"Krajobraz po bitwie"


Kadr z filmu "Krajobraz po bitwie", w reż. Andrzeja Wajdy, 1970. Na zdjęciu: Daniel Olbrychski, fot. Renata Pajchel / Studio Filmowe "Zebra" / Filmoteka Narodowa / www.fototeka.fn.org.pl
Kadr z filmu "Krajobraz po bitwie", w reż. Andrzeja Wajdy, 1970. Na zdjęciu: Daniel Olbrychski, fot. Renata Pajchel / Studio Filmowe "Zebra" / Filmoteka Narodowa / www.fototeka.fn.org.pl

Film Andrzeja Wajdy z 1970 roku zrealizowany na motywach opowiadania Tadeusza Borowskiego.

Scenariusz filmu "Krajobraz po bitwie" powstał głównie na motywach opowiadania Tadeusza Borowskiego "Bitwa pod Grunwaldem" z tomu "Kamienny świat", a w mniejszym stopniu na kilku innych opowiadaniach tego autora ("Milczenie", "Kolacja", "Independence Day"). Autorem pierwotnego, niezrealizowanego scenariusza był Stanisław Brejdygant. Autorami scenariusza, który stał się podstawą filmu - Andrzej Brzozowski, współscenarzysta m.in. "Pasażerki" Andrzeja Munka i znany dokumentalista filmowy oraz Andrzej Wajda. To oni właśnie postanowili sięgnąć także po inne opowiadania Borowskiego.

Bohaterem filmu - jak w pierwowzorze - jest więzień obozu koncentracyjnego, Tadek, poeta, intelektualista, oraz młoda Żydówka Nina, przywieziona do obozu tuż po zakończeniu wojny, która uciekła z Polski. Rzecz dzieje się tuż po zakończeniu wojny w tzw. obozie dipisów, w którym przebywają czasowo byli więźniowie znajdującego się tam wcześniej obozu koncentracyjnego. Tadek, więzień z bardzo długim stażem, widział już wszystkie okropności, jakie człowiek potrafi zgotować innemu człowiekowi. Zakochuje się w przybyłej do obozu Ninie. Ta gwałtowna miłość rozgrywa się na tle pięknego i porywającego jesiennego krajobrazu. Tłem dla historii miłosnej jest jeszcze inny obraz, tym razem malarski. To odtwarzane przez przebywających w obozie Polaków słynne płótno Jana Matejki "Bitwa pod Grunwaldem". Tak więc film ma dwa punkty, intymny - relacja Niny i Tadeusza, i polityczny - stosunek do nowej Polski, gdzie głównym dylematem jest powrócić do Polski czy pozostać w wolnym świecie? Jesień 1945 roku nie sprzyja zgodzie narodowej i każdy z bohaterów ma tu inne zdanie, nieraz krzywdzące innych.

Film zaczynają i kończą dramatyczne zdarzenia: w prologu byli więźniowie mordują w okrutny sposób kapo, pod koniec filmu, w przypadkowy sposób ginie Nina, zastrzelona przez amerykańskiego wartownika. I ta śmierć sprawia, że do Tadeusza powracają uczucia. Można powiedzieć - odzyskuje odebrane przez obóz człowieczeństwo. Po groteskowym niemal, patriotycznym widowisku odtwarzającym zdarzenia przedstawione przez Matejkę, Tadeusz postanawia wracać do Polski.

 

 

Kolejny film Andrzeja Wajdy, choć zrealizowany ponad 10 lat po ostatnim filmie szkoły polskiej tego reżysera, "Lotnej", już na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie kontynuacji tego, co stanowiło cechę charakterystyczną jego filmów z tamtego czasu. Sam Wajda zresztą podkreślał związek "Krajobrazu po bitwie" z innym swoim głośnym filmem - "Popiołem i diamentem". Bo i koniec wojny otwierający nowe drogi przed bohaterami, ale stawiający ich przed dramatycznymi nieraz wyborami, i konieczność rozliczenia się ze strasznymi przeżyciami, przetrawienia ich, także możliwość powrotu do zwykłego życia, miłości, rodziny, ojczyzny.

W jednej z czterech rozmów towarzyszących pracy nad "Krajobrazem po bitwie" Stanisław Janicki pytał o nawiązania do "Popiołu i diamentu". Na co reżyser odpowiedział:

Sądzę, że ożyje jeszcze raz dyskusja o Polsce, o tym, jaka powinna być. Staną przed naszymi oczyma czasy, kiedy na ten temat żywo dyskutowano, bo wszystko dopiero się rodziło, powstawało z lawy, z niedojrzałości. Ludzie musieli się deklarować, po której stronie się opowiadają, musieli dokonywać wyboru. (...) Do 'Popiołu i diamentu' nawiązywał będzie również główny bohater. (...) Oprócz dramatu, który rozgrywa się na naszych oczach, najbardziej przyciąga w filmie bohater, który chce i ma prawo żyć. W 'Bitwie' tego nie ma, ale kto wie czy w tej złośliwości, napastliwości, w tym demaskowaniu wszystkiego co go otacza nie kryje się coś żywego, zdrowego? Jest to głęboko usprawiedliwione i zgodne z tradycją polskiej literatury, wiąże się bowiem z postawą polskiego inteligenta, polskiego artysty" ("Kino", 5/1970).

Na te narzucające się podobieństwa zwracał uwagę Bolesław Michałek:

Ten sam pamiętny rok 1945, kiedy na granicy dwóch epok Polak dokonywać musiał nieodwracalnego wyboru. Podobny bohater potrzaskany przez wojnę, w obliczu krótkiej, lecz intensywnej miłości, która zdziera zeń skorupę dotychczasowych doświadczeń, wyznacza nowe perspektywy życia, działań, aspiracji. Tu i tam miłość kończy się tragicznie: w momencie, kiedy owa skorupa zaczyna się kruszyć, przychodzi śmierć - przypadkowa, niepotrzebna, absurdalna. Tu i tam wreszcie realne zdarzenia, zwykłe gesty urastają do rozmiarów rozprawy ze światem, który się kończy, z sobą samym" ("Kino", 6/1970).

Lecz na tym podobieństwa się kończą, a "Krajobraz po bitwie" ma inny sens niż poprzedzająca go adaptacja powieści Jerzego Andrzejewskiego. Pisał o tym nie tylko Bolesław Michałek, podkreślający fundamentalną różnicę pierwowzorów literackich obu filmów. W "Popiele i diamencie" bohater jest wyrazisty, a przebieg zdarzeń prowadzi go w sposób logiczny do takiego a nie innego finału. W opowiadaniach Borowskiego bohatera takiego nie ma. Jest on zarazem narratorem i komentatorem zdarzeń, a linia fabularna rodzi się ze zderzenia bohatera z owymi zdarzeniami.

Jak pisał Bolesław Michałek:

Wajda musiał dokonać wyboru. Albo bezlitosna, zimna, analityczna wizja Borowskiego; albo gorące, emocjonalne treści rodzące się wokół zdarzeń, a przede wszystkim wokół bohatera: jego psychika, jego przemiany od niewrażliwosci aż po ból, od zobojętnienia aż po samookreślenie. Wybrał to drugie" ("Kino", 6/1970).

Wtórował mu m.in. Andrzej Werner. Jego zdaniem film powstał jedynie "na motywach opowiadań Borowskiego, a nie [był] transpozycją filmową" jego świata. Był filmem Wajdy. Andrzej Werner przestrzegał uczniów przed poznawaniem za jego pośrednictwem znajdującej się na liście szkolnych lektur prozy pisarza, a recenzję z filmu zatytułował dość przewrotnie "Krajobraz po bitwie z... Borowskim".

Borowski zadaje pytania o genezę zła i czas teraźniejszy, Wajda (...) o skutek złej przeszłości." (Film, 37/1970)

Sam Wajda zresztą, kończąc film, deklarował:

Chciałbym, by 'Krajobraz' był filmem nie o obozie, lecz o konsekwencjach obozu. (...) Jeśli raz zobaczyłeś piekło i ono odfotografowało się w twoich oczach - będziesz chodził z jego obrazem do śmierci". - Bo, jak mówił chwilę wcześniej - "od obozowego koszmaru nie sposób się uwolnić" ("Kino", 5/1970, rozmowa 4).

W "Krajobrazie po bitwie" znajdziemy jednak zarówno statyczność pierwowzoru, jak i dynamizm wniesiony przez reżysera zaliczanego do romantyczno-ekspresyjnego nurtu szkoły polskiej.

Wajda złożył film z kilku opowiadań, główne nosiło tytuł "Bitwa pod Grunwaldem". Reżyser nie mógł jednak powtórzyć tytułu Borowskiego, bo jak sam gdzieś wspominał, widzowie myśleliby, że nakręcił... kontynuację "Krzyżaków" Aleksandra Forda. Pomógł mu pisarz Roman Bratny, który wymyślił tytuł. W jednej z rozmów przeprowadzonej podczas realizacji filmu przez Stanisława Janickiego Wajda powiedział:

Kiedy Roman Bratny wymyślił tytuł 'Krajobraz po bitwie' oczy mi się otworzyły: to jest przecież nie tylko dobry tytuł, ale i klucz do filmu. Przed krajobrazem stoi się i spokojnie mu przygląda. (...) Wiem, że się uspokajam. Kino musi być dynamiczne" (Kino, 5/1970).

I stworzył kino dynamiczne. Jak pisał Aleksander Jackiewicz:

Poeta i Nina są u Wajdy bardziej 'gniewni' niż w opowiadaniu, ale też bardziej poetyczni. Jest wokół nich pełno natury, gwałtownej i lirycznej jak oni. Wajda na gorącą polską jesień zamienił lato, które panuje u Borowskiego (...). Gdzie wysuszonym pejzażykom pisarza do tych płócien! Drzewa u Wajdy płoną, kochankowie płoną w owych różach, żółtościach, czerwieniach" ("Moja filmoteka. Kino polskie", Warszawa 1983).

Trzeba patrzeć na film Wajdy jak na dzieło samoistne. Tak jak uczynił we wspomnianym już tekście Bolesław Michałek, który nazwał "Krajobraz po bitwie" filmem o miłości i polskości. Miłość jest tragiczna, ale wyzwala. Polskość... jaka jest każdy widzi. O tej polskości, która bywa pociągająca, ale i groteskowa czy odrażająca, opowiadał Wajda nie po raz pierwszy. Tak jak i o miłości, która może pomóc zapomnieć nawet piekło.

"Krajobraz po bitwie" wywołał różne reakcje. Od entuzjastycznych (zdobył Złotą Kaczkę czytelników tygodnika "Film" jako najlepszy film roku 1970 i Syrenkę Warszawską przyznawaną przez krytykę, która podobnie oceniła to dzieło), po liczne głosy krytyczne, zarzucające filmowi niespójność konstrukcji. W tym nieumotywowane zakończenie (powrót do Polski głównego bohatera wygląda na oddaniu przez reżysera co cesarskie cesarzowi - czyli władzom PRL, które czujnym okiem śledziły powstawanie filmu). Wymieniano też: dłużyzny, odejście od pierwowzoru, wreszcie szarganie świętości narodowych.

Mówi się o "Krajobrazie po bitwie" jako o nieudanym dziele Wajdy, które nie trafiło w swój czas. Jak napisał przed kilkoma laty Tadeusz Lubelski w książce "Wajda. Portret mistrza w kilku odsłonach" (Wrocław, 2006), film ten nie ma "tej artystycznej siły co 'Popiół i diament'".

Ale powiedzmy sobie otwarcie, wielu młodszych reżyserów, których filmy chwalone są jako wybitne, zamieniłoby je chętnie na ten "nieudany", ale wysmakowany malarsko i świetnie zagrany, szczególnie przez dwójkę odtwórców głównych ról - Daniela Olbrychskiego i Stanisławę Celińską - piękny film.

"Krajobraz po bitwie" otrzymał wiele nagród filmowych, m.in. Syrenkę Warszawską - nagrodę Klubu Krytyki Filmowej SDP jako najlepszy film polski roku 1970 - i Złotą Kaczkę czytelników tygodnika "Film". Reżyser został nagrodzony najwyższymi nagrodami także na festiwalach filmowych w Mediolanie (1971) oraz w Kolombo (1972). W Łagowie, na Lubuskim Lecie Filmowym (1971) nagrodę za reżyserię i nagrodę publiczności otrzymał Wajda, ale doceniono też grę Stanisławy Celińskiej oraz Wiesławę Dembińską - wyróżnioną za dźwięk.

  • "Krajobraz po bitwie" premierę miał 8 września 1970 roku. Scenariusz napisali Andrzej Wajda i Andrzej Brzozowski, autorem zdjęć był Zygmunt Samosiuk, autorem scenografii Jerzy Szeski, a zmontowała film Halina Prugar. W głównych rolach wystąpili: Daniel Olbrychski (Tadeusz) i Stanisława Celińska (Nina) oraz Aleksander Bardini (Profesor), Tadeusz Janczar (Karol), Zygmunt Malanowicz (ksiądz). Ciekawostką było zagranie zwiedzającej krematoria Amerykanki przez znaną piosenkarkę Annę German oraz udział w rolach statystów dwojga znanych już wtedy opozycjonistów: Barbary Toruńczyk i Adama Michnika. Film wyprodukował Zespół Filmowy Wektor.

Autor: Jan Strękowski, grudzień 2010

Oceń:
(81 głosów)