Kaliber 44, okładki płyt

Jeden z pierwszych i najważniejszy skład hip-hopowy w Polsce. Kaliber 44 pozostawił po sobie wpadające w głowę bity, wiele niezapomnianych wersów, a przede wszystkim całą mitologię, która jest żywa do dzisiaj.

Zakon Marii, do boju!

Wszystko zaczęło się w robotniczych Katowicach, Kaliber 44 został założony przez braci Martenów – Michała (Joka) i Marcina (Abradab), później dołączył do nich szkolny kolega Marcina – Piotr Łuszcz (Magik). Był 1994 rok, a hip-hop był w Polsce zjawiskiem prawie nieznanym – mimo że na Zachodzie był już pełnoprawnym elementem przemysłu muzycznego. Do polskich słuchaczy dochodziły tylko losowe strzępki tej fascynującej kultury, która już za kilka lat miała ożywić mieszkającą na olbrzymich osiedlach i w gorszych dzielnicach wielkich miast. Magik zainspirował się piosenką ''Ring, Ring, Ring (Ha Ha Hey)'' z drugiej płyty De La Soul. Pod koniec lat 90. hip-hop odegrał tę samą rolę, którą w latach 80. odegrał punk-rock – opisywał panujące relacje społeczne i był głosem sprzeciwu. 

''Powstanie zespołu jest związane z tym, że nie mogliśmy usiedzieć tylko słuchając tej muzyki i chyba potrafimy ją robić, więc czemu mielibyśmy jej nie robić. 44 to jest liczba magiczna; kaliber – rozmiar tej liczby. Chociaż nazwa pochodzi z czasów, kiedy mieliśmy jeszcze nierówno pod sufitem i graliśmy gangsta''.

Pierwsze nagrania Kalibra ukazały się na kasecie –  ''Usłysz nasze demo''. Jakość artystyczna tych produkcji jest wysoce wątpliwa, ale jest to niepowtarzalny dokument historyczny, który powinien zostać ponownie wydany i szczegółowo omówiony. Słyszymy dźwięk po dźwięku w jaki sposób powstaje niepowtarzalny styl Kalibra.

Lekko chałupniczy, trochę prymitywny, ale robiący wielkie wrażenie – oparty na klimacie, wytworzony całkowicie samodzielnie (DIY – Do It Yourself). Poza tym jest to przygnębiające świadectwo epoki – kilku chłopaków z osiedla, patrząc się na amerykańskich raperów, nazywa kawałki ''Więcej szmalu 1'' i ''Hardcore'', ale nawijają głównie o życiu. A właściwie – jakkolwiek by to nie zabrzmiało – o tematach egzystencjalnych, najczęściej powtarzające się zdanie na płycie to ''Brat nie ma już miłości dla mnie''. To cytat ze Starego Testamentu, Camusa, czy z Ciorana? Nie, to tylko Magik.

Psychodela – tak brzmi jej imię

W 1996 roku udało im się wydać pierwszą płytę. Życzliwi dziennikarze podrzucili ją rockowemu wydawcy – S.P. Records – ludziom, którzy wydawali wszelkie projekty Kazika, Armię, T. Love, Pidżamę Porno – w ich katalogu znalazła się cała panorama polskiego rocka lat 90. I Kaliber 44. Do ich składu doszło parę osób – przede wszystkim DJ Feel-X, czyli Sebastian Filiks – gramofonista, który swoimi scratchami odcisnął piętno na całym polskim hip-hopie. Oprócz tego słyszymy jeszcze Jajonasza i, znanego z Paktofoniki, Rahima.

''Księga Tajemnicza. Prolog'' to chyba najdziwniejsza płyta jaka weszła do kanonu polskiej muzyki – mimo wszystko – rozrywkowej. Bity są głośne i nieprzyjemne, mało w nich melodii, więcej przykrych dla ucha dysonansów. Album pełen jest dziwnych odgłosów i sampli, niskie metaliczne dźwięki zestawiane są z wibrującymi, wysokimi piskami. Do tego dochodzi nawijanie Magika, który unika zdań złożonych i w ogóle ucieka od gramatyki języka polskiego. Śpiewa w swoim własnym dialekcie, w końcu jak możemy usłyszeć w piosence ''Psychodela'': ''Moje myśli, słowa są szalone/ me marzenia w kaftany uwięzione/ O kurwa mać, czy będą silne by się z niego wyrwać?/O tak! Psychodelik, psychodeliczny styl on zaczyna być mną, ja zaczynam być nim!''

Można śmiało powiedzieć, że przed (i po) Magiku taką ekspresję i sposoby wydobywania głosu stosował tylko Czesław Niemen, kilku awangardowych kompozytorów (ale ich muzyka nie wychodziła poza mury filharmonii) i punkowcy w Jarocinie. Magik wyje, krzyczy, piszczy, nienaturalnie skraca i przedłuża sylaby. Wszystko to brzmi jak spazmatyczne wołanie o pomoc. Być może tak brzmiały słowiańskie obrzędy i rytułały – może do tego nieświadomie odnosił się raper? W końcu największą inspiracją członków Kalibra 44 była marihuana – Maria, Biała Wdowa.

Normalnie o tej porze

Kolejne płyty – ''W 63 minuty dookoła świata'' i ''3:44'' były już bardziej przystępne, ale równie charakterystyczne. ''Film'' był singlem promującym ''W 63 minuty...'', wszedł nawet do Listy Przebojów Trzeciego Programu Polskiego Radia – dla hip-hopowego numeru to prawdziwy wyczyn. Bit ''Filmu'' snuje się powoli i jednostajnie, nawijkom raperów towarzyszą scratche DJ'a Feel-X'a. W muzyce Kalibra gramofony są pełnoprawnym instrumentem, co w polskim hip-hopie nigdy nie stało się regułą. Wszystkiemu towarzyszy odgłos spadających kropli wody.

Ja zaczynam, oto moja kabina,
Tu się wchodzi, naciska, ogląda się z bliska,
Dziś wszystko, co daleko i blisko,
Joka, foka, sroka,
O.K., nieważne, każdy tu ma jazdę,
Niech zgadnę, ktoś tu jest Magiem, naprawdę.

W 1998 roku Magik odchodzi z zespołu, ale skład Kalibra zasilają inni muzycy – DJ Bart, WSZ, CNE, Gutek. W 2000 roku wychodzi następna i ostatnia płyta K44 – ''3:44''. Klimat ''3:44'' jest bardziej przyziemny, więcej nawijek mówi o imprezach i paleniu marihuany – na wcześniejszych płytach rapowana przede wszystkim o stanach, które były przez nią wywoływane. Wersy z  ''Normalnie o tej porze'' i ''Baku Baku to jest skład'' weszły do mowy potocznej młodych Polaków. Na dźwięk frazy ''Lepiej jak jest więcej'' każdy z aprobatą pokiwa głową (''Było więcej kobiet, wszystkie były piękne/ Taaaaak, lepiej jak jest więcej''), a na pytanie ''Przepraszam, którędy do Baku-Bakowa?'' każdy bez mrugnięcia oka odpowie: ''Tam gdzie Ci chłopcy stoją''.

Gruby czarny kot wlazł na płot i mruga...

Peja i O.S.T.R nagrali razem piosenkę ''Oddałbym'', która jest wzruszającym hołdem dla zmarłych klasyków hip-hopu – zarówno tych polskich, jak i zagranicznych. Ostry śpiewał:

Oddałbym wszystkie wersy za jeden Magika,
Dla życia, za życia by tym mógł rap oddychać,
26 grudnia, był 2000 rok, i dlatego nienawidzę drugiego dnia Świąt.

W 2000 roku Magik popełnił samobójstwo, a Joka wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Kierowany przez Abradaba Kaliber 44 koncertował do 2003 roku, ale już nigdy nie stworzyli żadnego nowego materiału. Pozostawili po sobie całą mitologię, muzyczne uniwersum, które młodzi adepci muzyki badają do dzisiaj. Teksty Kalibra są bogate w treści tak samo jak poezja Mickiewicza, albo jakiegokolwiek innego wielkiego poety. Kaliber 44 to zespół ważny dla kilku pokoleń, dzięki któremu ludzie mogą łatwiej wyrażać swoje przeżycia. Gruby czarny kot już nigdy nie będzie dla słuchaczy Kalibra zwykłym stworzeniem (nawet trzynastego, w piątek).

''Co się stało?
Gruby czarny kot spróbował
I mu się udało
Przebiegł drogę i się schował
Mało brakowało
Żeby był dobry dzień
Trzy kroki w tył, jest nadziei cień
Ale ze mnie leń
Nie wiem czy to zmieni coś''

Autor: Filip Lech; 28.06.2013