"Nasz album nazywa się, z tego co wiem, "Oczy Mlody. Nigdy nie słyszałem tego z ust prawdziwego Polaka (…) To brzmiało dla mnie jak nazwa narkotyku, skojarzyło mi się chyba z oksykodyną"– mówił Wayne Coyne, frontman zespołu The Flaming Lips w swojej wypowiedzi zamieszczonej w YouTube.
Bardzo spodobało mu się, że nazwa budząca w nim skojarzenia narkotyczne oznacza tak naprawdę "eyes of the young", przynajmniej według najpopularniejszego internetowego translatora. Każdy zaznajomiony bliżej z językiem polskim może stwierdzić, że nazwa nowego albumu The Flaming Lips jest niepoprawna, ale mniejsza z tym. Skąd klasycy neopsychodelicznego indie wzięli te słowa? Znaleźli je, przeglądając polskojęzyczną edycję powieści "Blisko domu" Erskine Caldwell z kultowej serii Koliber wydawanej w latach 70. i 80. przez wydawnictwo Książka i Wiedza, którą Wayne kupił przez przypadek w antykwariacie. "Trzymałem ją w studiu prawie przez pięć lat, patrzyłem się na nią prawie cały czas. Zastanawiałem się, o czym opowiada ta historia. Nigdy nie próbowałem dowiedzieć się, o czym jest ta książka, to właściwie mnie nie interesowało".
Na płycie "Oczy Mlody" znajdziemy kilka innych poloników, piosenki: "Nigdy Nie", "Do Glowy" i "Blisko Domu". A co z innymi polonikami w muzyce popularnej? Zacznijmy od nazw geograficznych.
Najbardziej znanym polonicum w historii jest oczywiście "Warszawa" Davida Bowiego. Legenda mówi, że Bowie zatrzymał się na Dworcu Gdańskim w 1973 lub 1976 roku na niecałą godzinę. Czekając na pociąg do Berlina, zajrzał do sklepu z płytami i kupił album Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Znajdująca się tam kompozycja "Helokanie" zainspirowała go do napisania instrumentalnego utworu ze stolicą Polski w tytule.
"Warsaw" to również tytuł piosenki (i albumu) zespołu Joy Division. Który, swoją drogą, wcześniej nazywał się "Warsaw", podobno z inspiracji utworem Bowiego. Muzycy z Manchesteru zmienili nazwę, bo w okolicy działał punkowy zespół Warsaw Pakt, nie chcieli być ze sobą myleni.
Inny zespół z Warszawą w nazwie powstał w niewielkim duńskim mieście Ballerup. Jens "Lækre" Mondrup i Henning "Heavy" Nymand wpadli na pomysł założenia zespołu Red Warszawa w 1987 roku, kiedy na lekcji muzyki nauczyciel puścił klasie piosenkę polskiego punkowego zespołu (niestety nie znamy szczegółów). Polski punk rock ich nie zachwycił – "nic specjalnego" – stwierdzili za to, że "polski punk" to wyjątkowo chwytliwa nazwa dla gatunku muzycznego i muszą go wykonywać. Faktycznie zaczynali od punk rocka, potem przechodzili w kierunku metalu. Znakiem rozpoznawczym istniejącego do dziś zespołu są wyjątkowo prowokacyjne i wulgarne teksty. Wróćmy jednak do nazwy, którą duńscy skandaliści przyjęli nieco nieświadomie. Chcieli nazwać się "Czerwona Warszawa" w języku angielskim, ale nie wiedzieli, że nazwa stolicy Polski brzmi w języku Szekspira inaczej niż po polsku i duńsku. "Red" to po duńsku imperatyw od "ratować", dlatego wielu poddanych królowej Małgorzaty II widząc nazwę zespołu, myśli, że jest to nazwa organizacji zajmującej się pomocą biednemu krajowi na drugim końcu Bałtyku.
"Causing a Tiger" to pierwsza płyta tria założonego przez Carlę Kihlstedt, artystkę znaną z zespołów Tin Hat, Sleepytime Gorilla Museum czy Charming Hostess, stałą współpracowniczkę Johna Zorna i Toma Waitsa. W zespole grają również Matthias Bossi i Shahzad Ismaily. Metoda twórcza tria jest dosyć szalona – nigdy nie grają prób i nawiązują do niezliczonej liczby nurtów muzycznych – od muzyki ludowej przez ekstremalną muzykę rockową do jazzu – pomimo tego ich utwory są wyjątkowo spójne. Istotną częścią ich improwizacji są nagrania terenowe. W piosence "Dogs of Warszawa" słyszymy odgłosy warszawskich psów, zarejestrowane w czasie jednej z tras koncertowych Kihlstedt. Muzycy naśladują rytm i barwę szczekania psów.
"Warszawa" to także tytuł industrialnej kompozycji noise'owego projektu Unit 6 (spod szumów i hałasów słychać fragment jakiegoś przemówienia w języku polskim). Stolica Polski została także upamiętniona w jednej z produkcji Bena Klocka, producenta techno kojarzonego z berlińskim klubem Berghain, jednego z najbardziej popularnych didżejów na świecie.
Nie tylko Warszawa inspirowała zagranicznych artystów. Inni dojechali na Śląsk, na przykład hiszpańscy klasycy industrialu, Esplendor Geométrico. W 1987 roku nagrali album "Kosmos Kino". Tytuł nawiązuje do katowickiego kina Kosmos. Na płycie znajdziemy utwory: "Estación Katowice" (kawałek poświęcony brutalistycznej architekturze dworca w Katowicach, zburzonego w 2010 roku) i "Trybuna Robotnicza".
Nowofalowy zespół Rational Youth z Kanady w 1982 roku wydał singiel z piosenką "Saturday in Silesia". Tekst piosenki to impresja na temat walki robotników "Solidarności". "Soboty na Śląsku/ Wakacje są dla bohaterów/ Światła miasta, to nie do końca Broadway" – śpiewają w refrenie. "Jeśli zamkną nas na kłódkę/ My ją wyważymy, tak jak robiliśmy do tej pory" mówi śląski podmiot liryczny. To impresja ciekawa, ale dość oddalona od śląskich realiów, szczególnie w wersie, w którym mowa jest o autobusie jadącym do doków portowych.
Kanadyjczykom Śląsk pomylił się chyba z Gdańskiem. Do historii stanu wojennego i Solidarności odwoływała się brytyjska grupa Test Dept w utworze "Gdansk". Umieszczone powyżej nagranie ma bardzo słabą jakość, ale warto zobaczyć, jak scena industrialna komentowała tragiczne wydarzenia w Polsce od strony wizualnej. Półnadzy mężczyźni bębnią młotami w blachy, na ekranach w tle widać archiwalne filmy pokazujące Jaruzelskiego, wojsko ludowe i brytyjską policję.
Wśród innych muzycznych hołdów dla stanu wojennego trzeba wymienić piosenkę "New Year's Day" zespołu U2, "Under The Hands of Jaruzelski" Muslimgauze i "Jaruzelski" Laibacha. Z historią dwóch ostatnich utworów anglojęzyczny czytelnicy mogą zapoznać się w artykule "How Laibach and Muslimgauze Made the Last Communist Leader a Music Icon" opublikowanym na łamach Culture.pl.
W 1980 roku zachodnioniemiecka wytwórnia Eigelstein Musikproduktion wydała płytę "Polnischer Sommer – Lieder Der Neuen Polnischen Gewerkschaftbewegung". Na okładce widać robotników modlących się na jednej z polowych mszy świętych. Rok później album został wznowiony w Szwecji i Stanach Zjednoczonych. W Szwecji była to inicjatywa oddolna emigranckiej czeskiej wytwórni Šafrán 78. Tym razem na okładce widzimy zdjęcie mszy odprawianej przez księdza Jerzego Popiełuszkę. W Stanach Zjednoczonych płyta została wydana przez Smithsonian Folkways, organizację skupioną na badaniach etnomuzykologicznych, część rządowego Smithsonian Institution. Tutaj połowę okładki zajmują strajkujący robotnicy, a w prawym górnym rogu widzimy rozmawiającego przez telefon Lecha Wałęsę. Na płycie znalazły się "Songs from the New Polish Labour Movement". Wśród pieśni nowego ruchu robotniczego znajdziemy m.in. "Pieśń o Janku z Gdyni", fragmenty satyrycznych skeczów i "Boże, coś Polskę". Każdemu z wydań towarzyszyły tłumaczenia piosenek.
Ostatnim opisanym przez nas polonicum inspirowanym stanem wojennym będzie "Jeszcze Polska". To reinterpretacja "Mazurka Dąbrowskiego" nagrana w 1982 roku przez Sabinę Bredy (jej rodzice byli Polakami). Artystka występuje pod pseudonimem Mona Mur, współpracowała ze słynną grupę Einstürzende Neubauten. W 1990 roku nagrała płytę "Warsaw" z Grzegorzem Ciechowskim na której słyszymy Orkiestrę Filharmonii Narodowej pod batutą Krzesimira Dębskiego. Produkcją albumu zajął się Dieter Meier, członek popularnej w latach 80. grupy Yello. Warto przy okazji wspomnieć, że Meyer był też reżyserem filmowym. W nakręconym przez niego filmie "Lightmaker" (eksperymentalnej baśni o muzyce) jedną z głównych ról gra Zbigniew Zamachowski.
"I'll Meet You in Poland" to piosenka Foetus, zespołu JG Thirlwella opowiadająca o wybuchu II wojny światowej i jej następstwach. Podmiotem lirycznym jest Adolf Hitler, piosenkarz krzyczy m.in. "Ja i Stalin podpisaliśmy pakt o wzajemnej nieagresji", "Podarłem twój traktat wersalski", "Dzisiaj jest pierwszy września/ Do zobaczenia przy twoim grobie, kochanie". W tle słyszymy nagrania odgłosów maszerującego tłumu i wrzask niemieckiego dyktatora. Utwór powstał w latach 80., był częścią drugiej fali muzyki industrial, która próbowała krytykować ustroje totalitarne, korzystając z ich estetyki.
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych, niejednoznacznych i trudnych do zinterpretowania zespołów nawiązujących do estetyki totalitaryzmów był słoweński Laibach. W XXI wieku ich twórczość stawała się coraz bardziej wygładzona, unikająca skandalu, próbująca wejść do głównego nurtu kultury. Współpracowali z wieloma czołowymi instytucjami kultury w całej Europie, również polskimi. W 2014 roku nagrali minialbum "1 VIII 1944. Warszawa." – pod względem muzycznym wyjątkowo delikatny, obdarzony bardzo ciepłym brzmieniem, nietypowym dla tego zespołu. W 2018 roku na lubelskim festiwalu KODY zaprezentowali program "Polonia" opierający się na muzyce Andrzeja Panufnika i "Bogurodzicy".
Henryk Mikołaj Górecki był dla nas ważny od samego początku. W trakcie trasy "Occupied Europe" w 1983 roku używaliśmy jego III Symfonii jako muzyki tła.
– opowiadał Ivan Novak, członek Laibach. W latach 80. mało kto słyszał o Góreckim, rozgłos przyniosło mu nagranie wspomnianej III Symfonii z 1992 roku. To jedno z najbardziej rozpoznawalnych nagrań muzyki współczesnej w historii. Lamb, trip-hopowy duet z Manchesteru, nagrał piosenkę "Gorecki". Nie śpiewają o śląskim kompozytorze, ale używają sampli z drugiej części jego bestsellerowej symfonii. Dobre i to.Gazebo w swoim italo przeboju "I Like Chopin" wspomina coś o brzmieniu fortepianu i wymienia nazwisko naszego wieszcza, ale nie korzysta z sampli kompozycji Fryderyka.
"Miłości wszystko wybaczy" – głosi nie do końca poprawny napis na płycie japońskiej piosenkarki Tokiko Kato, która w 1982 roku, wraz z pianistą i kompozytorem Ryūichim Sakamoto, nagrała płytę poświęconą popularnej muzyce europejskiej z pierwszej połowy XX wieku. Kato śpiewa po japońsku, ale pozostawiła oryginalne tytuły piosenek. Poza dwiema piosenkami rozpropagowanymi przez Hankę Ordonównę ("Miłość ci wszystko wybaczy" i "Gdy jesień się zaczyna"), znajdziemy tu też wykonanie partyzanckiego "Dziś do ciebie przyjść nie mogę". Poza tym Kato i Sakamato sięgnęli po niemiecki repertuar, przede wszystkim piosenki Kurta Weilla. Większość interpretacji jest bardzo klasycznych, śpiewowi towarzyszy eleganckie brzmienie fortepianu. Niektóre wykonania są swobodniejsze, utrzymane w duchu city popu – japońskiej odpowiedzi na muzykę popularną przełomu lat 70. i 80., w której wybrzmiewają elementy muzyki elektronicznej, disco, fusion jazzu. Dziesięć lat wcześniej Kato nagrała płytę poświęconą repertuarowi rosyjskiemu (od "Katiuszy" po odeskie "Bubliczki"). Tokiko Kako urodziła się w 1943 roku w Harbinie – mandżurskim mieście, w którym swego czasu mieszkało nawet dziesięć tysięcy Polaków.
Pozostałe polonika: Gudrun Gut, "Monika In Polen (Thomas Fehlmann Deer mix)"; Bobby Vinton, "She Will Survive (Poland)"; Nico, "All Saints Night From A Polish Motorway"; Juxta Position, "Mazury"; Doubt, "Noc"; René Audiard, "Cywilizacja Pt. 1"; B-Sides, "Trybuna Luda"; Freddy The Flying Dutchman, "Wojtyla Disco Dance"; Jaruzelski's Dream, "Jazz Gawronski"; Keytalk, "ワルシャワの夜に" ("Warszawa no yoruni" – "Noc w Warszawie"); Chino Amobi, "WARSZAWA"; Jimmy Martin Orchestra – "Warszawa-Melodie (Sangen om Warszawa); Günter Hörig & Lothar "Spiller, Guten Tag, Tele Warszawa"; Neon Indian, "Polish Girl"; Trio Mandili, "Lipka"; Sabaton, "40:1"; Sabaton, "Uprising"; Sabaton, "Poltava"; Sabaton, "Inmate 4589"; Sabaton, "The Last Battle". Po polsku śpiewał też Frank Sinatra (więcej informacji w angielskim artykule Mikołaja Glińskiego) i Placido Domingo („Lulajże Jezuniu”) na Koncercie Trzech Tenorów w 1999 roku.
Opublikowano: 16.01.2017, akt. 08.09.2022