Studiował w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach, gdzie w 2007 roku obronił dyplom. Wykłada na macierzystej uczelni. Mieszka i pracuje w Katowicach. Będąc studentem, Kobylarz, jak przystało na adepta malarstwa, poddawał to medium dogłębnej i krytycznej analizie, badając jego możliwości w tworzeniu iluzji przedstawieniowej, czasem doprowadzając ją niemal do perfekcji, czasem do granic absurdu. Otwarcie też z malarstwa kpił, chociaż nigdy go nie porzucił. Na wystawie pracowni rysunku Lesława Tetli katowickiej ASP przedstawił instalację "Alegoria malarstwa – pracownia malarza" – zaaranżował muzealną sytuację obrazu chronionego przez barierki. Okazało się jednak, że niewielki obraz przedstawiający wnętrze malarskiej pracowni nie był płaskim przedstawieniem, lecz wpuszczoną w ścianę trójwymiarową makietą, na której miniaturowa postać (artysta) spała przy swoim biurku. Obok stało krzesło dla osoby pilnującej (również typowej dla instytucji muzeum) z ekranem, na którym wyświetlano film, który wydawał się pochodzić z wnętrza makiety, jakby miniaturowa postać poddana została obserwacji monitoringu.
Kobylarz od początku lubił więc wprowadzać widzów w błąd, jak chociażby wtedy, gdy na ścianach pracowni swej uczelni stworzył "Niewidoczne rysunki": zacieki w narożnikach sali okazywały się w rzeczywistości iluzorycznym rysunkiem, jakby zainspirowane historią o Zeuksisie i Parrasjosie, konkurujących ze sobą o malarską biegłość w tworzeniu malarskich iluzji. Jak pamiętamy, Zeuksis namalował winogrona tak wiernie naśladujące naturę, że chciały na nich siadać ptaki, przegrał jednak konkurencję z Apellesem, gdy chcąc odsłonić jego obraz, zorientował się, że sam wpadł w zastawioną na niego pułapkę – zasłona była namalowana. Kobylarz podejmował podobną grę, ale wchodził też w dialog z historią malarstwa, np. informelem, w którym plamy i zacieki stały się środkiem artystycznego wyrazu.
Jako student Kobylarz przechodził też chętnie od malarstwa do trzeciego wymiaru, często łącząc je ze sobą i grając na przykład z trójwymiarowością blejtramu i jego podobieństwem do innych płaskich przedmiotów. Ale nie przestawał też tworzyć tradycyjnych obrazów, chociaż także one służyły zazwyczaj mistyfikacji, jak np. wizje współczesnej architektury zamienione w ruiny. W autokomentarzu pisał:
Na płaszczyźnie obrazu komponuję budynki powstałe nie dalej niż dziesięć lat temu, pozbawiając je tego, czego mógłby pozbawić je czas, jeśli zostałyby pozostawione same sobie na dziesięciolecia. [...] Budynki, które maluję, istnieją naprawdę, często tworzą nowoczesny wizerunek miasta, równie często nie możemy bez ich wizerunku miasta wyobrazić. Poddaję je delikatnemu postarzającemu 'liftingowi', pozbawiając okien, ujawniając ukrytą betonową lub żelazną konstrukcję.
W ten sposób Kobylarz postarzył np. budynek centrum handlowego Złote Tarasy w centrum Warszawy. Podobną katastroficzną wizję przedstawiał również w trójwymiarowych makietach budynków, a nawet w krótkich formach filmowych, sugerujących pożar. Powstała m.in. makieta Superjednostki, ogromnego bloku mieszkalnego w Katowicach zniszczonego w wyniku wybuchu (2007). Jak pisała Anna Cymer, spalone makiety Kobylarza "pokazują 'złe' oblicze modernizmu, czy też raczej tego, co się z modernizmu narodziło przez lata".
W ostatnich latach artystę coraz bardziej interesują zagadnienia z pogranicza nauki, techniki, wojskowości i spiskowej teorii dziejów; miejsca, gdzie nauka miesza się z szaleństwem.
Jego praca dyplomowa stanowiła makietę kliniki eutanazyjnej, zbudowaną w skali zaledwie nieco mniejszej od rzeczywistej ("Makieta instytucji w skali 1:1,5", 2007). Przed jej wykonaniem, mniejsze makiety, w skali 1:10, prezentował na indywidualnej wystawie w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie. Wtedy też opisywał projekt kliniki:
Pierwsze pomieszczenie jest połączeniem hotelowej recepcji i lekarskiej poczekalni. Jego koncepcja kolorystyczna odnosi się do żółci i brązów jako kolorów wszechmocy, ale też kolorów ziemi, czerni jako czegoś szlachetnego (połysk czerni fortepianu), ale i koloru żałoby. Świetlistość pomieszczenia mają potęgować wypolerowane elementy. Jest to wnętrze najcieplejsze, o najbardziej intensywnym zestawieniu kolorów. Z kolei ostatnia sala jest czymś pomiędzy sypialnią, a szpitalną izolatką. Na pierwszej makiecie kolory są najchłodniejsze, na drugiej natomiast wnętrze jest najbardziej szczegółowe.
W formalnie podobnej realizacji, "Celi pana Jana Kolano" (2008), Kobylarz zrekonstruował na podstawie wielu materiałów źródłowych celę, w której spędził 20 lat tytułowy Jan Kolano – morderca, ale też naukowiec-amator. Zamknięty w więzieniu miał dokonywać bez żadnych pomocy odkryć, które później potwierdziła akademicka nauka. Z kolei instalacja "Jonolot. Wersja fake" (2008) "opowiadała" historię projektantów urządzenia unoszącego się w powietrzu dzięki zjawisku wiatru jonowego. Kobylarz stworzył własną wizję zagraconej pracowni takiego amatora-wynalazcy.
Na wystawie "Spisek sztuki" w 2008 roku artysta zrekonstruował własną pracownię. Na wernisażu spał w tej makiecie po uprzednim zażyciu środków nasennych. Wydarzenie jednak było bardziej skomplikowane i opierało się na tzw. dissowaniu. Dwaj studenci Kobylarza z katowickiej ASP, naśladując hip-hopowe freestyle'owe potyczki opierające się na kopiowaniu stylu przeciwnika lub na przekształcaniu fragmentów jego twórczości, w piwnicach uczelni zakopali jego makietę Superjednostki w odwecie za zmalowanie ich obrazów na czarno i umieszczenie wewnątrz instalacji w Galerii Sektor.
Na indywidualnej wystawie "Echelon 70" w warszawskiej Galerii Kordegarda (2009) Kobylarz odniósł się do potężnego systemu danych elektronicznych, ale podjął też szerszy problem kontroli nad życiem jednostki we współczesnym świecie, np. monitoringu:
Z jednej strony chcemy się czuć bezpieczniejsi w przerażającym współczesnym świecie, z drugiej zaczynamy mieć poczucie utraty kontroli nad własnym życiem – napisano w tekście kuratorskim towarzyszącym wystawie.
W przestrzeni galerii rozmieścił białe kule; niektóre z nich stawały się przekaźnikami treści.
Enigmatyczne kopuły z Bad Albing w Bawarii (jednej z naziemnych siedzib Echelonu) – pisał Krzysztof Gutfrański – przeistaczają się w zastępczą głowę, czy w modernistyczną rzeźbę, wywołując w widzach niespodziewane afiliacje i skojarzenia, które nieustannie krążą wokół bardzo aktualnego problemu, jakim jest dzisiaj kryzys historii.
Indywidualna wystawa w Galerii Żak-Branicka w Berlinie na przełomie 2009 i 2010 roku odnosiła się z kolei do lekcji przysposobienia obronnego, które artysta pamiętał ze szkoły, a których celem było przygotowanie uczniów na wypadek katastrofy czy wojny. Uczono pierwszej pomocy i zachowań w razie kataklizmów, a nawet posługiwania się bronią. U Kobylarza lekcje przysposobienia obronnego zamieniają się w zabawę chłopców w wojnę. Zainspirowany naukami wyniesionymi ze szkoły, stworzył chałupniczo w domu sprzęt ratunkowy i prymitywną broń, wszystkie z ogólnodostępnych materiałów i przedmiotów domowego użytku. Z butelek po coca-coli powstała maska przeciwgazowa, z kartonu po mleku – czytamy w tekście kuratorskim – peryskop, z piłeczki ping-pongowej – czytamy w tekście kuratorskim – granat dymny, a z klusek – czytamy w tekście kuratorskim – bomba. Wszystkie te przedmioty prezentował w szklanych gablotach. Wystawa stała się więc karykaturą PRL-owskich instrukcji bezpieczeństwa. W tekście kuratorskim czytamy:
Swoją wystawą Kobylarz stawia pytania o naukę i jej nieprzewidywalne konsekwencje. Na jakie kompromisy może pójść nauka i jak dalece może się zdemoralizować?
Na tej wystawie mogłaby się też znaleźć instalacja, którą artysta zrealizował we Wrocławiu na festiwalu Survival w 2010 roku - był to improwizowany schron zbudowany z tysiąca książek.
Autor: Karol Sienkiewicz, grudzień 2010.