To nie tylko opowieść o Hucie, o rodzinie, to także kronika lat 90. Moje pierwsze luźne skojarzenie z tym czasem to 30 ton – lista przebojów na Dwójce. I stojący na hałdzie Magik z klipu do Jesteś Bogiem.
Kiedyś był Magik, a teraz jest Daniel Magical. A co do lat 90., dziadkowie mieli kablówkę, tam było niepolskie MTV i Cartoon Network. Tak jak ty byłem dzieckiem telewizyjnym, totalnie pochłoniętym popkulturą. Mam takie flashbacki, jak dziadkowie już spali, a my z Lidką w ich nogach oglądaliśmy Kocham kino z Torbicką. Kupowałem „Bravo”, lubiłem Spice Girls, projektowałem makiety mojego wymyślonego imperium medialnego – taka emigracja wewnętrzna. A potem marzyłem, żeby pracować w kiosku Ruchu. Wyobrażałem sobie, że miałbym na wyłączność te wszystkie gazetki.
Poza tym zawsze marzyłem, żeby zobaczyć, jak to jest na tym Zachodzie. Zaczął się u nas kapitalizm, wszystko miało swoją polską filię, ale byłem jeszcze za młody, żeby na tym zarabiać. Potem, po studiach, przenieśliśmy się z Magdą do Warszawy, zacząłem pracę w agencji Grey, której szefem był Rafał Baran – typ od zera do bohatera, chłopak z łódzkich Bałut, który poszedł na magazyniera, potem pracował w wytwórni Pomaton, aż został szefem wielkiej agencji. To był świat jak z Wilka z Wall Street. Na Sylwestra pojawił się pomysł, żeby załatwić osobę niskorosła na imprezę. Wszyscy zachowywali się jak gwiazdy, chodzili w ciuchach od projektantów. Ale jako millenials nie mogę narzekać. Dzięki tym agencjom ścisnąłem dupę, dostałem kredy hipoteczny i za cztery lata kończę spłacać mieszkanie. Jest to wielki cud, nie wiem, jak to się udało.
Bycie millenialsem coś dla ciebie znaczy?
Mam wyjebane w określenia, bo całe życie ludzie określali mnie w różny sposób. Od pedała, Harry’ego Pottera, a jak nie nosiłem okularów, to mylono mnie z dziewczyną. Nie przeszkadza mi łatka millenialsa, cieszę się, że nim jestem. Zaraz będę miał 40 lat, mam większą świadomość życia i lepszy kontakt z samym sobą. Czuję ulgę, że to przejebane zadanie małej stabilizacji, które dla młodych ludzi jest teraz nieosiągalne, mam już za sobą.
A tęsknisz czasem do Nowej Huty?
Kiedy myślę o Krakowie, to myślę o Nowej Hucie. Jak już tam jestem, to w ogóle nie chce mi się wjeżdżać do miasta. Lepiej czuję się na obrzeżach. To moje osiedle było peryferyjne, na jego końcu stał urząd skarbowy, a tuż za nim tabliczki z napisem „Kraków”. Wychowałem się nie tyle pod blokiem, co siedząc w krzakach. Do dziś moją ulubioną tamtejszą miejscówką jest Zalew Zesławicki, mało znane miejsce, które jest blisko mojej ośki. Zawsze jak miałem zjebany humor, to szedłem nad zalew i patrzyłem na łabędzie, mimo że nienawidzę zamkniętych zbiorników wodnych i boję się sumów, chyba nawet bardziej niż trupów, których, jestem pewny, jest tam sporo na dnie. Nie mówiąc o tym, że ponoć sumy często jedzą te trupy. Niczego tak się nie boję. No może tylko bardziej tego, że przyjdzie wojna. I trzeba będzie stąd spierdalać.
Bolesław Chromry – rysownik, malarz, ilustrator i poeta. Autor powieści graficznych, plakatów, okładek książek. Twórca setek rysunków, w których postacie z popkultury, polityki, religii oraz dziecięcych zabaw spotykają się, by opowiadać o potransformacyjnej Polsce. Kronikarz nieszczęścia i niewolnik czarnowidztwa. Uspokaja go dotyk psiej sierści i serial Plebania.