CONRAD A HISTORIA POLSKI
Andrzej Busza
|
Lecz zawsze zastanawiał się nad sobą że nie może nauczyć się zapominać i wciąż pozostaje przywiązany do przeszłości: jakkolwiek daleko i szybko biegnie, łańcuch podąża wraz z nim.
Nietzsche, O wadach i zaletach historii dla życia
|
Dzieci narodów mniej szczęśliwych wcześnie stykają się ze zmorami historii. Zanim Conrad stał się nastolatkiem, został wprowadzony w tragiczną rzeczywistość i w symbole oraz rytuały polskiego patriotyzmu porozbiorowego. Proces ten został skonsumowany tutaj, w Krakowie, w przedwieczornych godzinach, w środę 26 maja 1869 roku, kiedy Konrad jako chłopiec szedł w kondukcie żałobnym za trumną ojca, za nim szedł z powagą kilkutysięczny tłum ludzi, raz pogrążony w ciszy, to śpiewający religijne pieśni. Bicie żałobnych dzwonów Starego Miasta towarzyszyło procesji. Następnego dnia Stefan Buszczyński, historyk, pisarz polityczny, krytyk literacki, a zarazem bliski przyjaciel i ideologiczny sprzymierzeniec Apolla Korzeniowskiego, opisał to wydarzenie w krakowskiej gazecie codziennej "Kraj":
W dniu wczorajszym o godzinie 6 wieczorem niezmierne tłumy zaległy ulicę Grodzką i Poselską, ażeby oddać cześć za wcześnie zgasłemu poecie i zasłużonemu synowi Polski [...] Od dawna Kraków nie pamięta tak wspaniałego pogrzebu, nie świetnością zewnętrznej pompy, ale współudziałem i łzami współrodaków. Porównać go tylko można pod tym względem z pogrzebem siedemnastu ofiar poległych w dniu 26 kwietnia 1848 r.1
Publiczne pogrzeby działaczy politycznych, a szczególnie dysydentów, zawsze są w ostatecznym efekcie demonstracjami. Buszczyński podkreśla zarówno polityczne, jak i historyczne znaczenie pogrzebu Korzeniowskiego. Z politycznego punktu widzenia było to potwierdzenie wolnościowych nadziei i uczuć, które nieomal zostały stłumione w następstwie katastrofy 1863 roku. W bardziej bezpośrednim wymiarze demonstracja ta rzucała wyzwanie konserwatywnemu krakowskiemu establishmentowi, który był w trakcie konsolidowania antyrewolucyjnej strategii stopniowego przystosowywania się, strategii mającej na celu maksymalne wykorzystanie możliwości, jakie niosła ze sobą. niedawno uzyskana autonomia Galicji. Jest jedno zdanie w relacji Buszczyńskiego, które jasno sygnalizuje istnienie ideologicznych pęknięć i napięć w społeczności krakowskiej. Czytamy: "Uderzał wszystkich tylko brak tak zwanego wyższego towarzystwa, które zaledwie paru miało tutaj swych przedstawicieli" (Taborski, 126). Tak też Apollo Korzeniowski (i to, czego był symbolem) miał krytyków i przeciwników nawet w czasie największego społecznego uznania dla Jego poświęcenia się sprawie narodowej. Nie dziwi nas (choć jest to być może fakt wiele mówiący), że nie znajdujemy takich zgrzytów w dwu Conradowskich opisach tego wydarzenia (w Poland Revisited i Ze wspomnień). Końcowy akcent relacji Buszczyńskiego przenosi nas od spraw aktualnej polityki do historii. Porównanie pogrzebu Apolla Korzeniowskiego do pogrzebu ofiar artyleryjskiego ostrzału Krakowa przez austriackiego generała Heinricha Castiglione przypisuje temu pierwszemu znaczenie i status historyczny. Co więcej, oba pogrzeby-demonstracje należały do złożonego symbolicznego porządku porozbiorowej kultury publicznych egzekwii i narodowej żałoby, czemu dały początek pogrzeby w krypcie katedry wawelskiej księcia Józefa Poniatowskiego i Tadeusza Kościuszki, odpowiednio w latach 1817 i 1818, a których kulminacją była kampania żałoby narodowej, znana jako "moralna rewolucja" i patriotyczne zgromadzenia poprzedzające wybuch powstania 1863 roku. W nocie "Od autora" w Ze wspomnień Conrad przywołuje swą matkę "ubraną w czerń narodowej żałoby, noszonej wbrew okrutnym zakazom policji". Natomiast motyw pogrzebanej Ojczyzny pojawia się obsesyjnie w poezji jego ojca. W gorzkosłodkiej kołysance "synowi urodzonemu w 85 roku niewoli moskiewskiej piosenka w dzień chrztu św." Apollo pisze:
Luli, synu mój, dziecino!
Dziecię-synu, powiedz sobie:
żeś bez ziemi, bez miłości,
bez ojczyzny, bez ludzkości,
póki P o l s k a - M a t k a w grobie.2
Podobnie, kilka lat wcześniej pisał w wierszu wyrażając osamotnienie i rozpacz po klęsce rewolucji 1948 roku:
Już tyle dni i lat tyle
na matczynej tej mogile,
śród harmonii świata gromów
jęczym nuty sierocemi;
w ziemi własnej - a bez ziemi,
w domach własnych - a bez domów!
Ojców naszych ta dziedzina
tylko cmentarz i ruina!3
Stopień, w jakim kultura i kult żałoby narodowej przenikały wszystkie poziomy życia społecznego można zobrazować, na przykład, ówczesnymi dewocjonaliami i ozdobami, jak również osobistymi ozdobami czy biżuterią. Do nich należały medaliony upamiętniające patriotyczne demonstracje, krzyże ozdobione koroną cierniową, spinki do krawatów i mankietów z polskim orłem ukoronowanym cierniami, czarne naszyjniki z ozdobnymi kłódkami i okładki modlitewników zdobione złamanym krzyżem otoczonym cierniami i liśćmi palmy męczeństwa. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych i w latach siedemdziesiątych orientacja konserwatywna, antyseparatystyczna, wzięła górę. W Krakowie jego intelektualną czołówkę stanowiła tak zwana Krakowska Szkoła Historyczna prowadzona przez takich historyków, jak Józef Szujski. Michał Bobrzyński i Walerian Kalinka. Historyk literatury Wit Tarnawski także wywierał silny wpływ. Twierdzili oni, że upadek Polski spowodowany został jej wadami, brakiem silnej władzy i tegoż braku następstwem - anarchią - co uczyniło kraj łatwym łupem dla imperialnych ambicji jej sąsiadów. Nadszedł czas, aby zaprzestać lamentów nad katastrofami niedawnej przeszłości. Zamiast tego historię Polski - bliższą i dalszą - należałoby poddać krytycznej analizie i wyciągnąć z tego naukę. Co więcej, nie powinno się pozwolić, aby obecne porażki przesłaniały całkowicie sukcesy i chwałę przeszłości. Tym samym kult narodowej żałoby i patriotycznego męczeństwa stawał się przedmiotem uczuć antykwarycznych, a Kraków stał się żywym muzeum polskiej kultury. Patriotyczne demonstracje ustąpiły miejsca uroczystym obchodom rocznic historycznych. W dwa miesiące po pogrzebie Apolla Korzeniowskiego akademicki i polityczny establishment krakowski dokonał ekshumacji i ponownego pochówku króla Kazimierza Wielkiego w krypcie Katedry na wawelskim wzgórzu. A w lutym 1873 roku, na półtora roku zanim Conrad porzucił Kraków dla morza, miasto obchodziło czterechsetną rocznicę urodzin najwybitniejszego studenta Uniwersytetu Jagiellońskiego - Mikołaja Kopernika.
Kulturalny i polityczny klimat panujący w mieście doznał jeszcze jednej dramatycznej zmiany przed przełomem wieków. Kiedy do głosu doszło pokolenie rówieśników Conrada, zareagowali oni przeciw pesymizmowi i politycznemu pragmatyzmowi swych ojców. Tak w polityce, jak i w sztuce tak zwana Młoda Polska była bardziej radykalna i romantyczna. Czując, że się duszą w domu (to szczególnie dotyczyło młodych Polaków spod zaboru rosyjskiego), szukali większej swobody intelektualnej i inspiracji za granicą. Podróżowali do Wiednia, Florencji, Monachium, Berlina i, oczywiście, do Paryża. Większość z nich po pobycie za granicą powracała do domu, gdzie pracowali gorliwie, by wprowadzić polską sztukę i kulturę w orbitę nowego wspaniałego świata zachodnioeuropejskiego modernizmu. Konsekwencją tego była zarówno większa intelektualna i artystyczna witalność, jak i większa ideologiczna polaryzacja. Trzeba dodać, że ze względu na specyfikę polskiej sytuacji politycznej, modernizm polski nabył szczególnego rysu, który wymagał większej odporności na ideały "sztuki dla sztuki" i ich następstwa: nacisk na społeczną odpowiedzialność sztuki i artysty. Myśliciele i artyści Młodej Polski przeżywali męki z powodu dychotomii między sztuką a życiem i poszukiwali dróg jej przezwyciężenia.
Czy hasło to ("sztuka dla sztuki") jest antyspołeczne? W zapytaniu tym tkwi drugie, ważniejsze i obszerniejsze: czy sztuka jest antyspołeczną?
Otóż sztuka, rozpatrywana obiektywnie. Jako fakt, jako zjawisko, jest bezwarunkowo czynnikiem społecznym, gdyż powstaje wśród społeczeństwa i oddziaływa na społeczeństwo. [...]
Otóż, jeżeli artysta podda się bezwzględnie natchnieniu, to znaczy: będzie odtwarzał szczerze i uczciwie wrażenia, jakie na niego wywiera świat i życie, nie może zrodzić rzeczy niemoralnej, bo świat i życie nie są moralne ani niemoralne same w sobie, lecz stają się takimi dopiero wtedy, kiedy zaczniemy patrzeć na nie z pewnego specjalnego stanowiska i mierzyć specjalną miarą naszej etyki.4
Logika wywodu prezentowana przez Ignacego Matuszewskiego przypomina conradowską próbę mediacji między sztuką a zaangażowaniem niemal w tym samym czasie napisanej przedmowie do Murzyna z załogi "Narcyza":
[...] moim zadaniem, które usiłuję wykonać, jest sprawić za pomocą pisanego słowa, byście usłyszeli, byście poczuli - a nade wszystko, byście zobaczyli! [...] Jeżeli mi się powiedzie, znajdziecie w miarę waszych zasług zachętę, pociechę, lęk, urok - wszystko, czego żądacie - i może także ów przebłysk prawdy, o który zapomnieliście poprosić. [...] W owym niełatwym odosobnieniu ("w samotnych regionach napięć i zmagań") nawet wzniosłe wołanie o Sztukę dla Sztuki traci podniecające brzmienie pozornej niemoralności".5
W polskiej historiografii okresu Młodej Polski ruch wahadła był nawet bardziej zdecydowany. Historycy ze szkoły krakowskiej, którzy podpisywali się pod historyzmem Ranka byli stopniowo wypierani przez młodsze pokolenie, które chciało pisać historię na modłę metaforyczną (by użyć sugestywnego terminu Haydena White'a). Po raz kolejny, tak jak w romantyzmie, poezja zapuszczała się do królestwa historycznego dyskursu jeśli chodzi o styl i tematykę. Lwowscy historycy: Szymon Askenazy i Stanisław Zakrzewski napisali monumentalną historię, poświęcając monografie wielkim jednostkom, bohaterom w carlylowskim sensie tego słowa: księciu Józefowi Poniatowskiemu, Napoleonowi, królowi Bolesławowi Chrobremu, których przykład miał zainspirować i zachęcić naród do czynu, a w efekcie do niepodległości. Dla najbardziej utalentowanego artysty pokolenia Młodej Polski, jakim był urodzony w Krakowie Stanisław Wyspiański (1869-1907), historia Polski stanowiła bardziej złożony i enigmatyczny spektakl. Jednym z najbardziej dziwacznych obrazów w polskiej ikonografii historycznej jest jego projekt witraża mającego zdobić katedrę na Wawelu. Ukazuje on króla Kazimierza Wielkiego (1333-1370), ostatniego i. jak można sądzić, największego władcę z dynastii Piastów, w postaci szkieletu z berłem, koroną, z rozpadającymi się strzępami królewskich szat - dokładnie tak, jak jego trup jawił się tym, którzy go ekshumowali w 1869 roku6 - królewskiego jednak pełen majestatu i nadludzkiej władzy, jednocześnie gotycki to obraz i nietzscheański. Nie sposób zgłębić wymowy tej złowieszczej postaci. Czy to przypomnienie minionej chwały polskiej historii? Czy jest to duch i moc tej przeszłości powstający, by wstrząsnąć teraźniejszością? Czy owo wcielenie polskiej historii, to inkubus, czy róg?
Właśnie takie tragiczne duchy i widziadła z ich rozbieżnymi i dziwacznymi roszczeniami spowodowały, że spora liczba młodych Polaków z pokolenia Conrada ruszyła na poszukiwanie świeżego powietrza i możliwości spełniania siebie poza żałobną, duszną kostnicą pokonanego i upokorzonego narodu. Być może z powodu przeszłości tak bardzo ciążącej Conradowi, jego ucieczka była w swej naturze szczególnie radykalna: uciekł nie tyle do innego kraju, ile do innego świata i innego życia. Angażując się (przyznać wypada jeszcze w dość ograniczonym stopniu ze względu na swój młody wiek) w życie społeczeństwa nazbyt zdeterminowanego wielorakimi powiązaniami, stał się cząstką (a później piewcą) jednej z najprostszych i najbardziej elementarnych struktur społecznych: załogi statku handlowego. Z zagrożonej społeczności, przeczulonej na tle swej narodowej tożsamości, wkroczył w świat całkowicie kosmopolityczny. A pozostawiając miasto pogrążone w historii, wybrał życie w ahistorycznej rzeczywistości (w swej istocie), żyjąc z dnia na dzień w pewnego rodzaju bezczasowej teraźniejszości, dzielonej tylko początkiem i końcem poszczególnych podróży. "Zaoczenie lądu i oderwanie się od brzegu nadają rytm życiu marynarza i dziejom statku" - takimi słowami rozpoczyna się Zwierciadło morza7. W nieco wcześniejszym Murzynie z załogi "Narcyza" (43) Conrad opisuje z nostalgią i poetyckim smakiem całkowite oderwanie życia na morzu od wszelkich uwikłań lądowych:
Rejs się rozpoczął i statek - cząsteczka oderwana od ziemi - płynął samotnie i bystro niby maleńka planeta. Wokoło otchłanie morza i nieba stykały się niedosiężną granicą. Posuwało się razem z nim ogromne, koliste pustkowie, wiecznie zmienne i wciąż to samo, zawsze monotonne i zawsze imponujące.
Ta morska idylla była co jakiś czas przerywana wypadami do egzotycznego i, początkowo, bez wątpienia, wysoce romantycznego Orientu:
To był Wschód dawnych żeglarzy, taki stary, taki tajemniczy, wspaniały i chmurny, żywy i niezmieniony, pełen niebezpieczeństw i obietnic8 [kraj] bez wspomnień, żalów i nadziei; [kraj], gdzie nic nie mogło przetrwać nadejścia nocy i gdzie każdy wschód słońca - niby oddzielny, olśniewający akt stworzenia - był oderwany od wczoraj, i od jutra.9
Skok w "niewinne przygody"10, choć niewątpliwie atrakcyjny i powabny, pociągał za sobą mniej niewinny fakt konieczności zerwania z przeszłością. Niepokój towarzyszący temu aspektowi decyzji jest motywem powracającym uporczywie w Ze wspomnień (60). Pamiętny epizod opisujący wujecznego dziadka Mikołaja zjadającego litewskiego psa podczas odwrotu Wielkiej Armii spod Moskwy prowadzi do osobistej refleksji:
[...] dlaczegóż ja - syn kraju, który ludzie tacy jak mój dziad i jego koledzy orali pługami i zraszali swą krwią - puściłem się na szerokie morza w pogoni za fantastycznymi potrawami z solonego mięsa i twardych sucharów? Przy najżyczliwszym rozpatrywaniu tej kwestii wydaje mi się ona nierozwiązalna. Niestety! Jestem przekonany, że istnieją ludzie o nieskazitelnej prawości, którzy gotowi są wyszeptać z pogardą słowo "dezercja". Tak oto smak niewinnych przygód może się stać gorzki dla podniebienia.
Następnie, pod koniec wspomnień, temat powraca w jeszcze bardziej bezpośredniej formie:
Nie chcę przez to powiedzieć, aby cały kraj przewrócił się do góry nogami, ponieważ postanowiłem zostać marynarzem. Ale chłopcu niespełna lat szesnastu, i to wybitnie wrażliwemu, wstrząs jego małego świata wydał się naprawdę bardzo wielkim wydarzeniem. Tak wielkim, że w niepojęty sposób echa jego sięgają aż do dnia dzisiejszego. W chwilach samotnych rozmyślań chwytam się nieraz na odpieraniu argumentów i zarzutów wypowiedzianych przed trzydziestu pięciu laty przez głosy umilkłe na zawsze [...] Nie było precedensu [kontynuuje Conrad]. Zdaje mi się doprawdy, że nigdy się nie przytrafiło, aby chłopiec mojej narodowości i moich tradycji zerwał tak stanowczo ze swym otoczeniem i stosunkami (Ze wspomnień, 144).
Odcięcie się Conrada od spraw polskich podczas jego "morskich lat" w żadnym razie nie było całkowite. Dziewięć lat po swoim "skoku" Conrad pisał do Stefana Buszczyńskiego (tego samego, który w 1869 wychwalał jego ojca):
Choć długo oddalony od kraju i może - nawet - na pozór niepamiętny na tych, których łaski doświadczyłem, nigdy jednak w istocie nie zapomniałem ani o kraju, ani o rodzinie, ani o tych, którzy dla mnie łaskawi byli - między tymi Szanowny Pan Opiekun mój w chwili osierocenia pierwsze miejsce zajmować musi [...] w tym zawsze pamiętny jestem zalecenia Pańskiego na wyjezdnym w Krakowie: "Pamiętaj - rzekł Pan - gdziekolwiek będziesz płynął, zawsze płyniesz do Polski!11
I chociaż później Conrad przechwalał się, że przez dwadzieścia lat "poza linią morskiego widnokręgu świat dla mnie nie istniał" (Zwierciadło morza, 6), w rzeczywistości to, co pisał w liście do Buszczyńskiego, było bliższe prawdy. Nawet skromne materiały dokumentalne z tych lat sugerują, że śledził on rozwój wypadków, szczególnie tych, które w jakiś sposób dotyczyły Polski: takich jak wojna rosyjsko-turecka 1877 roku, Pakt San Stefano, napięcie między Anglią a Rosją w sprawie Afganistanu, debatę na temat panslawizmu i tak dalej. Co więcej, z czasem wąski, osobisty punkt widzenia na sprawy polskie uległ rozszerzeniu na politykę ogólnoświatową, szczególnie gdy zaczął postrzegać Anglię jako swój nowy zaadoptowany dom. Proces ten wyraźnie choć nieudolnie, bo Conrad zmaga się tu ze swą angielszczyzną, utrwalony został w liście do swego rodaka Spiridiona Kliszczewskiego z 13 X 1885:
Przeszliśmy już bramę ze słowami: "lasciate ogni speranza", wypisanymi ogniem i krwią, i nic nas już nie czeka prócz ciemności zapomnienia.
W obliczu takiego nieszczęścia narodowego nie może być miejsca na osobiste szczęście w formie ogólnego zadowolenia i spokoju serca. A jednak zgadzam się z Panem, że w jakimś wolnym i gościnnym kraju nawet ci najbardziej prześladowani z naszej rasy mogą znaleźć względny spokój i pewną dozę szczęścia, choćby materialnego; dlatego też zrozumiałem i chętnie przyjąłem Pana wzmiankę o "Domu". Kiedy mówię, piszę lub myślę po angielsku, to słowo "Dom" zawsze oznacza dla mnie gościnne brzegi Wielkiej Brytanii (Listy, 21).
Ten passus ilustruje także, jak po blisko dziesięciu lalach od próby ucieczki pętla polskiej historii nadal go trzyma i uwiera.
Jednakże pochodzenie z pokonanego i uciśnionego narodu miało też inny ważny wpływ na Conrada; pozwoliło mu, jak pisze Najder, "widzieć problemy, które umykały uwadze wielu pisarzy mocniej uwikłanych w dominujące warunki społeczne"12, a także czuć empatię dla pozbawionych praw i zniewolonych. Ten oczywisty fakt, niestety, trzeba z mocą podkreślać w czasach hegemonii zaślepionej postkolonialnej ortodoksji. (Pace Achebe13, pokażcie mi mocniejsze współczesne oskarżenie kolonializmu niż Jądro ciemności). Nawet jeśli nie istnieje asocjacyjny związek między aluzją do Dantego w liście do Kliszczewskiego oraz odniesieniem do Piekła na początku Jądra ciemności; jeśli nawet "wyrok skazujący na 'śmierć z zawieszeniem' " księcia Romana z carską adnotacją: "Władzom surowo nakazuje się dopilnować, aby skazaniec ten, jak pospolity zbrodniarz, szedł całą drogę pieszo i w kajdanach" (Opowieści zasłyszane, 71)14 nie ma jakiegokolwiek związku z sześcioma Murzynami idącymi jeden za drugim, skutymi łańcuchami, których - jak ironicznie stwierdza Marlow - "nazywano [...] zbrodniarzami"15. Jest nie do pomyślenia, aby osobiste i narodowe doświadczenie "cienia wielkiego rosyjskiego imperium" i jego "nieludzkich" metod nie zabarwiło jego poglądów na "imperialistów całego świata" (Ze wspomnień, 89). Niewątpliwie jedną z funkcji ram kompozycyjnych w Jądrze ciemności jest poszerzenie odniesień kongijskiej opowieści Marlowa zarówno w wymiarze geograficznym, jak i historycznym. Podczas gdy na "powierzchni" polskie asocjacje pojawiają się w tekście tylko na jego obrzeżach (na przykład w postaci rosyjskiego Harlekina), polskie doświadczenie narodowe znacząco wpływa na podtekst ideologiczny powieści; taki jest dominujący wzorzec twórczości Conrada. Na jak wiele różnorodnych i złożonych sposobów dzieło Conrada spotyka się z polską historią, można dostrzec najlepiej w Lordzie Jimie. Była to pierwsza powieść Conrada, na którą zwrócono baczniejszą uwagę w Polsce. W 1905 roku młodopolska Chimera opublikowała wyjątkowo wnikliwą recenzję Marii Komornickiej16. Komornicka odczytuje i przedstawia Conrada przez neoromantyczny filtr; zauważając jego podobieństwa ze współczesną prozą (bez wątpienia sprzyjał temu język polskich tłumaczeń Anieli Zagórskiej), podkreśla conradowski rozmach, formalne wyrafinowanie i wielkie zdolności analityczne. Kilka lat wcześniej - nadal w trakcie powstawania - Lord Jim być może miał intertekstualne spotkanie z polskim myśleniem pozytywistycznym w następstwie debaty między Lutosławskim a Orzeszkową - w rezultacie której tekst powieści przeszedł znaczące i owocne przepracowanie wątków17. Pewne jest to, że dwa dominujące nurty w dziewiętnastowiecznej ideologii polskiej znajdują swe odpowiedniki w podstawowej aksjologicznej dwubiegunowości tej powieści - najbardziej oczywistym tego przykładem jest opozycja Marlow - Jim. Co więcej, podstawową płaszczyzną konfliktu i dramatu są kluczowe moralne wartości polskiej etyki porozbiorowej: lojalność, wierność, obowiązek, honor, odwaga, solidarność i poświęcenie wielkiej sprawie. Można by także argumentować, że zakończenie powieści zawdzięcza wiele historii Stefana Bobrowskiego - wuja Conrada. Odegrał on kluczową rolę w powstaniu 1863 roku jako przywódca "Czerwonych". Bobrowski został wyzwany na pojedynek przez księcia Adama Grabowskiego, agenta "Białych", człowieka o podejrzanej reputacji. Początkowo Bobrowski odrzucił wyzwanie, jednakże wyrok sądu honorowego zmusił go do zmiany decyzji. Chociaż Bobrowski wiedział, ze nie wyjdzie z pojedynku żywy, jego poczucie honoru powstrzymało go przed zignorowaniem wyroku sądu honorowego. Szansę były wyjątkowo nierówne: Bobrowski był krótkowidzem, zaś Grabowski znanym strzelcem. Pojedynek odbył się 12 kwietnia w okolicy Rawicza. Stefan Bobrowski dostał kulę prosto w serce. Większość z historyków powstania 1863 zgadza się, ze było to właściwie zabójstwo; lecz starszy brat Stefana, Tadeusz Bobrowski, miał .swą własną teorię. Pisze on w Pamiętnikach:
Mam przekonanie, że zwątpiwszy o poślubionej przez siebie sprawie - a zanadto był bystry jego umysł i zanadto realnie rzeczy biorący, aby mógł długo w iluzji pozostawać - sam już żyć nie pragnął, a wolał zginąć z cudzej niż z własnej ręki [...].18
Śmierć Jima jest równie niejednoznaczna. Zachowanie jego łączy w sobie w sposób niepokojący ideę honoru i najwyższej odwagi z pojęciem samozniszczenia.
W latach trzydziestych i czterdziestych Lord Jim był postrzegany w Polsce jako wzorcowa powieść Conrada. Rozwinęło się także swego rodzaju kanoniczne jej odczytywanie (nie bez heretyckich odstępców)19 według którego Jim został zamierzony jako w swej istocie autobiograficzne mise en abyme20, które ujawnia w sposób symboliczny sytuację Conrada, szczególnie jego polskie pochodzenie i przeszłość. Nie trzeba udowadniać, że takie odczytanie było w równiej mierze projekcją polskich niepokojów i obsesji, co czytelniczą reakcją na tekst. Ciąg argumentacyjny rozwijano w sposób następujący: zarówno Jim, jak i Conrad są winni dezercji. Jim skoczył z "Patny", kiedy statek był w niebezpieczeństwie; Conrad opuścił Polskę, gdy kraj walczył o narodowe przetrwanie. Tak czyniąc, zdradził sprawę, dla której oboje jego rodzice i inni krewni poświęcili życie. Drugą "zdradą" Conrada była decyzja, aby pisać po angielsku. Dwa niepowodzenia Jima: pierwsze w szkole morskiej i drugie na "Patnie" mogą, lecz nie muszą być zamierzonymi paralelami conradowskiej podwójnej "dezercji". W końcu zarówno Jim jak i Conrad odkupują winy, udowadniając swą wartość w obcym środowisku. Jim zostaje niekoronowanym królem Patusanu; Conrad najpierw doskonałym żeglarzem, a następnie wybitnym angielskim powieściopisarzem.
To zastanawiające, a być może znamienne, że owa interpretacja została najpełniej rozwinięta przez nie-Polaka - szwajcarskiego uczonego Gustawa Morfa - i że nieliczni polscy krytycy zaakceptowali to odczytanie Jima ze wszystkimi ekstrawaganckimi szczegółami. Na przykład, Morf sugeruje, ze "Patnę" ratuje francuska kanonierka, ponieważ "od dojścia Napoleona do władzy Polacy oczekiwali nadejścia pomocy z Francji"21. Niemniej jednak nie można całkowicie odrzucić pewnych analogii pomiędzy historią Jima a sytuacją Conrada - analogii, które są wzmocnione przez dyskursywne ślady debaty na temat "Emigracji zdolności" w myśleniu Marlowa o "powrocie do domu".
A przy tym, powtarzam, [ciągnął Marlow], wracałem do kraju, do tego kraju tak odległego, że wszystkie jego domowe ogniska zlały się w jedno ognisko, u którego najskromniejszy z nas ma prawo zasiąść. Tysiące z nas wędrują po obliczu ziemi, sławni lub nieznani, zarabiając za oceanem na rozgłos, na bogactwo lub tylko na suchy chleb; ale zdaje mi się, że dla każdego z nas powrót do kraju musi być jakby zdaniem rachunku.22
Filozof Witold Lutosławski, który zainicjował tę debatę, współczuje wędrowcom po obliczu świata; chętnie przyznaje, że wątpliwości przemawiają na ich korzyść. Chce się powstrzymać od ostatecznych ocen:
Więc nie oskarżajmy tych, co szukają ujścia dla sił swych, nie oglądając się na granice swego kraju. Jeśli są silni i wielcy, to trwali będą i wierni swej miłości, nie zdradzą i nie zapomną o matce, która ich wykarmiła, tylko zdobędą dla niej obfite plony, zebrane na odległych polach pracy i sławy.23
Orzeszkowa przeciwnie, spoglądając na utalentowanych wędrowców jak na samolubnych ligaczy napiętnuje ich bezlitosną pogardą:
Znakomita jednak liczba argonautów rozjechała się po lądach i wodach z jedyną lub co najmniej przeważającą wszystkie inne myślą o "sadle jedzonym łyżką" i nie słyszeliśmy, aby wiele tego przysmaku szło stamtąd na smarowanie kół naszego wozu społecznego.24
Pisząc pod koniec wojny na uchodźstwie w Jerozolimie, a tym samym czując bliskość z Jimem, Wit Tarnawski stwierdza:
Conrad napisał później wiele książek, nawet doskonalszych artystycznie. Ale w żadną nie włożył tyle własnej duszy, co w Lorda Jima. W tej gorącej rozprawie o swój honor, o słuszność drogi życiowej, o zrozumienie jego tragicznej sytuacji - Conrad odsłonił się i wypowiedział zupełnie.25
W tym samym czasie w okupowanej przez nazistów Polsce Lord Jim osiągnął innego rodzaju apoteozę; stał się moralnym przewodnikiem heroicznych zachowań dla młodych wykształconych członków ruchu oporu.26 W ten sposób książka przekroczyła status tekstu literackiego i stała się faktem historycznym. Zdarzenie, które ma ważny precedens w polskiej historii.27 W pierwszym etapie swej literackiej kariery - to jest do czasu, gdy zaczął pracę, najpierw nad W oczach Zachodu, a następnie nad Ze wspomnień - historia Polski nie jest obecna jako wyraźny temat w twórczości Conrada. Przeglądając dokładnie te teksty, można znaleźć garść aluzji; niektóre z nich bezpośrednie (tak jak odniesienie do szarży polskich szwoleżerów pod Somosierrą w 1808 roku jak to ma miejsce w Przygodzie), inne ukryte i niejasne (wysadzenie "Emmy" w Ocaleniu przywodzi na myśl epizod z powstania 1831 widziany oczami Mickiewicza w jego słynnym wierszu Reduta Ordona.28 Warto być może zwrócić uwagę na to, że oba zdarzenia są przykładem na to, co Conrad w liście do Garnetta nazwał "chodzeniem w bój bez złudzeń". Z typowym dla siebie sarkazmem Conrad pisze dalej:
Wy, Brytyjczycy, idziecie po to by zwyciężać. My [Polacy] wyruszaliśmy przez ostatnie sto lat wciąż i wciąż by dostać po głowie.29
Lecz trauma polskiej historii porozbiorowej wzruszająco opisanej przez Najdera jako "dojmująca świadomość wielkiej straty, zniszczonego świata, rozbitego umiłowanego porządku rzeczy"30 oraz etos solidarności i wierności usque ad finem, który rozwinął się w odpowiedzi na tę trudną sytuację, są stale obecne podteksty w opowieściach rozgrywających się w światach odległych od Polski.
Jedyną opowieścią Conrada, której akcja umiejscowiona jest w Polsce, i której materia poetica jest jawnie zaczerpnięta z polskiej historii jest Książę Roman. Początkowo pomyślana jako jedno ze wspomnień, które miało być wplecione w subtelną skojarzeniową strukturę Ze wspomnień, opowieść nabrała własnej dynamiki i stała się samodzielną całością narracyjną. Tak jak w przypadku innych historycznych opowieści w Ze wspomnień, Conrad zaczerpnął jądro anegdoty z Pamiętników Bobrowskiego, a następnie kształtował i upiększał materiał, korzystając z polskiej literatury (szczególnie romantycznej poezji) i tradycji kulturowej. Rezultatem tego jest swoista mozaika polskich elementów mająca przekazać czytelnikowi esencję spraw polskich, a w szczególności tragiczne poczucie polskiej porozbiorowej historii. Książę Roman zaczyna się tak:
Wydarzenia sprzed lat siedemdziesięciu są może zbyt odległe, by je łatwo wprowadzać do zwykłej rozmowy. Oczywiście, rok 1831 jest dla nas datą historyczną, jednym z tych nieszczęsnych lat, kiedy w obliczu biernego oburzenia i krasomówczych wyrazów współczucia całego świata znów przyszło nam wzdychać "vae victis" i w smutku przeliczać straty. Nie znaczy to wcale, żebyśmy kiedykolwiek umieli rachować, czy to w okresach powodzeń, czy też nieszczęść. Nie potrafiliśmy się tego nauczyć ku wielkiej irytacji naszych wrogów, którzy obdarzyli nas mianem Niepoprawnych...
Mówiący był Polakiem; należał do narodu, który nie tyle żyje, ile utrzymuje się przy życiu, który w swym grobie, ogrodzonym milionem bagnetów i zapieczętowanym potrójną pieczęcią trzech potężnych mocarstw, nie przestaje myśleć, oddychać, mówić, mieć nadzieję i cierpieć.31
Dwa inne dramatyczne momenty polskiej historii dziewiętnastego wieku wysuwają się na plan pierwszy w Ze wspomnień: rosyjska kampania Napoleona i powstanie 1863 roku. Conrad przedstawia oba momenty za pomocą szczegółu i konkretu - w rzeczy samej, chce abyśmy je zobaczyli - opowiadając dwie przygody, których bohaterem jest jego wujeczny dziadek Mikołaj B. Najpierw dowiadujemy się jak, podczas odwrotu spod Moskwy, Mikołaj B. "oraz [...] dwa inne zgłodniałe żołnierskie straszydła" pożarli "nieszczęsnego litewskiego psa". Epizod ten stanowi odskocznię dla sardonicznej refleksji nad historią:
Wielki wódz zasługuje na naganę, ponieważ doprowadził prostodusznego polskiego szlachcica do zjedzenia psa, obudziwszy w nim złudne nadzieje niezależności narodowej. Przeznaczeniem tego łatwowiernego narodu było cierpieć głodowe męki przez sto lat z górą, żywiąc się fałszywymi nadziejami i - powiedzmy - psim mięsem. (Ze wspomnień, 70)
Pięćdziesiąt lat później, Mikołaj B. Chevalier de la Legion d'Honneur, odznaczony także polskim krzyżem za waleczność, Virtuti Militari, zesłany do Astrachania w czasie powstania 1831 roku, w wieku lat siedemdziesięciu musiał znieść poniżenie, gdy jego dom został splądrowany przez tłum wieśniaków zachęcony cichym przyzwoleniem oddziału kozaków:
W poszukiwaniu pieniędzy sielska zgraja potrzaskała wszystko w domu, popruła nożami, porozbijała siekierą, tak że - jak opowiadał służący - nie ostało się i dwóch kawałków drewna trzymających się razem" (Ze wspomnień, 86).
Conrad przedstawia historyczne wydarzenia za pomocą namacalnych szczegółów. Upadek powstania 1863 roku został przyspieszony przez niezdolność władz powstańczych, aby rozwinąć ruch masowy i uzyskać poparcie mas chłopskich. Carski rząd natomiast użył zachęt ekonomicznych jako głównego sposobu przeciwstawienia się postępowemu programowi przywódców powstania. Łącząc dramatyczną narrację z refleksją, Conrad oferuje w Ze wspomnień fragmentaryczny, impresjonistyczny obraz historii, heurystycznie ewokatywny, bogaty i pełen niuansów. Tym samym spełnia on dość dosłownie swój zamiar, aby "wprowadzić Polskie życie do angielskiej literatury. [...] By odsłonić bardzo szczególny stan społeczeństwa, wydobyć osoby z ich specjalnymi tradycjami i dotknąć w osobisty sposób [historycznych] zdarzeń." (Letters 4: 138).
, ani niepokojami nouveau arrive, które sprowokowały wybuch w wigilię 1896 roku w domu Kliszczewskich w Cardiff:
Zbliżyły się święta. Gdy zgromadzono się przy stole wigilijnym rozmowa obecnych przeszła na sprawy ojczyste. Gospodarz - po angielsku, bo polszczyzną potocznie nie władał - zwrócił się do gościa z życzeniem. Niechby Conrad obrócił swój talent pisarski na rozsławienie imienia Polski i w powieściach wysławił nieszczęsny los ojczyzny. Prośba wzburzyła Conrada. Wyrzuciwszy ręce do góry, wybuchnął, zrazu w słowach francuskich:
- "A, mon ami, que voulez vous? I would lose my public..." Nie mógłby żyć z beletrystyki, gdyby chciał z niej zrobić narzędzie propagandy. Niemożliwe, żeby pisał o Polsce.32
Poza tym miał teraz dwóch synów: starszy, Borys, zbliżał się do wieku, w którym mógłby zacząć okazywać zainteresowanie i doceniać bogactwo przeszłości zarówno etnicznej, jak i osobistej swego ojca.33 W rzeczy samej, kilka lat później, podczas wizyty w Krakowie w 1914 roku Conrad miał się zwierzać swemu polskiemu przyjacielowi Józefowi Retingerowi: "Drogi Józefie, jest to dla mnie wielkie szczęście, że w końcu przybyłem tutaj z moją żoną i synami i pokazałem im, że il y a quelque chose derriere moi".
Nadto, jak przekonująco dowodzi Najder, istniał zewnętrzny bodziec, który skłonił Conrada by ujawnić swą polską przeszłość i ukazać ją publicznie jako suplement do istniejącego już portretu literackiej persony. W sierpniu 1908 roku wpływowy krytyk Robert Lynd, w recenzji Sześciu opowieści zaatakował Conrada za to, że nie pisze on w ojczystym języku, a tym samym, że jego twórczość nie jest silnie zakorzeniona w konkretnej kulturowej tradycji:
Conrad, jak wszyscy wiemy, jest Polakiem, który pisze po angielsku z wyboru, jak się zdaje, raczej niż z natury [...] Niektórym z nas wydaje się to godne pożałowania, także z punktu widzenia literatury angielskiej. Pisarz, który przestaje postrzegać świat barwiony jego własnym językiem - bowiem język dodaje barw myślom i rzeczom w sposób, jaki tylko nieliczni rozumieją - prawdopodobnie straci owo skupienie i intensywność wizji, bez której wielkiej literatury nie można tworzyć... Conrad bez ojczyzny i języka, być może odnalazł swój nowy patriotyzm na morzu. Jego wizja człowieka, jednakże, jest wizją kosmopolity, człowieka bezdomnego.34
Podobnie jak wcześniej Conrad zdawał się wpleść w tkankę Lorda Jima swą ripostę na zarzut o "dezercję" postawiony przez Orzeszkową, tak teraz Ze wspomnień stała się rozważną odpowiedzią na atak Lynda. W swej książeczce osobistych wspomnień nie tylko ukazał historię swego życia ideologicznie uporządkowaną, tłumaczącą wybór Anglii jako swego domu, i angielskiego jako języka wypowiedzi artystycznej, ale także potwierdził i wykazał, że nie tylko nie wyłonił się z kulturowej i historycznej pustki, lecz że pochodzi z kraju
z [...] tradycją wolności [...] rycerskim poglądem na moralne wędzidła i przesadnym szacunkiem dla praw jednostki; pominąwszy już ten ważny fakt, że polska umysłowość, zachodnia z natury, kształtowała się na wzorach włoskich oraz francuskich, sympatyzując zawsze, jak świadczy historia, nawet w sprawach religijnych, z najbardziej liberalnymi prądami myśli europejskiej (Ze wspomnień, 9).35
W końcu też istniały czynniki zewnętrzne. Wielkie trzęsienia zaczęły dotykać międzynarodową scenę polityczną. Dekada poprzedzająca wybuch Pierwszej Wojny Światowej była świadkiem poniżającego i kosztownego rozbicia rosyjskich armii przez Japończyków; towarzyszył temu wzrost niepokojów społecznych w całym carskim imperium. W następstwie "Krwawej Niedzieli" w Petersburgu 22 stycznia 1905 roku, przez imperium, także przez Polskę, przetoczyła się fala strajków i rozruchów. W eseju Autokracja i wojna (1905) Conrad przewidział nieuchronny upadek autokratycznej Rosji i rozpad imperium jednocześnie ostrzegał przed nowym zagrożeniem pojawiającym się na politycznym horyzoncie Europy:
Rosja, czy osłabiona i zepchnięta na drugie miejsce, czy całkowicie usunięta w cień w okresie mąk odradzania się - będzie równie dobrze odpowiadać politycznym planom Niemiec - których jest wiele, rozmaitych i czasem niewiarygodnych, choć wszystkie mają ten sam cel: powiększenie terytorium i wpływów na wschodzie albo na zachodzie [...] Niemiecki orzeł z pruską głową rozgląda się po horyzoncie nie tyle w poszukiwaniu okazji, aby się zapisać jakimś dobrym czynem w kronikach ziemskich, ile po prostu w poszukiwaniu łupu.36
Spodziewana wojna światowa wybuchła; a wówczas w następstwie upadku państw centralnych wyłoniło się niepodległe państwo polskie. Państwa Sprzymierzone, jednakże, w najlepszym razie obojętne, w przypadku rządu brytyjskiego zdecydowanie niesprzyjające polskim aspiracjom terytorialnym, odwlekały oficjalne uznanie nowego państwa polskiego przez ponad trzy miesiące. David Lloyd George określił Polskę jako "historyczną nieudacznicę", która "uzyskała swą wolność nie swym własnym wysiłkiem, lecz krwią innych", i która "upiła się winem wolności dostarczonym jej przez Sprzymierzonych", i która "wyobrażała sobie, że jest kochanką, jakiej Europa środkowa nie może się oprzeć".37 Powiadomiony o takich antypolskich wystąpieniach, w grudniu 1918 roku Conrad napisał esej Zbrodnia rozbiorów, w którym historycznie uzasadniał odrodzenie niepodległego państwa polskiego i energicznie bronił Polski od zarzutów o ekspansję terytorialną. Ten najdłuższy z nieliterackich tekstów Conrada poświęcony sprawom polskim zawiera także najdłuższą opowieść o polskiej historii. Conradowska opowieść o rozbiorach, od której rozpoczyna się tekst, ujawnia jego znajomość faktów historycznych, jednak bardziej uderzający jest sposób, w jaki ten materiał jest przedstawiony. W conradowskiej wersji kronika strategii dyplomatycznych i posunięć politycznych zostaje przetworzona w moralną bajkę z groteskowymi złoczyńcami, niewinną ofiarą i tchórzliwą zbrodnią. Przypomina to historiozoficzne narracje polskiego mesjanizmu, a szczególnie Księgi narodu i pielgrzymstwa polskiego Mickiewicza.38 Mickiewicz nadaje swej opowieści ton tragiczny:
I rzekła na koniec Polska: Ktokolwiek przyjdzie do mnie, będzie wolny i równy, gdyż ja jestem WOLNOŚĆ.
Ale królowie posłyszawszy o tym, zatrwożyli się w sercach swych i rzekli: Wypędziliśmy z ziemi Wolność, a oto powraca w osobie Narodu sprawiedliwego, który nie kłania się bałwanom naszym. Pójdźmy, zabijmy Naród ten. I uknowali między sobą zdradę.39
Conradowska opowieść przeniknięta ironią skłania się ku satyrze i parodii:
Wystarczyło po prostu uronić parę łez i rzucić kilka kwiatów retoryki na grób. Ale duch narodu nie chciał w nim spokojnie spoczywać. Nawiedzał obszary dawnej Rzeczypospolitej niby upiór nawiedzający domostwo przodków, w którym rozgościli się obcy; upiór zniesławiony, wyśmiewany, lekceważony - zawsze jednak budzący rodzaj obawy, jakiś dziwny niepokój w sercach bezprawnych posiadaczy [...] Upiór, któremu nie dość było zatruwać życie złodziejom domu przodków, straszył w gabinetach ministrów bezwstydnym powiewaniem skrwawionymi szatami, zakłócał powagę sal, gdzie przy zamkniętych oknach obradowały kongresy i konferencje (Szkice polityczne, 44).
Conrad czuł się nieswojo, pisząc wbrew oficjalnemu stanowisku brytyjskiemu; jednakże w tym samym czasie, jak pisze Najder (komentując list Conrada do sir Hugha Clifforda z 25 stycznia 1919 roku, w którym Conrad wyraził otwarcie i stanowczo swe rozczarowanie stanowiskiem mocarstw zachodnich):
Polska była nie tylko w centrum uwagi Conrada i główną przyczyną jego rozdrażnienia ale także czynnikiem kształtującym cały jego punkt widzenia.40
Conradowska wersja rozbiorów - jak z gotyckiej kreskówki - częściowo zdaje się odzwierciedlać tę ambiwalencję; co ważniejsze, stanowi jeszcze jedną ilustrację złożonych strategii retorycznych, jakich używał w swej twórczości, by stawić czoła duchom swej polskiej przeszłości.
Polska historia, od której w pewnym momencie Conrad chciał uciec, nawiedzała go, podzwaniając łańcuchami. Jak wszyscy wiemy, stanowi ona ważne tło i kontekst jego dzieł; dostarczyła mu materiałów źródłowych i wpłynęła na interpretację jego utworów.
Oczywiście, wszyscy pisarze żyją i tworzą swe dzieła w środowisku historii - w przypadku Conrada, jednakże, biało-czerwone zabarwienie historycznego środowiska (metaforycznie rzecz ujmując) uczyniło środowisko owo widoczne i odpowiedzialne za unikatowe efekty refrakcyjne.
PRACE CYTOWANE:
Bobrowski, Tadeusz, Pamiętniki mojego życia, ed. Stefan Kieniewicz, t. 2, PIW, Warszawa 1979.
Conrad, Joseph, The Collected Letters of Joseph Conrad, ed. Frederick R. Karl i Laurence Davis, tom l, 2, 3, 4, Cambridge University Press, Cambridge 1893, 1986, 1998, 1990.
____, Heart of Darkness and Other Tales, ed. Cedric Watts, Oxford University Press, Oxford, 1990.
____, Lord Jim, Dent, London 1946.
____, The Mirror of the Sea and A Personal Record, Dent, London 1946.
____, The Nigger of the "Narcissus", Dent, London 1950.
____, Notes on Life and Letters, Dent, London 1949.
____, Tales of Hearsay and Last Essays, London 1955.
____, Conrad: The Critical Heritage, ed. Norman Sherry, Routledge and Kegan Paul, London 1973.
Conrad w oczach krytyki światowej, zebrał i oprac. Zdzisław Najder, PIW, Warszawa 1974.
Davies, Norman, God's Playground: A History of Poland, t. 2, Clarendon Press, Oxford 1981.
Makowiecki, Andrzej, Z., Młoda Polska, Wydawnictwo Szkolne i Pedagogiczne, Warszawa 1987.
Mickiewicz, Adam, Poems, ed. George Rapall Noyes, Polish Institute of Arts and Sciences. New York 1944.
Morf, Gustav, The Polish Heritage of Joseph Conrad, Sampson Low, Marston, London [1930].
Najder, Zdzisław, Conrad in Perspective: Essays on Art and Fidelity, Cambridge University Press, Cambridge 1997.
____, Conrad Under Familial Eyes, tł. Halina Carroll-Najder, Cambridge University Press, Cambridge 1983.
____, Conrad's Polish Background: Letters to and from Polish Friends, tł. Halina Carroll, Cambridge University Press, Cambridge 1964.
____, Joseph Conrad: A Chronicle, tł. Halina Carroll-Najder, Rutgers University Press, New Brunswick, N.J., 1983.
Retinger, J.H., Conrad and his Contemporaries, Minerva Publishing Company, London 1941.
Taborski, Roman, Apollo Korzeniowski: ostatni dramatopisarz romantyczny, Zakład im. Ossolińskich, Wrocław 1957.
Tarnawski, Wit, wstęp, Lord Jim, tł. Aniela Zagórska, Szkolna Biblioteczka na Wschodzie, Jerusalem 1946.
PRZYPISY
1 Relację z pogrzebu przytacza Roman Taborski w swojej książce
Apollo Korzeniowski: ostatni dramatopisarz romantyczny.
2 Cytuję za: Zdzisław Najder,
Conrad wśród swoich, PIW, Warszawa 1996, s. 32.
3 Taborski, op. cit., s. 144.
4 Cytuję za Andrzejem Z. Makowieckim,
Młoda Polska, WSiP, Warszawa 1981, s. 206-207.
5Cytaty z
Murzyna z załogi "Narcyza" w przekładzie Bronisława Zielińskiego za: Joseph Conrad,
Murzyn z załogi "Narcyza", PIW, Warszawa 1972.
6 Istnieje uderzający obraz trumny ze zwłokami Króla Kazimierza namalowany przez Jana Matejkę (1838-93), który był świadkiem ekshumacji.
7 Cytaty ze
Zwierciadła morza zaczerpnięto z Joseph Conrad,
Zwierciadło morza, przełożyła Aniela Zagórska, PIW, Warszawa 1972.
8 Fragmenty "Młodości" w przekładzie Anieli Zagórskiej za: Joseph Conrad,
Dzieła wybrane VII, PIW, Warszawa 1987, s. 203.
9 Tekst "Karaina" przytaczam w przekładzie Anieli Zagórskiej za: Joseph Conrad,
Dzieła wybrane VII, PIW, Warszawa 1987, s. 15.
10 Fragmenty
Ze wspomnień przytaczam w brzmieniu nadanym przez. Anielę Zagórską za: Joseph Conrad.
Ze wspomnień, PIW, Warszawa 1973, s. 60.
11 Joseph Conrad,
Listy, wybór i opracowanie Zdzisław Najder, przekłady Halina Carroll-Najder, PIW, Warszawa 1968, s. 19-20.
12 Najder, Zdzisław,
Conrad's Polish Background: Letters to and from Polish Friends, tł. Halina Carroll, Cambridge University Press, Cambridge 1964, s. 31.
13 Myślę tu szczególnie o ideologicznie rozhisteryzowanym eseju Chinua Achebe "An Image of Africa; Racism in Conrad's Heart of Darkness" opublikowanym w The Massachusetts Review 18 (1977): 782-791, w którym określił on Conrada jako "cholernego rasistę". Jak to często bywa z pisarzami, Achebe jest lepszym powieściopisarzem niż krytykiem.
14 Cytuję przekład Haliny Carroll-Najder za: Joseph Conrad,
Opowieści zasłyszane. Siostry, PIW, Warszawa 1974.
15 Fragment w brzmieniu nadanym przez Anielę Zagórską przytaczam za: Joseph Conrad,
Dzieła wybrane VII, PIW, Warszawa 1987, s. 221.
16 Przedruk w:
Conrad w oczach krytyki światowej, s. 739-40.
17 Patrz: Andrzej Busza,
Conrad's Polish Literary Background and Some Illustrations of the Influence of Polish Literature on His Work, Antemurale 10, s 188-197.
18 Bobrowski. Tadeusz,
Pamiętniki mojego życia, PIW, Warszawa 1979, t. 2, s. 476.
19 Najostrzejszym krytykiem alegorycznych inklinacji i ograniczeń takich odczytań jest Zdzisław Najder. Jego
Conrad in Perspective: Essays on Arts and Fidelity, s. 11-17, zawiera wiele wyjaśniające omówienie wielu aspektów takiego podejścia.
20 Dyskusję nad tym terminem można znaleźć w pracy Lucien Dallenbach,
Le Recit speculaire: Essai sur la mise en abyme, Paris; Seuil, 1977.
21 Lecz nawet alegoryczny barok Morfa zrodził swoje rokoko, czytamy w pracy Leo Gurka,
Joseph Conrad: Giant in Exile (London: Frederick Muller, 1965) s. 163: "[Jim] został przymuszony do porzucenia statku przez łajdaka, niemieckiego kapitana (Niemcy były jednym z tradycyjnych wrogów Polski)".
22 Tekst
Lorda Jima w tłumaczeniu Anieli Zagórskiej przytaczam za: Joseph Conrad,
Dzieła wybrane II, PIW, Warszawa 1987, s. 173.
23 "Kraj", 1899 nr 12.
24 Conrad wśród swoich. Listy. Dokumenty. Wspomnienia, opracował Zdzisław Najder, PIW, Warszawa 1996, s. 266-267.
25 Tarnawski, Wit, wstęp,
Lord Jim, tł. Aniela Zagórska, Szkolna Biblioteczka na Wschodzie, Jerusalem 1946, s. ix-x.
26 Patrz: "The Conrad of my Generation" Jana Józefa Szczepańskiego w
Conrad Under Familial Eyes, s. 277-281. Dobre, obszerne omówienie wpływu Conrada na poetów II wojny światowej zawiera praca Stefana Zabierowskiego,
Dziedzictwo Conrada w literaturze polskiej XX wieku, s. 151-171.
27 Na gruncie angielskim (jeśli chodzi o II wojnę światową) analogicznym zjawiskiem może być filmowa wersja
Henryka V Oliviera.
28 Patrz Andrzej Busza,
Conrad's Polish Literary Background, s. 199-200, 204.
29 Frederick R. Karl i Laurence ed.,
The Collected Letters of Joseph Conrad, vol. l, 2, 3, 4, Cambridge University Press, Cambridge 1983, 1986, 1998, 1990, 3:492.
30 Najder, Zdzisław,
Conrad In Perspective: Essays on Art and Fidelity, Cambridge University Press, Cambridge 1964, s. 16.
31 Fragment w przekładzie Haliny Carroll-Najder cytuję za: Joseph Conrad,
Opowieści zasłyszane. Siostry, PIW, Warszawa 1974, s. 47.
32 Chwalewik, Witold,
Józef Conrad w Kardyfie, "Ruch Literacki" 1932 nr 8.
33 Pod koniec listu do Garnetta z 20 stycznia 1900 roku, w którym zawarł długą relacje o swej polskiej przeszłości i historii swojej rodziny, Conrad pisał: "Zawsze zamierzałem napisać coś takiego dla Borysa, po to aby uratować to wszystko przed otchłanią na kilka lat dłużej".
34 Sherry, Norman,
Conrad. The Critical Heritage, Routlege and Paul Kegan, London and Boston, s. 210.
35 Niedopowiedzianym ideologicznym przeciwstawieństwem tego stwierdzenia jest, oczywiście, Rosja.
36 Joseph Conrad, Szkice polityczne, Polonia Books Fund Ltd., 1975, s. 39-40.
37 Davies, Norman, God's Playground: A History of Poland, t. 2, Clarendon Press, 0xford 1981, s. 393.
38 Na temat związków Conradowskiego dyskursu politycznego z polską prozą romantyczną patrz: Andrzej Busza, "The Rhetoric or Conrad's Non-Fictional Political Discourse" w Hommage a Emilie Gasquel (1920-1977), Annales de la Faculte des Lettres et Sciences Humaines de Nice No. 34 (Nice: Les Belles Lettres, 1978).
39 Adam Mickiewicz, Dzieła poetyckie, t. 2, Czytelnik, Warszawa 1983, s. 220.
40 Najder, Zdzisław, Joseph Conrad - A Chronicle, tłum. Halina Carroll, Cambridge University Press, Cambridge 1964, s. 437.