Szukając tematu, szukając odbiorcy
Niepewny przyjęcia do druku "Szaleństwa Almayera" zwrócił się w sierpniu 1894 roku do swojej dobrej znajomej (w której się podkochiwał), belgijskiej pisarki Marguerite Poradowskiej (wdowy po kuzynie-Polaku), z propozycją wydania tej powieści po francusku, a nawet ogłoszenia jej jako utworu wspólnego. Sądzę, że jako stały czytelnik znanego dobrze i w Polsce "Revue des Deux Mondes" - w którym pisywała Poradowska - wyobrażał sobie jaśniej jego odbiorców, niż publiczność angielską. Warto też zauważyć, że przykładał, zwłaszcza w początkowych, niepewnych latach swojej pisarskiej kariery, pilną uwagę do recepcji w Polsce. Do swojego pierwszego w Anglii literackiego znajomego a wkrótce przyjaciela, Edwarda Garnetta, Conrad chwalił się, że polskie pisma literackie zauważały jego książki. Zresztą właśnie w Polsce ukazał się pierwszy przekład Conrada na język nie-angielski
("Wyrzutka"
).
Można bez trudu wykazać, że w ciągu wczesnego okresu pisania Conrad eksperymentował pod względem adresatów swoich utworów. Dwie jego pierwsze książki, "Szaleństwo Almayera" i "Wyrzutek", są powieściami egzotycznymi, których akcja toczy się na Borneo i Jawie, czyli na terytorium dotychczas w piśmiennictwie angielskim nie wykorzystanym (stąd łatwe a nietrafne określanie Conrada przez recenzentów jako "Kiplinga Archipelagu Malajskiego"). Trzecia powieść, "Siostry", miała być zupełnie inna - zarówno tematycznie, jak formalnie. Akcja toczyła się we współczesnej Europie, bohaterem był malarz-Rusin, a narracja była splotem dwu odmiennych wątków, artystyczno-intelektualnego i romantycznego. Implikowani czytelnicy byliby zainteresowani nie egzotyczną przyrodą i zderzaniem się kultury orientalnej z europejską, ale prądami artystycznymi i duchowymi współczesnej Europy - kontynentalnej, bo z Anglią fabuła żadnego związku nie miała (podobnie zresztą, jak fabuła powieści "malajskich"). Conrad utknął jednak szybko w robocie i "Siostry" odłożył, na zawsze.