Trzecią i ostatnią mityczną postacią z Warszawy na naszej liście jest bardzo niebezpieczny bazyliszek. Stwór ten żył podobno w piwnicy opuszczonego domu na ulicy Krzywe Koło, na Starym Mieście, gdzie miał strzec wielkich bogactw. Oto, jak bestia została opisana przez Artura Oppmana:
Był to niby kogut, niby wąż. Głowę miał kogucią z ogromnym purpurowym grzebieniem w kształcie korony, szyję długą i cienką, wężową, kadłub pękaty, nastroszonymi czarnymi piórami pokryty, i nogi kosmate, wysokie, zakończone łapami o ostrych olbrzymich pazurach.
Jednak powodem, dla którego należało naprawdę bać się bazyliszka, nie były ostre pazury. Najniebezpieczniejszą broń stanowiły jego sowie oczy, które świeciły na czerwono i żółto. Jednym tylko spojrzeniem bestia potrafiła zamienić człowieka w kamień. Wielu poległo, próbując uwolnić Warszawę od nieznośnego bazyliszka, siejącego spustoszenie, wzniecającego pożary i zabijającego zwierzęta. W końcu pewien śmiałek, trzymając przed sobą zwierciadło zszedł do piwnicy na Krzywym Kole. Wtedy mityczna kreatura zobaczyła w lustrze swoje odbicie i została zgładzona przez własne spojrzenie.
Oczywiście te domniemane wydarzenia miały miejsce dawno temu. Dzisiaj możecie patrzeć prosto w oczy bazyliszka, nie obawiając się, że zamieni was w kamień. Niewielka rzeźba tego baśniowego stwora upiększa wejście do restauracji, którą znajdziecie na Rynku Starego Miasta.
Włocławski gryf