Content anchor

Cezary Tomaszewski i Capella Cracoviensis, ''Halka''


"Halka" w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego, fot. Alicja Wroblewska www.blackshadowstudio.com, mat. promocyjne

W ''Halce'' w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego usłyszymy Capellę Cracoviensis grającą na dawnych instrumentach. A co z inscenizacją? Jest nowoczesna, czy może na wskroś tradycyjna?

Podejście Tomaszewskiego do teatru operowego i muzyki nazywanej przez niektórych poważną jest dość niekonwencjonalne. Wystarczy przypomnieć ''Bar.okową ucztę'', czyli prowadzone przez Jana Peszka spotkanie z madrygałami Claudia Monteverdiego. Odbywało się scenerii baru mlecznego, w towarzystwie kompotów i kulinarnych przysmaków z barowej karty. Albo ''Orfeo ed Euridice'', opera Christopha Glucka, którą Tomaszewski przeniósł na salę gimnastyczną.

Wszystko wskazywało na to, że jego inscenizacja wileńskiej wersji ''Halki'' Stanisława Moniuszki (dwuaktowej, skomponowanej na 10 lat przed premierą pełnej wersji warszawskiej, która została zaprezentowana w 1858 roku w Teatrze Wielkim) również będzie dziełem nietypowym. Przed premierą wiedzieliśmy, że akcja rozgrywać się będzie w wileńskim salonie, a w obsadzie pojawią się postaci: Marii Fołtyn (śpiewaczka, która utraciła głos i swój ''niemy'' okres życia poświęciła propagowaniu muzyki Moniuszki na całym świecie), Stanisława Moniuszki i 11-letniego Cezarego Tomaszewskiego (w tym czasie reżyser śpiewał u Fołtyn). Ale to tylko pozory – scenografia, dopisanie prologu i epilogu, w którym występują nowi bohaterowie – to nie jest jeszcze rewolucja. Zaprezentowana w Krakowie ''Halka'' to dzieło bardzo konwencjonalne, powracające do korzeni opery i teatru muzycznego – na wielu poziomach.

Zacząć trzeba od muzyki, w końcu to ona najbardziej rzuca się w uszy. ''Halkę'' wykonuje na swoich dawnych instrumentach Capella Cracoviensis pod batutą Jana Tomasza Adamusa. Rzadko mamy okazję usłyszeć muzykę Moniuszki w kształcie, zbliżonym do brzmienia, o którym myślał kompozytor. Zazwyczaj oglądamy ''Halkę'' czteroaktową, po przeróbkach Emila Młynarskiego albo Grzegorza Fitelberga, którzy zbliżali jej tekst do wielkiej symfoniki, dźwięków ich epoki. Już samo użycie instrumentów z innej epoki wprowadza istotne zmiany w nasze słyszenie muzyki, w końcu stroi się je trochę inaczej, nie musimy doświadczać tego świadomie, ale czujemy to podskórnie. W Krakowie słyszeliśmy muzykę o wiele bardziej zwiewną, stonowaną i lekką – o wiele mniej poważną i doniosłą niż nasze wyobrażenia o dziele Moniuszki. Przy takiej muzyce dobrze poczuliby się fani operetek; szkoda tylko, że akustyka sali Centrum Kongresowego ICE zupełnie się do takiej muzyki nie nadaje i bardzo dużo dźwięków się tam gubi.

''Halka'' – w dużym skrócie – opowiada historię chłopki, która oszalała z rozpaczy, dowiedziawszy się, że jej ukochany z wyższych sfer poszedł do innej – zostawiając ją samą z dzieckiem. W wersji Tomaszewskiego uniwersalny temat zdrady został wzbogacony o kwestie jeszcze bardziej wspólne dla całej ludzkości, czyli o wątek głosu: jak wiele znaków może sobą przekazać, i że nie jest dany raz na zawsze. Stąd prolog i epilog, w którym spotkamy Marię Fołtyn i postać młodego reżysera (te fragmenty zostały dopisane przez Aldonę Kopkiewicz, poetkę, z którą pracuje Tomaszewski).

''Wargi, one także śpiewają. One muszą być namiętne. Wyobraź sobie, że całujesz kogoś, kogo bardzo kochasz. Wargi... Wargi także śpiewają...'' – mówi była śpiewaczka zakochana w muzyce Moniuszki do 11-letniego chłopca. ''Kiedy moje wargi jak dotąd jedynie jadły. Siorbały wtedy, cmokały. Zwinięte w rurkę wciągały makaron. Zwijały się, gdy musiały przyjąć zbyt gorącą zupę. Na widok czekolady najpierw drżały obślinione, potem w spokoju nosiły na sobie brązowe resztki'' – odpowiada chłopiec.

Ale wargi innych aktorów w ''Halce'' śpiewają. Świetną rolę wykreowała Natalia Kawałek, czyli Halka – śpiewaczka na skraju załamania nerwowego, balansująca pomiędzy obłędem i szukania ratunku w rzeczywistości. To postać trudna dla wokalistki, tym bardziej XXI-wiecznej mezzosopranistki, Kawałek udźwignęła kompozytorską niefrasobliwość Moniuszki, jej śpiew był jedną z najjaśniejszych stron spektaklu. Równie dobrze wypadł Jakub Pawlik (Jontek) – jego rola w wileńskiej wersji ''Halki'' jest o wiele mniej rozwinięta, brakuje słynnych arii z pełnej wersji przedstawienia. U Tomaszewskiego Jontek to postać trochę tajemnicza, bardzo oszczędna i lapidarna. Mężczyzna z klasycznego filmu hollywoodzkiego, trochę brutalny, ale do końca niezbadany.

Ciekawą rolę odgrywa jeszcze nieśpiewająca Aldona Grochal (Maria Fołtyn), która pojawia się nie tylko w dopisanych partiach, ale poza tym, snuje się po scenie w niektórych momentach przedstawienia, które rozgrywa się w wileńskim salonie Stanisława Moniuszki – tak samo, jak pierwsze wykonanie jego dzieła, zaprezentowane tylko rodzinie i znajomym. Scenografia przypomina miejscami duchologiczną meblościankę z bardziej salonowymi akcentami, jak na przykład stojący dumnie fortepian. Znalazły się tam jeszcze elementy niepasujące do niczego, trochę surrealistyczne, jak kanapa z oczami i uszami. Aktorzy sygnalizują wejście do pomieszczenia zdejmowaniem butów, nie wiem czy to zbyt fortunny gest – to bardzo polski zwyczaj, ale raczej kojarzący się ze światem wsi. Ale świat Tomaszewskiego zakotwiczony jest w XXI wieku, więc nie trzeba czepiać się szczegółów. Inne postaci nie są tak uwypuklone przez Moniuszkę, ale reżyser przyznał im wiele funkcji dramatycznych. ''Halka'' Tomaszewskiego to bardzo gęsta opera, pełna znaczących gestów – nawiązań do typowych zagrań śpiewaków operowych.

"Halka" w reżyserii Cezarego Tomaszewskiego, fot. Alicja Wroblewska www.blackshadowstudio.com, mat. promocyjne

Pierwszy akt kończy się napiętnowaniem Halki, oblepiona pierzem staje się wykluczona – ma otwartą drogę dla swojego szaleństwa. Wtedy nad sceną pojawiają się wielkie usta ze srebrnymi, metalicznymi zębami, a z tyłu sceny zakwita cmentarzysko wielkich kobiecych ról operowych: od Łucji z Lamermooru po Lulu. Do nagrobków podpinają się słuchawkami melomani, chłonący ich cierpienie, jako przeżycia estetyczne.

I tak dzieło Moniuszki staje się nie tylko opowieścią o zdradzie, ale i traktatem na temat głosu i roli kobiet w operze. Nie ma tam łamania konwenansów, szokowania współczesnego widza, który w końcu niejedno w teatrze muzycznym już widział. Jest trochę za gęsto, kilka szczegółów wydaje się być wyważaniem otwartych drzwi (na przykład scena, w której Halka ubierana jest w kolejne t-shirty z modnymi hasłami propagującymi dystans do życia, optymistycznymi memami). Warto się jednak nad przedstawieniem Tomaszewskiego pochylić, w ciekawy sposób pokazuje pewien paradoks sztuki: uwspółcześnienie może być sposobem na powrót do korzeni.

Wszyscy wiemy, że skomponował ''Halkę'' i ''Straszny dwór'', był ojcem polskiej opery i jego twarz... Czytaj dalej about: Mniej znane oblicza Stanisława Moniuszki

Filip Lech

Tagi: cezary tomaszewskihalkacapella cracoviensisstanisław moniuszkomaria fołtynopera

Podobał Ci się nasz artykuł? English newsletter here

Zapisz się na newsletter

  • 0 subscribers
  • Zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997r. o ochronie danych osobowych (tekst jedn. Dz. U. z 2002r. nr 101, poz.926)wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych przez Instytut Adama Mickiewicza (IAM) z siedzibą w Warszawie (00-560), przy ul. Mokotowskiej 25. Podanie danych jest dobrowolne. Użytkownikom przysługuje prawo dostępu do swoich danych i ich poprawiania.

  • Email Marketingby GetResponse

Zobacz także: