Content anchor

Grażyna Makara

Grażyna Makara, "Autoportret", 2015, fot. dzięki uprzejmości fotografki
Grażyna Makara, "Autoportret", 2015, fot. dzięki uprzejmości fotografki

Rocznik ’72. Życie związała z Krakowem – tu studiowała, mieszka, pracuje i stąd wyrusza w podróże. Aparatu zawsze przy sobie nie nosi, lubi celebrować chwile ze świadomością, że nie ma możliwości "zatrzymania" ich w kadrze.

Jednak myśli o rzeczywistości jak o obrazie, który ma przekazać coś istotnego następnym pokoleniom. Przetrwać. Pochwycić ducha chwili. Makara nie układa żadnej filozofii fotografowania, nie dorabia do tego, co robi dodatkowych znaczeń. Fotografie uznaje za jeden z języków. 

"Ze światem komunikuję się poprzez zdjęcia." - ucina temat jednym zdaniem.

I fotograficzny "dziennik" na prywatny użytek tworzy od lat. Są to martwe natury skomponowane z owoców i warzyw z jej ogrodu, autoportrety, twarze przyjaciół, sylwetka ukochanego malamuta, "kartki" ze zwiedzanego przez nią całego świata.

Projekt, na którym pracuje od dawna, początkami sięga jej dzieciństwa. Jako kilkuletnia dziewczynka wyciąga zdjęcia z niebieskich kopert leżących w jednej z domowych szuflad. Nie ma na nich starszego rodzeństwa, kuzynostwa, dziadków, wujostwa; Grażyna patrzy na twarze kompletnie jej obce. Tylko jedna jest znana - jej mama, Zofia Makara. Między rokiem 1969 a 2003 kierowniczka Urzędu Stanu Cywilnego przy urzędzie gminy w Sobkowie w województwie świętokrzyskim. W tym czasie udzieliła dwóch tysięcy ślubów. Śladem po tych uroczystościach jest 150 zdjęć, a na nich nowożeńcy (rozluźnieni lub napięci, poważni lub rozradowani) w zmieniających się przez te trzy dekady stylach noszenia się: niektórzy jeszcze z bokobrodami, wąsami, gigantycznymi płaskimi krawatami (tzw."płetwami"), w sweterkach zamiast marynarek. Najpierw są zdjęcia czarno-białe, w latach 80. pojawia się już kolor.

Makara, już jako świadoma fotografka, wraca do tych fotografii w roku 2009. Stają się one pretekstem, by rzucić kładkę ponad czasem, czyli dotknąć istoty wykonywanego przez nią zawodu. Spotyka się z niektórymi z tych par, fotografuje je po latach. Zdaje małżonkom pytanie: jak ułożyło się wam wspólne życie? Suma odpowiedzi jest zdumiewająca: większość z nich czuje się spełniona. Zaś "Wszystkie śluby mojej mamy" pokazują Makarę w pełnych artystycznych możliwościach, są jej fotograficznym credo. Uczciwie oddają jej widzenie świata: konsekwentny zachwyt nad jego urodą. Fotografka stara się nie epatować smutkiem, biedą, zaniedbaniem. W człowieku i w jego otoczeniu szuka akcentów pozytywnych. Naturalne światło, które chętnie wykorzystuje, jest idealnym narzędziem do obłaskawia fotograficznego świata.

Tematy do Makary "przychodzą" same , często wymyślane są pod wpływem ludzi, których na co dzień spotyka. Znajome fotografki, Monika Drożyńska i Maja Kuczmińska, prowadziły w Krakowie sklep z odzieżą z second handu przerabianą na własną modłę i zestawianą  z kontrastującymi akcesoriami. Makara doprowadziła do nietypowego pokazu mody. Kelnerki i barmanki z Stylowej w Nowej Hucie (restauracji- reliktu po zapyziałym PRL-u), przebrała właśnie w te nowoczesne ciuchy. I wykorzystała miejscowe rekwizyty: palmę, sztucznego banana, kanapę, starą wagę. Podczas sesji rozkręciła się spontaniczna zabawa – panie ze Stylowej jako modelki pokazały, że są bardzo kobiece, zachowują do siebie dystans i wykazują się ogromnym poczuciem humoru. "Stylowa" została uhonorowana  I nagrodą w konkursie BZWBK Press Foto 2007 w kategorii Portrety-reportaż.

Po siedmiu latach pracy jako fotoreporterka"Gazety Wyborczej", w roku 2007 Makara trafiła do "Tygodnika Powszechnego", w którym objęła stanowisko fotoedytora.

O swoje pracy powie:

"Kiedy podejmuję decyzję, jak będzie ilustrowany konkretny temat, to w głowie już mam zarysowany rytm całej gazety. Myślę o narracji - czytelnik musi mieć poczucie płynności i dynamiki. Nie mogę pomijać też tego, że w 'Tygodniku' często dotykane są tematy metafizyczne - to duże wyzwanie do ilustrowania, ale też szansa na publikację fotografii, która nie pokazuje wprost bieżących wydarzeń. Mając w głowie tyle obrazów, które miksują się i kompensują, jestem jako fotografka bardziej wyedukowana i wymagam więcej w stosunku do siebie. Hołduję zasadzie, jeśli już raz widziałam jakiś temat, to go nie powtarzam, ale szukam innych rozwiązań. Mam świadomość tego, że jestem takim okiem dla czytelnika. Obraz powinien być uniwersalny, czytelny prawie bez słów, zaś edycja to znakomita szkoła dla fotografa."

Najnowszy projekt Fundacji Archeologii Fotografii, która nie po raz pierwszy na warsztat wzięła... Czytaj dalej about: "Długie życie fotografii", czyli analogowa akcja ratunkowa

Źródło: materiały nadesłane, czerwiec 2016    

Obrazek użytkownika Culture.pl
Culture.pl
2016/06/01

Brak podobnych artystów.