Co było wyzwaniem w czasie przygotowywania wystawy w Gwangju? Czy w jakiś sposób projekt został zmieniony pod względem obecności zagranicznego odbiorcy?
Pierwszą, oczywistą modyfikacją było wprowadzenie dodatkowego elementu – koreańskiej wersji hasła "Sztuka już nie jest dla mnie", czyli 나에게 더 이상 예술은 없다. Od pierwszego spotkania z kuratorem Pawłem Janickim było dla nas jasne, że musimy dostosować pracę do koreańskiego odbiorcy, zważywszy, że w oryginalnym dziele wszystkie hafty wykonane były w języku polskim. Śmiejemy się, że teraz muszę wykonać wersję w każdym języku, aż praca nabierze absurdalnych rozmiarów. Interesującym doświadczeniem (i trochę odczarowującym mrok, z jakim ta praca się dla mnie wiąże) okazało się haftowanie koreańskiego tekstu w parkach i kawiarniach Wrocławia, zamiast powtarzania tego gestu podczas cieciowania w MWW, jak to miało miejsce przy tworzeniu oryginału.
Drugą, tym razem już niespodziewaną zmianę przyniósł telefon od Pawła na miesiąc przed wystawą. Zadzwonił z informacją, że przy mojej pracy zamontowano ogromny ekran. Z przerażeniem otworzyłam maila zatytułowanego "ekran – niespodzianka" i, całe szczęście, moim oczom ukazał się zapierający dech w piersiach ogromny, okrągły ekran znajdujący się nad miejscem planowanej ekspozycji. Decyzja, czy ekran zostaje, należała do mnie, ale trudno było przepuścić tak niezwykłą okazję. I oto na potrzeby wystawy "Przyjemności katastematyczne" powstał dodatkowy film, w którym w kadrach na planie koła ukazuję hipnotyzujący proces haftowania. Odbiorca na zmianę podąża wzrokiem za nicią wciąganą w centrum przestrzeni ekspozycyjnej, a materiałem naprężającym się jak struna tuż nad jego głową.