Poniżej zamieszczamy dwa omówienia Pieśni miłosnych Hafiza op. 26 Karola Szymanowskiego: Anny Iwanickiej-Nijakowskiej z roku 2007 i Piotra Deptucha z roku 2002.

Anna Iwanicka-Nijakowska:

Drugi cykl Pieśni miłosnych Hafiza do parafraz wierszy perskiego poety z XIV wieku Hafiza z Szirazu, tym razem na głos i orkiestrę (pierwszy cykl op. 24 przeznaczony był na głos i fortepian), powstał w sierpniu 1914 roku. Kompozytor dołączył do pięciu nowych pieśni (nr 1 Das Grab des Hafis / Grób Hafisa, nr 2 Die Perlen meiner Seele / Serca mego perły, nr 3 Deine Stimme / Głos twój, nr 4 Jugend im Alter / Wieczna młodość i nr 5 Trinklied / Pieśń pijacka) trzy z wcześniejszego opusu (Wünsche / Życzenie, Der verliebte Ostwind / Zakochany wiatr oraz Tanz / Taniec) i zorkiestrował - jak czytamy w liście do Stefana Spiessa -

"na niewielką a barwną orkiestrę z fortep., celestą, harfami etc., robiąc w ten sposób pewną koncertową całość".1

Ów zabieg ponownego opracowania trzech pieśni, napisanych trzy lata wcześniej, wpłynął na pewną niejednolitość stylistyczną całego opusu. Starsze nawiązują nadal do muzyki późnego romantyzmu, natomiast pięć nowych prezentuje już nowy, indywidualny styl Szymanowskiego. W tych ostatnich główne znaczenie odgrywa kolorystyka - elementy orientalne (charakterystyczne zwroty melodyczne i rytmiczne, z licznymi melizmatami i zdobieniami oraz harmonika) podporządkowane zostały nowej estetyce brzmienia, wykraczającej już poza system tonalny. Nowe pieśni mienią się odcieniami subtelnych, migotliwych barw, tworząc muzyczne obrazy przywołujące skojarzenia z utworami impresjonistów. Szczególnie pod tym względem wyróżnia się pieśń Grób Hafiza, z liryczną piękną melodyką o zabarwieniu wschodnim, dopełnioną kameralnym brzmieniem instrumentów orkiestry.

Pieśni miłosne Hafiza op. 26 po raz pierwszy zostały zaprezentowane publicznie w wersji baletowej dnia 12 września 1922 roku w Teatrze Wielkim w Warszawie, w interpretacji Adeliny Czapskiej - sopran i Haliny Szmolcówny - solo baletowe oraz orkiestry pod batutą Emila Młynarskiego. Kolejne wykonanie, już koncertowe, miało miejsce w Paryżu podczas Festiwalu Muzyki Polskiej w dniu 23 czerwca 1925 roku. Wśród nagrań Pieśni op. 26 na wyróżnienie zasługuje z pewnością rejestracja Ryszarda Minkiewicza i Orkiestry Filharmonii Śląskiej pod batutą Karola Stryji (Naxos) oraz Katariny Karnéus i City of Birmingham Symphony Orchestra pod dyrekcją Simona Rattle (EMI).
 

Przypisy:

1 "Karol Szymanowski. Korespondencja", Tom I: lata 1903-1919, s. 445, list z 7/20 IX 1914 do Stefana Spiessa, oprac. Teresa Chylińska, PWM, Kraków 1982.


Autor: Anna Iwanicka-Nijakowska, wrzesień 2007.

Piotr Deptuch:

Pieśni miłosne Hafiza op. 26 do słów H. Bethgego według poezji arabsko perskich, na głos z orkiestrą: 1. Wünsche / Życzenie, 2. Der verliebte Ostwind / Zakochany wiatr, 3. Tanz / Taniec, 4. Die Perlen meiner Seele / Serca mego perły, 5. Jugend im alter / Wieczna młodość, 6. Deine Stimme / Głos twój, 7. Trinklied / Pieśń pijacka. 8. Das Grab des Hafis / Grób Hafiza.

Jedna z najbardziej "kolorowych" partytur Szymanowskiego, będąca jednocześnie dynamicznym świadectwem oryginalnych przekształceń stylu jego muzyki. "Perfumowany" świat orientalnej wyobraźni jest tu źródłem prawdziwie zmysłowej afirmacji życia. Utwór po raz pierwszy wykonany został jako ... balet, stanowiąc suplement do Hagith, wystawianej właśnie w Operze Warszawskiej. Wersja fortepianowa ostatniej, najgłębszej pieśni całego cyklu - Grób Hafiza - ukazała się dopiero w roku śmierci Szymanowskiego. Zbieżność tak przypadkowa, jak wymowna.

"Szymanowski nigdy dotąd nie dał w swych utworach instrumentacji tak barwnej i przeźroczystej zarazem: barwy jakich tu użył, zdają się świecić, przepełnione są powietrzem i prawie wonią jakąś wiosenną. W zastosowaniu do pieśni trudno sobie wyobrazić coś szczęśliwiej uchwyconego." (Stanisław Niewiadomski, "Rzeczpospolita", 15 września 1922)

Pieśni miłosne Hafiza Karola Szymanowskiego stanowią jeden z najciekawszych, choć ciągle niedocenionych należycie orkiestrowych cykli wokalnych z początku XX wieku, dopełniający przestrzeń zakomponowaną słynnymi dziełami Ryszarda Straussa, Mahlera, Ravela czy Zemlinskiego. Jest to utwór z wielu względów wyjątkowy, napisany w dwóch różniących się od siebie poetykach dźwiękowych i w dwóch całkiem różnych epokach, choć na przestrzeni zaledwie trzech lat. Skontrastowany i zewnętrznie niespójny jak może żaden inny w twórczości Szymanowskiego, a mimo to jeden z najbardziej integralnych, jakie napisał. Kompozycja stworzona zadziwiająco lekko, bez szczególnych "strategicznych" aspiracji (w porównaniu z taką 2. Symfonią czy Hagith), subtelnie rzucony na nutowy papier wyraz marzeń i pragnień, delikatny refleks zda się raz na zawsze utraconej przeszłości. Antidotum na szarą monotonną codzienność i poczucie wyalienowania pierwszych miesięcy wojny 1914 roku.

Tak charakterystyczna dla kompozytora hybrydyczna gra przeciwieństw osiągnęła w dziele tym, podobnie jak w dwa lata późniejszym 1. Koncercie skrzypcowym (z którym ma zresztą wiele wspólnego) wyjątkowo przekonująca jakość artystyczną. Utwór powstał w dwóch odsłonach. W roku 1911 Szymanowski w Cesarskiej Bibliotece w Wiedniu natknął się na poezje Hafiza z Szirazu, XIV wiecznego poety perskiego, a mówiąc ściślej na niemieckie parafrazy jego wierszy, dokonane przez Hansa Beghtego, wyspecjalizowanego w dostarczaniu wiedeńskim artystom orientalnych podniet (do jego tłumaczeń poezji chińskiej powstała słynna Das Lied von der Erde Mahlera). Pochodzące z drugiej ręki wiersze Hafiza (polskiego przekładu niemieckich tekstów dokonał lwowski poeta Stanisław Barącz) ujęły polskiego kompozytora orientalną atmosferą, zaprawioną aromatyczną wręcz zmysłowością, która tak dobrze współgrała z jego erotycznie rozbudzoną osobowością, zaprawioną potężnym ekstraktem młodopolszczyzny, która wcześniej świadomie wypowiedziała swoje ego w 2. Symfonii. W ten sposób powstało 6 pieśni op. 24 na głos i fortepian, dzieło dźwiękowo atrakcyjne, bardzo silnie tkwiące w stylistyce wiedeńskiej, secesyjnej chromatyki.

Pieśni odniosły spory sukces w Londynie, kiedy to 13 maja 1914 wykonali je Paul Draper i Artur Rubinstein. Krytyka zwracała uwagę na wyrafinowany styl, a same pieśni porównywano do kamei, gdyż precyzyjnym Anglikom nie przypominały uporządkowanego zbioru. Właśnie w tym czasie w osobowości twórczej Szymanowskiego następowało przesilenie. Hagith, opera o rozbudzonych ambicjach, którą kompozytor chciał podbić największe teatry operowe Europy, będąca jego własną odpowiedzią na straussowską Elektrę okazała się krętym labiryntem - zdawało się bez wyjścia. Na szczęście właśnie wówczas, w sytuacji totalnego artystycznego klinczu los rzucił kompozytorowi przysłowiową nić Ariadny i to szczęśliwym trafem równocześnie z trzech stron, a stanowiły ją: egzotyczne wspomnienia południowych sycylijsko-afrykańskich wypraw, świeżo odkryty Strawiński, z bajeczną kolorystyką dzieł okresu rosyjskiego i wreszcie Hafiz, tęsknie i kwieciście mamiący wyobraźnię kompozytora poetyckimi metaforami. Wybuchła właśnie wojna i Szymanowski ugrzązł w rodzinnej Tymoszówce, całkowicie odcięty od wielkiego świata, który wcześniej tak bardzo go pochłaniał, często jak wiemy kosztem własnej twórczości. Niepokojąca rzeczywistość tym silniej rzuciła go w ramiona sztuki, która jako jedyna mogła wypełnić pustkę po tym co odchodziło, jak miało się wkrótce okazać - bezpowrotnie.

W owym przełomowym dla losów świata 1914 roku, "wypalony" twórczo i co za tym idzie milczący od roku jako kompozytor Szymanowski powrócił do poezji Hafiza z Szirazu, tworząc cztery nowe pieśni, a trzy wcześniejsze z op. 24 przyoblekł w nową orkiestrową szatą brzmieniową, dodając jeszcze potem skomponowaną w 1911, ale niewydaną wcześniej pieśń Wieczna młodość. W taki oto sposób powstało opus 26, dzieło, w którym polski kompozytor odbywa symboliczną podróż z zachodu na wschód - podróż, która zapewniła mu największe w całej jego karierze twórcze napięcie. Wiersze Hafiza wolne są od jakiegokolwiek mistycyzmu, w przeciwieństwie do poematu Rumiego, literackiej kanwy równolegle powstającej 3. Symfonii. Brak w nich również elementów pesymistycznych, modnych w epoce tak bardzo zachłystującej się Schopenhauerem. Nastrojem wiodącym w tych poematach jest czysta afirmacja, radość, upojenie wiosną, zapachem kwiatów, czerwienią róż i smakiem wina. Taniec, trzecia pod względem kolejności pieśń cyklu utrzymana w tak lubianym przez kompozytora punktowanym, daktylicznym rytmie, zbieżnym z pulsem I części bachicznej 7. Symfonii Beethovena i "transowym" tańcem Elekry jest pierwszym u Szymanowskiego dźwiękowym wcieleniem ekstatycznego, dionizyjskiego korowodu. Roztańczone w boskim rytmie nagie bachantki otwierają potężną przestrzeń inspiracji, której finalnym spełnieniem będą bachanalia - węzłowa scena II aktu Króla Rogera.

Pod względem następstwa poszczególnych utworów cyklu Szymanowski nie troszczy się ortodoksyjnie o stylistyczną jednolitość, dzięki czemu pomiędzy pieśniami trzecią, a szóstą naprzemiennie ścierają się dwa style i muzyczne żywioły: stary - secesyjnie modernistyczny, pełen rozwichrzonej emocjonalności, i nowy - orientalnie impresjonistyczny, zabarwiony równie silną ekspresją, o erotycznym najczęściej pochodzeniu, z sugestywnie zaznaczonym elementem fantastyki. Pieśni neoromantyczne mają nową jak na Szymanowskiego jakość brzmieniową. Postwagnerowska chromatyka nakłada się tu na dość lekką, przejrzystą instrumentację, której wzorów można się doszukiwać w Słowiku Strawińskiego, operze oglądanej tuż przed wybuchem wojny w Londynie. Paradoksalnie, uwolniona od ciężkiej monochromatycznej masy dźwiękowej, charakterystycznej dla Hagith, muzyka Szymanowskiego silniej niż kiedykolwiek przywołuje ducha Salome, tak upragnionego przecież jeszcze niedawno. Połączenie zaś wyrafinowanych chromatycznych progresji z barwną, "perfumowaną" orkiestracją, wzbogaconą o brzmienia fortepianu, harf i czelesty przywodzi na myśl muzykę Schrekera, co specjalnie nie dziwi, zważywszy na siłę, z jaką oddziaływała ona na Szymanowskiego podczas pobytu w Wiedniu. Pieśń Serca mego perły o ekspansywnej i plastycznej linii melodycznej - zważywszy na wcześniejsze wręcz obsesyjne upodobanie kompozytora do półtonowego "błądzenia", przywołuje na myśl frazy Kundry z jej zmysłowej konfrontacji z Parsifalem w II akcie dramatu Wagnera.

Pieśni skomponowane w 1914 roku utrzymane są już w swobodnej atonalności, preferującej elementy skali całotonowej i arabsko perskiej, z emancypacją interwałów sekundy, trytonu i septymy, choć w szczątkowej postaci pozostają też elementy myślenia tonalnego. Orkiestralne Pieśni miłosne Hafiza w twórczości Karola Szymanowskiego pełnią funkcję studiów do 3. Symfonii (Głos twój) i 1. Koncertu skrzypcowego (Pieśń pijacka, tematycznie i rodzajem dźwiękowego gestu zbieżna też z Das Trinklied vom Jammer der Erde z Das Lied von der Erde Mahlera), zajmując pokrewne wagnerowskim Wesendonck Lieder w relacji do Tristana. Finałowa pieśń Grób Hafiza to rodzaj niezwykłego nagrobnego epitafium, w którym odczucie śmierci i przemijania w niczym nie przesłania przesiąkniętej erotyzmem magii teraźniejszości, wręcz ją podbijając. Dzięki temu wyobraźnia koncentruje się prawie wyłącznie na tym, co dzieje się "tu i teraz". Być może właśnie w tej pieśni odbywa się transformacja kategorii "Liebestod", tak charakterystycznej dla późnego romantyzmu, w wyodrębnioną przez Karola Bergera na użytek finału Króla Rogera kategorię "Liebesleben".

 

 

 



Hafiz z Szirazu (ok. 1325-1390) - najwybitniejszy liryczny poeta perski, mistrz gazelu, erotyków, poematów bachicznych i mistycznych. Znakomite pieśni wchodzące w skład cykli op. 24 i 26, które stanowią kamień milowy w rozwoju języka muzycznego Szymanowskiego, kompozytor stworzył do niemieckich parafraz jego wierszy. Poniżej zamieszczamy poetyckie parafrazy wierszy Hafiza z Szirazu, dokonane przez Hansa Beghtego, w tłumaczeniu polskim Stanisława Barącza - Taniec i Głos twój.

 

 

 

"Wszystkie dziś tańczą,
taniec płynie w krąg,
Boski to pląs!
Boski to pląs!
wiodą pląsy w pończoszkach,
idą w sandałkach w tan
lub nago!
Cześć, cześć wam nago tańczące,
Cześć, pięknością zuchwałe!"

"Najświętsze z srebrnych źródeł: Selsebil,
co w boskim Mahometa raju melodią cudną pieśni w uchu brzmi,
to blady jeno odblask twego głosu,
przy którym najpiękniejsze pieśni świata,
najczystsza nieb harmonia rozdźwiękiem jest"

Autor: Piotr Deptuch, 2002.