była figura zakryta czarną folią przywodząca na myśl coś, co chce się ochronić w trakcie remontu czy na przykład palmę zabezpieczoną na zimę. Głos z offu sugeruje jednak, że to rzeźba Wenus z Milo, marmurowe dzieło prezentowane w Luwrze. Do końca spektaklu nie zobaczymy jednak, co kryje się pod folią. Na początku zafoliowany obiekt na białej podłodze i na tle białej ściany jest na scenie sam. Potem dołącza performerka w czarnym płaszczu, która przez dłuższy czas, wykonując choreografię pozostawać będzie ustawiona tyłem do widowni. Wiak sproblematyzowała tutaj kwestię arcydzieła – pozostaje wierzyć na słowo, że zafoliowana figura to jedno z najsłynniejszych dzieł sztuki w historii kultury, ale równie dobrze mogłoby to być cokolwiek innego. Poruszające się ciało performerki i statyczna rzeźba tworzą naturalnie dialektyczną parę, do której z czasem – kiedy Wiak odwraca się do widowni – dołącza dynamika ukrycia i ujawnienia. "Misspiece" to także przykład gry ze spojrzeniem i zarządzaniem nim: na początku nasz wzrok i uwaga kierowane są na obiekt opisany jako dzieło sztuki. Pojawia się jednak wątpliwość: patrzymy na dzieło sztuki czy tajemniczy przedmiot o nieregularnym kształcie roboczo opakowany w folię? Dopiero na końcu pojawia się głos artystki. W łunie ciepłego światła Wiak leżąca na podłodze wypowiada do mikrofonu niedługą sekwencję o charakterze neolingwistycznego wiersza. Na końcu pada zdanie "Teraz powiem to, co mi przyjdzie do głowy", zapada jednak cisza i światło gaśnie. Zostajemy z otwartością na ciąg dalszy, niedopowiedzeniem. W "Tens", drugiej z solowych prac prezentowanych w ramach festiwalu minimalizm służy wyeksponowaniu drżeń ciała. Wołowiec, jak czytamy, "eksploruje temat ciała jako generatora, przekaźnika i odbiornika energii", a sam tytuł spektaklu to odniesienie do metody leczniczej stymulacji układu nerwowego. Plastyczność ciała, przede wszystkim zaś jego drgania, podkreślona była przez detal, jakim jest materiał koszuli, w którą ubrana była artystka. Błękitny, śliski materiał podkreślał najdrobniejsze cielesne wibracje, grał także ze światłem, tworząc kontrast zwiewności ze zwykłością i roboczym charakterem dresów i sportowych butów. Całość stworzona była z dwóch równoważnych elementów: performansowi Wołowiec towarzyszyła wykonywana na żywo elektroniczna muzyka Wojciecha Kiwera. Dźwięk budował tutaj przestrzeń, sprawiał wrażenie generowanego tu i teraz świata, nieco kosmicznego, odległego, chłodnego. Kodę spektaklu stanowił kontrastujący z "kosmicznym" krajobrazem dźwiękowym organiczny gest pocierania dłoni kojarzący się między innymi z wytwarzaniem ciepła czy krzesaniem ognia. Artystka zakończyła "Tens", otwierając i odwracając dłonie w stronę widowni, zawiązując z nią tym samym kruchą mikrowspólnotę.