Content anchor

"KwartetSmyczkovy - Paraphrase on 'The Hour We Knew Nothing of Each Other'"


Bracia Quay, fot. ruhrtriennale.de

''KwartetSmyczkovy - Paraphrase on Peter Handke’s >>The Hour We Knew Nothing of Each Other<<'' (2013) został zamówiony u braci Quay – Stephena i Timothy'ego przez Instytut Adama Mickiewicza z okazji obchodów setnej rocznicy urodzin Witolda Lutosławskiego. Inspiracją do powstania tego filmu był ''Kwartet smyczkowy'' Lutosławskiego i sztuka ''Godzina, w której nie wiedzieliśmy nic o sobie nawzajem'' austriackiego pisarza Petera Handke.

Film został po raz pierwszy pokazany podczas Ruhrtriennale – International Festival of Arts, którego kuratorem jest słynny kompozytor i reżyser Heiner Goebbels. Filmowi akompaniowali muzycy Arditti String Quartet, jednego z najlepszych zespołów zajmujących się muzykę współczesną. Bracia Quay już wcześniej spotkali się z twórczością Lutosławskiego, od połowy lat 70. odwiedzają Polskę (pierwszy raz przyjechali na zaproszenie Andrzeja Klimowskiego) i stale spotykają się z polską kulturą.  Dwaj Amerykanie, którzy wybrali jako miejsce zamieszkania Europę, wielokrotnie interpretowali naszą kulturą w swoich dziełach.

Sekretny scenariusz

Dlaczego wybór padł właśnie na ''Kwartet smyczkowy''? Przed rozpoczęciem pracy nad filmem bracia otrzymali wielką paczkę, zawierającą nagrania wszystkich utworów Witolda Lutosławskiego.  Odtwarzając ''Kwartet...'', Bracia nie tylko słyszeli muzykę, zaczęli także ją widzieć. ''Ten utwór był najbardziej otwarty na obrazy [open up to images]'' mówią animatorzy, którzy utrzymują, że muzyka jest w ich filmach ''sekretnym scenariuszem''. Dlatego omawiając ich dzieło warto przyjrzeć się samemu utworowi Lutosławskiego.

 

Autor ''Łańcucha'' napisał swój jedyny kwartet smyczkowy w 1964 roku, na zamówienie szwedzkiego radia, prawykonanie odbyło się rok później w Sztokholmie. Utwór trwa około 24 minut, ale Lutosławski pozostawił wykonawcom swobodę – ''Zarówno tempa, jak i wartości rytmiczne należy traktować jako przybliżone. Każdy wykonawca powinien grać swą partię tak, jak gdyby grał ją sam'' - pisał Lutosławski w swoich ''Uwagach o sposobie wykonania Kwartetu smyczkowego''.

Swoboda wykonawcza, która zawiera się w utworach Lutosławskiego, sprawiła przy realizacji filmu pewien problem. Bracia Quay, kiedy korzystają w swoich dziełach z utworu muzycznego, pozwalają mu wybrzmieć od początku do końca. Przy pracy nad filmem Stephen i Timothy Quay korzystali z nagrania wrocławskiego zespołu Lutosławski Quartet – ich wykonanie okazało się o minutę wolniejsze, niż interpretacja Arditti String Quartet. Dla kwartetu Arditti nie stanowiło to żadnego problemu, swoje partytury opatrzyli w time code, który wskazywał im jak mają wykonywać utwór.

Witold Lutosławski chciał stworzyć schemat ''wielkich form zamkniętych'', jedną z takich form był właśnie ''Kwartet...''. Kompozytor opracowywał zbiór zasad, dzięki którym można tworzyć ''utwory dużych rozmiarów, mających swój rozwój, swoje perypetie, swoje rozwiązania i tak dalej'' – pierwsza część utworu była angażująca, druga spełniająca. Lutosławski opierał się na swoich własnych doświadczeniach słuchania muzyki, przeładowanie momentami kulminacyjnymi, którego doświadczał słuchając europejskich klasyków (na przykład Symfonii Brahmsa), wyczerpywało jego zdolności percepcyjne.

Konstruując formę Kwartetu, Lutosławski zainspirował się zasadą ruchomych, wiszących rzeźb Alexandra Caldera, przejął też ich określenie – mobile – obrazowo oznaczające własne, dźwiękowe obiekty, ruchome nie tylko w swym wewnętrznym brzmieniu, ale i w tym sensie, że w kolejnych wykonaniach trwać mogą dłużej lub krócej, grane mogą być szybciej lub wolniej, a jakby wiszące w przestrzeni czasu i kart domniemanej partytury. Skojarzenie z mobilami Caldera dotyczyło w wyobrażeniu Lutosławskiego też i efektu faktury jakby lejącej się w analogii do lejącej się ruchliwej, mieniącej się tkaniny – pisał Andrzej Chłopecki.

Godzina, w której nie wiedzieliśmy nic o sobie nawzajem


''Każdy najdrobniejszy szczegół stawał się znaczący (jednocześnie nie stając się symbolicznym)'' – wspominał austriacki pisarz – ''Ludzie przebywający na placu nie wiedzieli nic o sobie nawzajem, stąd tytuł sztuki. Jednak my, obserwatorzy, widzimy ich jako rzeźbę, która rzeźbi samą siebie poprzez to co dzieje się w tej chwili, i to co działo się przedtem''.Lutosławski skupił się na brzmieniu swojego utworu, abstrakcyjnych wartościach estetycznych. Na pierwszy rzut oka przeciwieństwem takiego podejścia do sztuki jest druga inspiracja braci Quay – niemy dramat Petera Handke. Nie pada w nim żadne słowo, cały dramat zbudowany jest tylko i wyłącznie z didaskaliów.  Inspiracją do jego powstania był pobyt autora we włoskim miasteczku Muggia, nieopodal Triestu; Handke pił wino na tarasie jednej z kawiarni i obserwował życie toczące się na placu.

Pisząc ''Kwartet smyczkowy'' Lutosławski wzorował się na ruchu, a Peter Handke dostrzegł stale formującą się rzeźbę w ludzkiej zbiorowości. Jak poradzili sobie z tym bracia Quay, którzy w swojej twórczości częściej skupiają się (czerpiąc trochę z surrealizmu, trochę z twórczości Schulza) na niepokojącym człowieka świecie przedmiotów nieożywionych i rzeczywistościach wyobrażonych?

Na ekranie wszystko się rozmywa, jest płynne – sylwetki ludzkie, krajobraz, architektura. Jedynymi stałymi rzeczami są fragmenty nagrane na ośmiomilimetrowej taśmie filmowej, zrealizowne przez braci Quay w latach 70. podczas ich pobytu w Polsce – widzimy stary krakowski tramwaj, który przejeżdża gdzieś przy Plantach, sylwetkę zakonnicy. To autentyczne nagrania, ale dla widza, który zatopił się w świecie animacji amerykańsko-europejskich filmowców zdjęcia ''z prawdziwego'' świata wydają się jakby wyjęte z innej rzeczywistości.

Świat przedstawiony w filmie braci Quay przywodzi na myśl okolice opuszczonej kopalni, gdzie wszystko topi się w drgających hałdach węglu, żyjących własnym życiem. Z krajobrazu obleczonego kurzem i dymem wyrastają kształty wzniesień, budynków, drzew (niepokojąco przypominających krzyże) i wreszcie sylwetek ludzkich (w pewnym momencie wykonujących ruchy przypominające modły). Wszystko to kojarzy się  symbolicznie, szczególnie jeśli umiejscowimy te oniryczne obrazy w kontekście polskiej kultury i historii. Wydaję mi się, że jest to pułapka, którą bracia Quay zastawili na widza – w końcu, tak jak pisał Handke – to co znaczące nie musi być od razu symboliczne. ''KwartetSmyczkovy - Paraphrase on Peter Handke’s >>The Hour We Knew Nothing of Each Other<<''  to animowana rzeźba, którą można opisać posługując się zaczerpniętym z Freuda słowem unheimlich – niesamowite, ale i niepokojące, wyprowadzone z ludzkiej nieświadomości. 

Autor: Filip Lech, wrzesień 2013

 

 
Filip Lech

Tagi: witold lutosławskibracia quaymuzyka współczesnalutosławski

Facebook Twitter Reddit Share

Podobał Ci się nasz artykuł? English newsletter here

Zapisz się na newsletter

  • 0 subscribers
  • Zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn. Dz. U. z 2002r. nr 101, poz.926)wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Instytut Adama Mickiewicza (IAM) z siedzibą w Warszawie (00-560), przy ul. Mokotowskiej 25. Podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikom przysługuje prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

  • Email Marketingby GetResponse

Zobacz także: