Content anchor

Witold Lutosławski, "Koncert wiolonczelowy"


Witold Lutosławski, fot. FORUM
Witold Lutosławski, fot. Jan Morek /Forum

Wielokrotnie w dziejach muzyki powstanie arcydzieł inspirowane było fascynacją kompozytora sztuką wielkiego wykonawcy.

Taką genezę ma zwłaszcza wiele koncertów solowych, szczególnie tych, które eksponować miały wirtuozowskie zdolności muzyka, biegłość jego gry, czy inne cechy sztuki wykonawczej. Najbardziej wartościowe są jednak te, które odwoływały się nie do samej tylko techniki wirtuoza, lecz do jego subiektywnej, muzycznej wrażliwości dostrzeżonej przez kompozytora i zawartej na kartach dedykowanego wykonawcy dzieła. Doskonałą ilustracją takiego przypadku jest "Koncert wiolonczelowy" Witolda Lutosławskiego skomponowany z myślą o jednym z największych wiolonczelistów XX wieku, Mścisławie Rostropowiczu. Niezwykła wrażliwość rosyjskiego muzyka, wszechstronność jego talentu, połączona z nieskazitelną techniką i urodą dźwięku zainspirowały bardzo wielu twórców; Rostropowicz był chyba rekordzistą w dziedzinie liczby dedykacji oraz powierzonych mu prawykonań (doliczono się ponad stu!), w tym m.in. dzieł Dymitra Szostkakowicza, Sergiusza Prokofiewa, Benjamina Brittena, Alfreda Schnittkego, a także Krzysztofa Pendereckiego i Andrzeja Panufnika. Pośród tych dzieł "Koncert" Witolda Lutosławskiego zajmuje miejsce szczególne, należąc do najczęściej przez Rostropowicza wykonywanych, a także najpopularniejszych wśród innych interpretatorów, którzy uznali w nim utwór należący do ścisłego kanonu współczesnej literatury wiolonczelowej. Bezpośrednim impulsem dla podjęcia pracy nad koncertem stało się zamówienie brytyjskiego Royal Philharmonic Society oraz Fundacji Gulbenkiana. Lutosławski, komponując "Koncert" w latach 1969-70 konsultował się z Rostropowiczem, jednak ów nie chciał wnikać w kompozytorski warsztat, ani niczego twórcy sugerować. Autor tak wspominał słowa swego przyjaciela:

„Kiedy przyjąłem zamówienie, Sława mi powiedział: ‘Nie myśl o wiolonczeli. Wiolonczela – to ja. Pisz muzykę’.”

Oczywiście, Lutosławski głęboko wniknął w idiom muzyki wiolonczelowej i nie napisał utworu „przeciw instrumentowi” – nie czynił tego zresztą nigdy, starannie dbając by jego nawet najbardziej wymagające kompozycje pozostawały zawsze w pełni „zgodne z naturą” medium wykonawczego (co nie było regułą dla wielu kompozytorów jego generacji). Oszałamiające bogactwo środków, tworzących zarazem całość niezwykle spójną i konsekwentną tak komentował Andrzej Chłopecki:

„W oczywisty sposób bohaterem utworu jest wiolonczela: wiolonczela wirtuozowska i liryczna, indyferentna i błyskotliwa, rapsodyczna i impresyjna, agresywna i potulna, melodyczna i perkusyjna, pizzicatowa i glissandowa, energiczna i omdlewająca, groteskowa i namiętna w molto espressivo, wściekła i eteryczna, gęsta od brzmienia i mgławicowo we flażoletach zwiewna, wdzięcząca się grazioso i prześmiewcza poco buffo, powabna con eleganza i stanowcza w marciale.”

Nawet Rostropowicz uznał partię instrumentu solowego za trudną, ucząc się nowych sposobów palcowania dla osiągnięcia przewidzianych w partyturze ćwierćtonów. Prawykonanie w Royal Festival Hall w Londynie (14 X 1970 r. z Bournemouth Symphony Orchestra pod dyr. Edwarda Downesa) okazało się wielkim sukcesem, wkrótce zaś Rostropowicz tryumfował z tym dziełem na czołowych estradach świata, niejednokrotnie prezentując je pod batutą samego kompozytora (ów ze szczególną estymą wspominał genialne, natchnione współwykonanie we francuskim La Rochelle, w 1977).

Forma utworu jest zarazem klarowna i bardzo kunsztowna, tylko luźno nawiązująca do architektoniki klasycznego modelu koncertu, choć zarazem jego gatunkowa toż-samość zostaje w pełni zachowana – zasada koncertowania, a więc „przeciwstawiania” i „uzgadniania” warstwy solowej i orkiestrowej jest tu cały czas obecna, choć realizowana bardzo oryginalnymi środkami. Niezwykły jest początek utworu — rozbudowana solowa introdukcja zawierająca „prefigurację” materiału muzycznego, przede wszystkim zaś dramaturgii i emocjonalności części orkiestrowej. Tę rozpoczynają gwałtowne interwencje instrumentów dętych blaszanych, przerywające monolog wiolonczeli. W kolejnym odcinku trwa „zmaganie się” instrumentu solowego z ostrymi fanfarami blachy, później „dialog” — trochę poważny, trochę żartobliwy – z różnymi grupami zespołu orkiestrowego, wreszcie przepiękna, pełna liryzmu, ekspresyjna „pieśń”, z wielką brutalnością przerwana przez kolejną interwencję grupy dętej, w zakończeniu zaś – fascynująca, podwójna kulminacja: orkiestry i wiolonczeli, do której należy ostatnie, słowo – zwycięskie, czy też zakończone znakiem zapytania.

Wyjątkowo sugestywna, teatralna wręcz ekspresja tego dzieła i jego quasi-narracyjny, epicki charakter, nieczęsto obecny u Lutosławskiego, skłaniały wielu komentatorów do programowych interpretacji "Koncertu" (do czego dążył także Rostropowicz, domagający się od kompozytora tego typu objaśnień oraz chętnie dzielący się swoimi subiektywnymi odczuciami i wizjami). Londyńskie prawykonanie zbiegło się w czasie z prześladowaniami przez sowieckie władze noblisty, Aleksandra Sołżenicyna, któremu wielki wiolonczelista udzielał wsparcia i pomocy, narażając się przez to na niełaskę reżymu, a niedługo później na banicję z ZSRR – chętnie więc postrzegano dzieło przez „polityczny” pryzmat, doszukując się tu symbolu oporu jednostki (wiolonczela) wobec opresyjnego reżymu (orkiestra). Sam kompozytor, zawsze broniący autonomii swej muzyki, odżegnywał się od takich interpretacji, leczy gdy podobne formułowano później wobec "III Symfonii" (jej dramatyczny wyraz kojarzono z kolei z traumą stanu wojennego) skomentował je słowami, które zdają się doskonale pasować także do dyskusji wokół przesłania "Koncertu wiolonczelowego":

„Jeśli już zgodzimy się na to, że muzyka może w ogóle cokolwiek pozamuzycznego znaczyć, to w każdym razie musimy uznać muzykę za sztukę wieloznaczną. Człowiek ma jednakże jedną duszę i to, co przeżywa, musi mieć na niego jakiś wpływ. Jeżeli człowiek ma jedną psychikę, to mimo całej autonomiczności świata dźwięków jest on funkcją tej psychiki. [...] Mogę przyznać, że czułbym się zaszczycony, gdyby udało mi się wyrazić coś, co może być związane z przeżyciami nie tylko moimi osobistymi, ale również innych ludzi.”

 

Autor: Piotr Maculewicz

culturepl

Tagi: witold lutosławskikoncert wiolonczelowymuzyka współczesna

Facebook Twitter Reddit Share

Podobał Ci się nasz artykuł? English newsletter here

Zapisz się na newsletter

  • 0 subscribers
  • Zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn. Dz. U. z 2002r. nr 101, poz.926)wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Instytut Adama Mickiewicza (IAM) z siedzibą w Warszawie (00-560), przy ul. Mokotowskiej 25. Podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikom przysługuje prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

  • Email Marketingby GetResponse

Zobacz także: