Czy Tęcza w Wigrach zaskakiwała, dziwiła, budziła opór?
Osoby, które brały udział w jej tworzeniu, były zachwycone. Ludziom podobała się jej wieloznaczność, albo raczej dwuznaczność. To, że jest mocno osadzona w ikonografii chrześcijańskiej, a jednocześnie bardzo silnie związana z ideami emancypacji i tolerancji, pozwalało na szeroką interpretację, i ja też starałam się celowo tej pracy nie dookreślać. Zostawiałam ją jako dzieło otwarte na własne interpretacje odbiorców. Budynki DPT Wigry – były klasztor - to także mi ejsce pielgrzymek katolików. Odwiedzają je, ponieważ kilkanaście lat temu nocował tam Jan Paweł II. To właśnie jedna z pań z takiej pielgrzymki pierwsza zadała mi pytanie "Czyja ta tęcza? Nasza czy tych od Parady Równości z Warszawy?" To był pierwszy sygnał, że Tęcza nie tylko będzie łączyć tych, którzy uczestniczą w jej tworzeniu, ale że może dzielić na " naszych" i "innych".
Kto wpadł na pomysł przeniesienia Tęczy do Brukseli?
Dyrektorka Galerii Arsenał w Białymstoku Monika Szewczyk zobaczyła ją na Wigrach. Przyjechała na otwarcie Flower Power. Była już wtedy kuratorką
Fossils and Gardens, prezentacji sztuki w przestrzeniach miasta Brukseli, przygotowywanej przez Instytut Adama Mickiewicza w związku z Polską Prezydencją w Unii Europejskiej. Lista artystów biorących udział w wystawie była już zamknięta, ale Tęcza tak jej się podobała, że zaproponowała Instytutowi dodanie jej do wystawy. Jesienią pojechałyśmy razem szukać dla niej miejsca. W recepcji hotelu przypadkiem spotkałyśmy pracującą tam Martę Kuczę. Marta nie tylko stała się naszym przewodnikiem po Brukseli, ale i zaprowadziła nas do Karola Grygolca, polskiego architekta pracującego dla flamandzkiego biura architektonicznego Omgeving. Takiej belgijskiej firmy potrzebowaliśmy, bo Tęczy z Wigier nie dało się zaadaptować do warunków brukselskich. Potrzebowaliśmy architektów, którzy zaprojektują Tęczę od nowa, z uwzględnieniem belgijskich przepisów. Projekt Fossils and Gardens był już mocno zaawansowany, i Esplanada, gdzie ostatecznie znalazła się Tęcza, była zarezerwowana na inną pracę. Wypatrzyłam kilka miejsc, jednym z nich był horyzont nad Brukselą. Chciałam także podeprzeć Tęczą, jak na Wigrach, zabytkowy budynek stojący na granicy Placu Du Luxembourg i Parlamentu Europejskiego.
W jakim miejscu ostatecznie stanęła Tęcza w Brukseli?
W trakcie projektowania wystawy z powodów technicznych i finansowych zrezygnowano z kilku realizacji i ostatecznie miejsce przed Europarlamentem się zwolniło. Tam znalazła się Tęcza. Cieszyłam się, bo na tym placu jest tablica poświęcona działalności Simone Veil, która była pierwszą kobietą - przewodniczącą Parlamentu Europejskiego i drugą ministrą w dziejach Francji. Jako szefowa francuskiego resortu zdrowia przyczyniła się do liberalizacji prawa aborcyjnego oraz upowszechnienia środków antykoncepcyjnych. A tęcza to także symbol używany przez emancypantki. Ale tym, na co położyłam w Brukseli największy nacisk, była wspólnota, a raczej wspólna praca. Specjalnie z okazji powstawania nowej Tęczy w Brukseli powołałam do życia Spółdzielnię Rękodzieła Artystycznego. W tracie projektu Otwarty kurort Kultury - Poza Centrum zorganizowanym przez Stowarzyszenie Akuku Sztuka w jednym z bloków w Sopocie wspólnie z mieszkańcami przygotowywaliśmy kwiaty na brukselską Tęczę. Takie Sopockie Dzieło dla Miasta Brukseli.
Jak pierwsza przeprowadzka Tęczy zmieniła jej znaczenie?
Na Wigrach Tęcza miała być życzeniem pomyślności dla Domu Pracy Twórczej, na placu przed parlamentem Unii Europejskiej pragnęłam odwrócić ten kierunek. Chciałam przypomnieć europarlamentarzystom, że ich decyzje powinny być źródłem pomyślności zwykłych mieszkańców unii. W myśl zasady: wspólną pracą wszyscy się bogacą. Bo często mamy wrażenie, że unijni technokraci żyją w szklanej bańce oderwani od zwykłej europejskiej codzienności. Tęcza stojąca przed wejściem, przez które przechodzą europosłowie, zaburzyła "spokój" tego placu. Zaczęły się na nim pojawiać bardzo liczne osoby, które przychodziły pod Tęczę. Była widoczna od strony placu Du Luxembourg, gdzie kwitnie miejskie życie, w przeciwieństwie do pustki tego urzędniczego rewiru. Strażnicy pilnujący Parlamentu czuli się zaniepokojeni tym nieustannym ruchem i ilością fotografujących plac z Tęczą. A ona po to tam była, aby europosłom przypomnieć dla kogo pracują, zwykle tak idealnie tam wyizolowani.
Co miała znaczyć Tęcza na Placu Zbawiciela?
Jak się z czasem okazało - coś zupełnie innego, dla Tęczy nowego, ale dla nas wszystkich starego. W listopadzie 2011 roku na spotkaniu autorskim w Muzeum Sztuki Współczesnej we Wrocławiu stwierdziłam, że Tęcza inne znaczenie miała na Wigrach, czym innym jest jej obecność na placu przed parlamentem europejskim w Brukseli, a jeszcze czym innym byłaby jej obecność w centrum Warszawy. I nie chodziło mi o to, jak ja ją widzę czy interpretuję, ale o to, jak jest i będzie odbierana i dopowiadana przez odbiorców. Na Wigrach była czymś kompletnie zaskakującym, ale już wtedy budzącym pytania; w Brukseli czymś zupełnie naturalnym, ale aż tak bardzo, że prawie na granicy obojętności, a Warszawa dla każdego średnio przewidującego mogła być prawdziwym testem - jacy jesteśmy wobec siebie, nie w gościach, ale u siebie w domu. Powiedziałam, że bardzo jestem ciekawa, jakby się sprawdziła w stolicy Polski. Okazało się, że zespół Instytutu Adama Mickiewicza myślał bardzo podobnie. W grudniu dostałam sygnał, że możliwe jest jej przeniesienie na Plac Zbawiciela.
Czy podpalenia zmieniły sens Tęczy?
Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie. W Warszawie okazało się, że nie ląduje gdzieś na artystycznych antypodach, ale jest w samym sercu kraju. Nie tylko w sensie fizycznym, ale przede wszystkim w sensie społecznym. Weszła do społecznej świadomości. Stała się częścią ogólnonarodowego dyskursu. Zaczęto jej zarzucać, że zamiast łączyć, jest źródłem narodowych podziałów. Ale doskonale wiemy, że to nieprawda. To nie Tęcza podzieliła. Ona była papierkiem lakmusowym. Pokazała w świetle fleszy, że w polskim społeczeństwie jest część otwarta na dyskusję, na inność i jest część konserwatywna, tradycjonalistyczna, która ma problem z zaakceptowaniem obecności ludzi kierujących się innymi wartościami. Sens Tęczy w Warszawie objawił się w tym, że dłużej nie dało się udawać, iż nie mamy społecznego problemu z odmiennością, z tolerowaniem ludzi inaczej myślących niż my, kierujących się innymi wartościami, niż te ważne dla nas. Podpalenie Tęczy to jest ważny sygnał, że trzeba zapewnić poczucie bezpieczeństwa wszystkim członkom wspólnoty, że prawo nie będzie nikogo dyskryminować.
Dlaczego Tęcza zostanie przeniesiona?
Zostanie zdemontowana, bo kończą się czasowe pozwolenia na obecność na Placu Zbawiciela. Otwartym pozostaje pytanie, czy kiedykolwiek znowu się nam ukaże?Musimy sobie wszyscy odpowiedzieć, czy w naszej wspólnej przestrzeni publicznej mogą istnieć dzieła sztuki współczesnej, które budzą dyskusję, czy ta przestrzeń jest zarezerwowana dla upamiętniania traumatycznych wydarzeń historycznych.
Co Tęcza może nam jeszcze powiedzieć?
Ona z niewinnej instalacji artystycznej stała się poważnym znakiem ostrzegawczym. Kiedy nasze społeczeństwo z racji obecności w Unii Europejskiej będzie traciło narodową homogeniczność, brak działań na rzecz edukacji, tolerancji może zaowocować napięciami antyimigranckimi. Wtedy okaże się, na ile poradziliśmy sobie z problemami, jakie uwidoczniły jej podpalenia.